Zaczęło się. Armagedon! Katastrofa? Nie, nie, to po prostu promocja w Rossmannie. Pojawiająca się regularnie, wywołująca wielki BOOM recenzji kosmetyków i właściwie kochana równie bardzo, co znienawidzona. Jedna wyprzedaż, czyszczenie magazynów i przygotowywanie półek pod nowy asortyment, a tyle towarzyszących temu emocji. Dzisiaj właściwie nie będę radzić co kupić, a od czego lepiej trzymać się z daleka. Powiem jednak jak przetrwać tę małą, kosmetyczną apokalipsę. 


Jeszcze jakiś czas temu pewnie spowiadałabym się właśnie z grzechu, który niebawem popełnię - nieumiarkowaniu w kosmetycznych zakupach. Skończyłam z tym - a przynajmniej mam taką nadzieję. Chociaż na mnie rossmannowska wyprzedaż nijak działa, to nie będę ukrywać, że zjawię się tam, wezmę co potrzebuję (o ile w ogóle będę mogła rozprawiać o dostępności) i zapłacę przyzwoitą sumkę. Nic więcej - bez zbędnych ochów, achów i wiwatów. Dopiero dzisiaj sprawdziłam harmonogram promocji, więc nic nie stoi na przeszkodzie i ponownie promocja dzieli się na trzy etapy.

Wszystko już wiecie, 99% wpisów o tym co kupić w Rossmannie (prawdopodobnie) zostało już przeczytanych, ale poczekajcie moment, dajcie sobie czas jeszcze chwilkę na ten jeden, ostatni wpis. Później macie moje błogosławieństwo!


Temat chciałam ugryźć z humorem, nie całkiem poważnie, w bezpieczny sposób, by nikogo to nie uraziło, nie zabolało. Bo właściwie zaboleć może, gdy się pierwszy raz wybierze na promocję w Rossmannie. W tym okresie drogeria rządzi się swoimi prawami. Miejska dżungla to przy tym idylla, centrum stoickiego spokoju. Można dostać z łokcia, wyjść ze sklepu z żyrafią szyją (bo jak tu coś dojrzeć znad pukli włosów kosmetycznych chomików, które były już tutaj przed Tobą!) a w najlepszym wypadku wyjść z niczym po godzinnych poszukiwaniach. Teraz poudaję trochę eksperta i zaserwuje Wam kilka rad, które pozwolą Wam uchronić się przed niepotrzebnymi kontuzjami i... wydatkami.

Jeżeli rzadko się malujesz, nie kupuj produktów na zapas

Właściwie nie wiem do czego jest mi to potrzebne, nie wiem nawet jak tego używać - ale i tak to kupię! Czy chociaż przez chwilę nie przeszło Ci to przez myśl? A może masz koleżankę, która palnęła właśnie taką sentencję? Wyznaję ostatnio jedną zasadę - nieużywany kosmetyk, to smutny kosmetyk. Leżakuje w szufladzie i czuje się taki zbędny, niepotrzebny, niechciany... A może lepiej, by trafił w inne ręce? Tylko po co go kupować a następnie oddawać do adopcji, skoro mogliśmy po prostu nie zabierać go z półki. Sprawa ma się inaczej, gdy pożądany przez Nas produkt nie sprawdził się tak, jakbyśmy sobie tego życzyli. Jednak ile razy wybraliśmy coś, co ani nie pasuje do Nas samych, ani nawet nie jesteśmy tego ciekawi, ale kupiliśmy, bo była okazja? Stop. A teraz zwracam się w szczególności do tych dziewczyn, które chociaż na co dzień makijaż kończą na podkładzie i tuszu, to wypełniają koszyk podwójnymi sztukami. Kosmetyki mają swój termin ważności i jeżeli już na wstępie wiemy, że będzie nam towarzyszył od święta, to pod żadnym pozorem nie dokupujmy jeszcze jednej sztuki. Proszę, nie krzywdźcie tak kosmetyków!

Sprawdź, czy produktu nie można kupić taniej online

Wystarczy rzucić słowo promocja i... BOOM! Nasz mózg odczytuje to jako - przecież nigdzie indziej nie może być taniej! Nie robiliby przecież promocji, skoro ktoś wciąż miałby lepsze ceny, prawda? Cóż, właściwie ten świat jest tak skonstruowany, że nic nie jest pewne. Nie chcę wspominać o różnych sytuacjach, gdy różne sklepy podnoszą ceny produktów tuż przed ogłoszeniem nadchodzącej wyprzedaży. Jeżeli jednak mamy na oku jakiś kosmetyk, warto wcześniej sprawdzić jego cenę w drogeriach online. Nie jednej, nie dwóch... a może trzech! Naprawdę nie zajmie to dużo czasu - nawet herbata w tym czasie nie wystygnie. Tak, tak - ja wiem - trzeba doliczyć koszt przesyłki. Ale... skoro na różnych promocjach widzę takie cudowne grupki przyjaciółek, to dlaczego nie zamówić czegoś w kilka osób na jedną paczkę? Nagle dodatkowe opłaty są ledwo zauważalne, a i rodzaje wysyłki są teraz tak różne, że wcale nie trzeba się przygotowywać na koszt rzędu powyżej 10 zł. 

Wibo / Lovely / Pomadka / Zdjęcie
Na ustach pomadka od Lovely z serii Color Wear

Zajrzyj do innej stacjonarnej drogerii

Łapka nie odkleja się od telefonu, tabletu, komputera... ale czasami warto oprócz internetowych drogerii sprawdzić także te stacjonarne. Częsty to zabieg, że gdy w jednej dużej drogerii trwa promocja, inne również rozpoczynają takową u siebie (albo wystartowały z nią nawet jeszcze wcześniej). Przecież nie chcą w tym okresie strat - moralnych i finansowych! Może się okazać, że zamiast produktu A, spodoba Wam się bardziej produkt B, który nie w każdym sklepie jest dostępny. Przykład? Drogeria Natura dopiero co zaszczyciła klientów fajną promocją - kosmetyki Kobo i MySecret były przecenione o 40%. Zamiast produktu do konturowania na mokro od L'Oreal, wybrałam kółeczko z Kobo. Pełnia szczęścia została osiągnięta! To jak, będziecie o tym pamiętać? 

Postaw na marki, które i bez promocji niewiele kosztują

Może tylko ja tak mam, ale promocja w Rossmannie jeżeli już wywołuje u mnie radość, to dlatego, że kosmetyki, które i tak są tanie mogę kupić... jeszcze taniej. Chodzi mi o marki, które w zwykły szary dzień mają przystępne ceny - Wibo, Lovely, Eveline, Bell czy Miss Sporty. Nie mam wtedy oporów, by dokupić kolejny kolor szminki, skoro jej poprzedniczka dobrze się spisała. Wiem przynajmniej, że ma fajną konsystencję i w razie czego nie będą miała takich ogromnych, męczących wyrzutów sumienia, że lepiej pasuje mojej mamie czy przyjaciółce. Bo przecież bubli nikt nie lubi wciskać innym.

Nie wybieraj kosmetyków z ostatnich rzędów

Pierwsze lepsze to wymacane! A właśnie nie do końca, bo niektórzy spryciarze, co to otwierają kosmetyki (o zgrozo!) opanowali sztukę kamuflażu takich sztuk - gdy nikt nie patrzy (mhm!) szybko testują, a później wpychają na szary koniec. Następnie niczego nieświadomy klient (w tym ja) wygrzebuje taki kosmetyk, wrzuca do koszyka i... dopiero w domu widzi, że kredka jakaś niezaostrzona a pomadka mogłaby być dowodem w sprawie, bo odciski palców w stanie idealnym. 


Blogerki kupują... a ja?

Nikt nie lubi odstawać od reszty. Chyba, że jest się buntownikiem z wyboru. Znam osoby, które tak bardzo chcą dorównać innym, że czasami bezmyślnie powtarzają to, co robią tamci Znam też takie, które idą na promocję w Rossmannie, bo tak wypada - w końcu wszyscy to robią! Nie da się ukryć, że w zakupach przodują blogerki. Tylko że... robią to, by mieć o czym pisać - by w skrócie (lub w kilkustronicowym poemacie) opisać Wam po przetestowaniu, czy ten kosmetyk warto kupić nawet bez promocji. Niektóre z nich oprócz blogowych recenzji pracują jako wizażystki, dlatego one nie szczędzą pieniędzy i w takim okresie kupują tyle, ile w najbliższym czasie zużyją na klientkach, modelkach czy modelach - czyli dużo. Wdech, wydech i szybka decyzja, czy na pewno potrzebujesz kolejnego kosmetyku? Zrób porządek w szufladzie, sprawdź zapasy a dopiero później ruszaj na łowy...

Chciałoby się napisać - widzimy się w Rossmannie, ale sama nie wiem, czy nie pojawię się tam dopiero podczas trzeciej tury. Ulubiony kamuflaż pod oczy właśnie sięga denka, a ja wciąż nie znalazłam godnego zamiennika. Może więc po tym wpisie, jakaś zagubiona duszcyzka postanowi nie zabierać ostatniej sztuki korektora Maybelline Affinitone 01, a ja chociaż tyle radość będę miała z tego całego zamieszania... 

A czy Wy staniecie do walki? Proszę, można się chwalić, a nuż widelec polecicie mi inny korektor :)