Mówili, że to miejsce sielskie i ciche. Prawdziwa oaza spokoju! Za siedmioma górami, za siedmioma rzekami. Chociaż właściwie nie... - ukryte za pagórkiem, przy rwącym strumyku, zasłonięte koronami drzew. Bajkowo można by opisywać te beskidzkie zakątki, bez problemu i kłamstw stworzyć barwne portfolio. Jak uciekać od gwaru miasta, to tylko w takie miejsca - a ja zwiałam na moment w okolicę Węgierskiej Górki, wprost do hotelu Zacisze. Ale jak tu mówić o spokoju, gdy na ostatni październikowy weekend zjechała się tutaj śmietanka blogerskiego światka? My postawiliśmy hotel na nogi, a on postawił niektórych do pionu - i to całkiem dosłownie... W ramach akcji #winterweek przedstawiam miejsce, które warto odwiedzić także zimową porą. 


Wstęp wystarczająco dosadnie opisał, że okolice Węgierskiej Górki to malownicze zakątki niczym z ballad Mickiewicza. Tak spokojnie, że tylko wiatr nad potokiem hula. Na uboczu cywilizacji, chociaż w zasadzie tuż za rogiem. A co się stało, że zawędrowałam w te skromne progi? 

Kolejna edycja Secrets of Beauty i kolejny raz jestem tam i ja! Mam wrażenie, że jeszcze wczoraj opisywałam majowe, warszawskie spotkanie, a za mną już edycja jesienna. Ta nieco dłuższa, huczniejsza, znacznie bardziej pracowita, ale pozwalająca na chwilkę relaksu. Obwiniać za to możemy głównie Michała z bloga Twoje Źródło Urody, bo to on stoi za tym wszystkim! I wiecie co? Jakoś nikt nie narzekał... Choćby się chciało, to nawet kilkugodzinne warsztaty były najcudowniejszą formą wysiłku.


O właśnie, powyżej kolejna namiastka okolic, na dowód tych poetyckich słów. Tak wyglądała droga powrotna. Bez żadnych oszustw - aż nie chce się wracać. Ale trzeba, bo piątek, sobota i początek niedzieli zamieniły się w jakąś jedną, szybko ulatującą dobę, bo dopiero co wtaszczyłyśmy walizki na piętro numer dwa, a tu już cała piątka żegnała się w hotelowym barze. Bo było Nas pięć - w pokoju rzecz jasna, a takiej ekipy człowiek nie jest w stanie zapomnieć.

Razem na warsztatach, razem w apartamencie z kieliszkiem wina. Piękny to był czas dzielić pokój z Mazgoo, która wcale nie chrapała (ale nie jestem pewna co do mojej osoby). Tuż za ścianą - słodki aniołek z bloga Kosmetyki Bez Tajemnic i Dobrusia, co to od niedawna bloguje - ale jak to robi! A kanapa w dużym pokoju przypadła najbardziej żywiołowej osobie w ekipie - Czarszka pilnowała i o hasło pukających pytała.


Czy jesteście gotowi na fotorelację? 

Zdjęcia, zdjęcia - to lubię! Nie czas się rozpisywać, gdy przed nami jeszcze relacja z warsztatów. Ten hotel nie wymaga słów, a dowodów na to, że świetnie mogą się tam bawić nie tylko blogerki. A może w święta poproszę gwiazdkę (albo Ty Mikołaju, zanotuj!), by móc tam jeszcze kiedyś wrócić? Tym razem na dłużej, by wreszcie poleżakować w grocie solnej...


A tutaj jadaliśmy śniadania... 

.... i obiady.

Barszcz czerwony z uszkami, które chyba się zawstydziły i w zupie ukryły

Makaron wcale nie musi być nudny

Apartament dla pięciu na pięć!

Wieczorne umilacze kupowane niejednokrotnie w recepcji....

A gdy nadarzyła się okazja, cichutko niczym ninja wymknęłam się na basen. Nikt nie patrzy, nikt nie ocenia - wszyscy pozostali pod urokiem śpiewanej poezji.Niezauważona próbowałam przemykać miedzy korytarzami. Wszystko pięknie, wszystko ładnie, ale przywarło do mnie pewne nie całkiem ciche KLAP, KLAP, KLAP... Bo jak na blondwłosą pannicę przystało, rozum schowałam do kieszeni i w podróż ruszyłam mając na nóżkach słodkie japonki ze srebrnymi kwiatuszkami. I w ten oto sposób pal licho ciche skradanie. Schody w dół, szybki marsz przez milowy korytarz, skręt w lewo, znów lewo, unik w prawo... a gdy już przywarłam z magiczną bransoletką do czytnika (niczym James Bond w tajnej misji) usłyszałam tylko głośne BIIIIP, zielone światło i już dreptałam do małej przebieralni. Jedni delektują się zapachem benzyny, innych rozpieszcza woń chloru. Mnie sprawia przyjemność odgłos chlupoczącej wody i tańczące na ścianach refleksy basenowych świateł.


Wybaczcie, że zdjęć z ukrycia nie zrobiłam, ale peszyć pływających nie wypada. Basen w całej okazałości do zobaczenia na stronie, a żaden to Photoshop - tam naprawdę jest tak magicznie. Ratownik zawsze na straży, a bicze wodne i jacuzzi nieustanie w ruchu. Można też przemknąć do groty solnej, sauny czy łaźni parowej.

Mazgoo usiłuje upolować inspirujące kadry


Podróż za jednej uśmiech - a ten Michała mówi wszystko o naszym wyjeździe

Przytulińska przyjaciółka Michała - czworonożna Marysia

Ciężkie powroty do domu...

Dzisiaj nietypowy wpis, bo i dzień był równie nietypowy. Jest kilka minut po dwudziestej, a my wciąż jesteśmy w drodze. Do domu. Bo za mną kolejne, blogerskie spotkanie. Tym razem nieco bardziej kameralne, ale równie inspirujące. To był ten impuls, by opowiedzieć o Secrets of Beauty trochę więcej i w sposób nieco inny - przez zdjęcia. Przed nami jeszcze opis warsztatów, ale ten wpis miał pokazać, że czasami warto przejechać pół Polski, by znaleźć się w niebanalnym miejscu i poznać inspirujących ludzi!
Zajrzyjcie też do innych dziewczyn, które biorą udział w akcji #winterweek! Przez tydzień, każdego dnia, każda z Nas doda wpis związany ze świąteczną atmosferą. Makijaże, pomysły na prezenty, nasze wishlisty i przemyślenia. Wszystko po to, by już zawczasu poczuć magię świąt! Oto piąta, przedostatnia propozycja. Dzisiaj nie obyło się wspominek. A jutro? Kto wie!
Agwer - BLOG. A piece of Ally - BLOG, Agnieszka bloguje - BLOG, Ala Ma Kota - BLOG, Minimalnie - BLOG, Okiem Justyny - BLOG, Paulina blog - BLOG, White Praline - BLOG.