Zima to taka pora, że o słońce trudno się doprosić. A jak już jest, to i tak nie warto fantazjować o bikini i leniuchowaniu na leżaku, a jedynie dobrać stylowe okulary do wełnianej czapki. Tylko co z makijażem? Skoro nie ma obawy, że spłynie z naszej twarzy jak przy trzydziestostopniowym upale, może jest to odpowiednia okazja, by nieco zaszaleć? Pomadka nude czy soczysta czerwień? Kocia kreska czy delikatny cień? No i wreszcie... konturowanie czy opalanie? Czas wyjaśnić obie kwestie.


O bronzery na drogeryjnych półkach nie jest już tak trudno jak kiedyś. Wystarczy spojrzeć na ofertę Wibo, coś upoluje się także w szafie Lovely, Kobo czy Maybelline. Kusi nas perspektywa posiadania produktu, który optycznie wyszczupli twarz. Przecież może uda nam się jeszcze zrzucić parę kilo, a operacja plastyczna swoje kosztuje i cierpień wiele za sobą niesie. Kiedy jednak decydujemy się na ten niewielki, nie całkiem łatwy w obsłudze kosmetyk, często nie zastanawiamy się nad jego kolorem. Ma tony ciepłe czy może zimne? Różnica na pierwszy rzut oka jest niewielka, ale przeznaczenie może być całkowicie odmienne. 

W zależności od tego, jakie tony posiada nasz bronzer, może posłużyć nam do konturowania albo opalania, czy też inaczej mówiąc - ocieplania. Po tę drugą metodę najlepiej sięgnąć zimową porą, gdy o plażowym wylegiwaniu można tylko pomarzyć. Sprawdzi się również w przypadku, gdy nasza cera woli stronić od promieni słonecznych, za to karmelowe ramiona zdradzają wycieczkę do Egiptu. Ocieplanie to nic innego, jak uzyskiwanie efektu opalenizny za pomocą odpowiednich produktów. W przeciwieństwie do konturowania, nie skupiamy się na obszarach, które chcemy wyszczuplić a przykładamy uwagę do tych, które zazwyczaj są naturalnie muśnięte słońcem. Dzięki temu nasza skóra wygląda zdrowo, promiennie i bardzo wakacyjnie. 


Skoro już wiemy, że do opalania bronzerem potrzebujemy produktów w ciepłych odcieniach, to gdzie szukać takich kosmetyków? Niektóre produkty z nowej serii Wibo mogą aspirować do tego typu zadań. U mnie sprawdzają się jednak lepiej przy konturowaniu twarzy, ale na to poświęcę oddzielny wpis. Czas jednak na produkt, który dedykowany jest właśnie opalaniu twarzy. Jedyny w swoim rodzaju, dość kosztowny i bardzo intrygujący... 
Trystal3TM Minerals: pierwszy na świecie samoopalający puder mineralny!
Rewolucyjna, innowacyjna technologia Trystal3TM łączy natychmiastową mineralną opaleniznę z progresywnie samoopalającymi składnikami dając efekt wypoczętej twarzy trwający aż do 5 dni.
Trystal3TM Minerals łączy zalety lekko kryjącego pudru brązującego z natychmiastowym efektem i pudru mineralnego o nieskazitelnie naturalnym wykończeniu.
Formuła zawiera mikrokryształki, które odbijają światło, jest matowa i nie zawiera olejków, dzięki czemu cera staje się natychmiastowo świeża, gładka i promienna.
Puder mineralny, o którym jest ostatnio bardzo głośno. Przereklamowanym czy może unikatowy? Nie byłabym sobą, gdybym nie podjęła wyzwania i nie sprawdziła, o co tak właściwie chodzi. Pochlebne słowa wymagają weryfikacji.


Nienaturalnie naturalny?

Przywykłyśmy, że tego typu produkty nafaszerowane są szkodliwymi składnikami. Cóż się dziwić, w końcu to dosyć spora ingerencja w nasz wygląd. Po opowieściach o skutkach korzystania z solarium, staramy się omijać z daleka podobne miejsca. Jednak marzenia o skórze muśniętej słońcem wcale nie ulatują tak łatwo. Po samoopalacze lubię sięgać, ale zawsze trzymam je z dala od twarzy. Może to irracjonalny strach, złe przeczucie albo wystarczy mi szybkie przejrzenie etykietki ze skladem? Z produktem Vita Liberata taki problem w ogóle nie istnieje. Puder mineralny - brzmi kusząco, prawda? Zabawiłam się więc w małego chemika i sprawdziłam, co tak naprawdę kryje się pod tą nazwą, a raczej co znajdziemy pod etykietką. Gdyby więcej produktów miało taki oto skład, o kosmetykach brązujących mówiłoby się lepiej i częściej.

Skład: CI 77019 (MICA) - minerał, CI 77891 (Titanium Dioxide) - minerał, Dihydroxyacetone - czyli substancja barwiąca skórę jednak naturalna i bezpieczna, +/- CI 77491 (Iron Oxides), CI 77492 (Iron Oxides), CI 77499 (Iron Oxides) - trzy substancje neutralne, CI 77489 (Iron Oxides) minerał.


Skład to ważna rzecz, ale czy byłby coś warty, gdyby produkt odstraszał ostatecznym efektem i sposobem aplikacji?  Nasz niepozorny bronzer dostępny jest w dwóch odcieniach – Sunkissed (jasny) i Bronze (czyli średni). Jako aspiratorka do miana Blada Twarz, testowałam wersję pierwszą - w końcu nawet z opalaniem nie należy przesadzać. Któż by chciał się upodobnić do przypalonej grzanki. Wystarczy mi ta niedzielna. Do tego moja kapryśna cera, raczy mnie pięknymi zaczerwieniami, wypryskami i innymi niespodziankami, które zawsze wyglądały lepiej, gdy buźka była nieco bardziej opalona. Albo przynajmniej pyzate policzki wyglądają lepiej w odcieniu karmelu, odciągając wzrok od tego, co niepożądane. 

Gdy mówię Samoopalacz, słyszę Boję się plam

I ja też się boję. Nie tylko tych z czerwonego wina na białym obrusie. Bardziej przeraża mnie wizja nieestetycznych, brązowych plam, zdobiących moją twarz i upodabniających mnie do górskiego trola (fani Pottera, łączmy się!). Pudru mineralnego użyłam więc raz, drugi, trzeci... Później nie odrywałam się od niego przez tydzień i chociażbym wstała o piątej rano, to zawsze mój makijaż wyglądał... spójnie. Wszelkiego rodzaju niedociągnięcia można było szybciutko skorygować dłuższym blendowaniem produktu, dołożyć nieco zwykłego,pudrowego fixera, ale katastrofy jak nie było, tak nie ma. Błędnie byłoby więc myśleć, że to produkt dla tych.. ekhem, zaawansowanych. Jeżeli tylko udało nam się opanować podstawy nakładania różu czy zwyczajnego bronzera, nasz mineralny puder brązujący krzywdy nie zrobi. Nie ugryzie, ani w skórę zbyt mocno się nie wgryzie. 


Na nasz produkt sposoby są dwa. Możemy nakładać go na dzienny makijaż a efekt ten będzie utrzymywał się do czasu, aż sięgniemy po płyn do demakijażu, czy też na czyściutką, gładziutką buzię, na której znajduje się jedynie krem nawilżający. Bez wypróbowania obu sposobów nie mogło się obyć. Jako że wśród szerszej populacji ludzkiej, która skłonna jest do krytyki, nie pokazuję się zazwyczaj bez makijażu, produkt stosowałam więc jaki przedostatni etap - tuż przed nałożeniem rozświetlacza. W takim makijażu warto postawić na delikatnie podkreślone oko. Wygląda to bardzo wakacyjnie i dziewczęco.

Puder Trystal3 utrzymywał się na mojej twarzy całkiem dobrze, o ile tylko pamiętałam, by od czasu do czasu zmatowić skórę i nie ingerować w mój makijaż innymi, niepożądanymi przedmiotami. Same wiecie jak bywa, na nudnym wykładzie, ręka samoczynnie podpiera policzek. Wtedy można nabawić się tych nieładnych plam, których ta bardzo chce się uniknąć. Uwaga, nie dotykamy, nie macamy, nie wycieramy naszych policzków o nic, ani o nikogo. Wtedy mamy pełną gwarancję perfekcyjnego looku.
Jak na bronzer przystało, nasz produkt powinien barwić skórę w delikatny sposób. Trick z nakładaniem go na krem nawilżający powinien więc spełnić zadanie. Z bólem serca, a raczej jedynie lekkim ukłuciem, muszę stwierdzić, że nie ze mną te numery! Oto kolejny przykład kaprysów mojej cery, która za nic w świecie nie chce się zabarwić. Ani chwilę, ani nawet na dwie. Po zmyciu makijażu nie doszukamy się jednak zatkanych porów ani nowych niespodzianek, dlatego czuję się w tej kwestii zaspokojona. 

Żadne smugi, gdy jest kabuki

W zestawie do produktu, dołączony został niepozorny pędzel. Nazwa kabuki, jest znana już nie tylko miłośniczką makijażu. W końcu to uniwersalny pędzel, o małej główce i krótkim trzonku. Nie wiem na czym polega magia właśnie tego egzemplarza, ale jego włosie jest zupełnie inne niż pędzle tego typu znajdujące się w mojej kolekcji. Jest miękkie, delikatne, zbiera wystarczającą ilość produktu a mimo wszystko jest bardzo łatwy w utrzymaniu czyszczeniu i nie chomikuje we włosiu drobinek. Ale gdyby już jednak błędy wytykać, to wygrawerowane logo byłoby solidniejsze i nieścieralne. Bronzer nakładamy okrężnymi ruchami w miejscach, które najszybciej się opalają, jak czoło, nos czy policzki. W opakowaniu znajdziemy instrukcję z instruktażowymi obrazkami, które zapewne pomogą makijażowym laikom. 


Skoro jednak produkt nakładam na makijaż, a aplikowany na krem nie spełnia swojego przeznaczenia, czemu więc pozostaje jednym z ulubionych produktów? Pomijając zapach, który drażni mnie niesamowicie, chociaż wyczuwalny jest jedynie przy rozprowadzaniu bronzera, to dołączony pędzelek, skład, łatwość użycia i efekt, jaki pozostawia na skórze, to bardzo mocne oręże w aspirowaniu do najlepszego z najlepszych. Kosztuje 169 zł i pewnie w tym momencie zostaje poddany dyskwalifikacji przez większość Polek, ale z drugiej strony, po mineralnych produktach ciężko spodziewać się cen przystępnych na portfel każdego. Ratuje go wydajność i pojemność - 9 g powinnyśmy zużyć przed upływem 6 miesięcy. 

Cała seria produktów Vita Liberata dostępna jest w sieci perfumerii Sephora, czyli wyzbywamy się jednego z najczęściej spotykanych problemów - O rety, czy nie można dostać tego stacjonarnie? Otóż można i chwała za to, bo chyba nikt nie lubi kupować drogich kosmetyków bez przyjrzenia się, tak jak sroka ogląda nową zdobycz. Mamy pewność oryginalności produktu, a dodatkowo możliwość przyjrzenia się mu z bliska. Dla ciekawskich i łaknących wiedzy, OTO FILMIK instruktażowy od marki Sephora. Idealnie ukazuje, jak prosta jest aplikacja, której naprawdę nie należy się bać. 

Cokolwiek jest w tym pudrze mineralnym, działa na mnie magnetycznie. Wracam do niego często i eksperymentuję na różne sposoby. Do mocnego makijażu, do tego nieco bardziej ekstrawaganckiego albo najprostszego i najbardziej naturalnego. Powinien znaleźć się w kosmetyczce kobiety, która nie lubi nudy w makijażu i szuka czegoś, z czym będzie mogła zaszaleć. Wpasuje się również w wymagania kobiety, która tęskni za letnim słońcem a opalenizna zawsze stanowiła jej duży atut. Zamiast na solarium, można przecież postawić na nieszkodliwe produkty, które kosztują może nieco więcej, ale są zawsze pod ręką i dostarczają nieco więcej przyjemności. 

Konturowanie czy opalanie? Co wybieracie najczęściej? Już niedługo kolejny wpis z serii o bronzerach do twarzy i samoopalaczu do ciała.