Witaminki, witaminki, dla chłopczyka i dziewczynki! A co jeżeli dać je naszej skórze? Przecież bywa ona równie wymagająca, a jeżeli jej właścicielką jest kobieta - ho, ho, ho! Wiadomo przynajmniej po kim stroi takie fochy. Możemy temu zaradzić, ukoić ją i pokazać, że nawet jesień nie jest straszna, gdy mamy przy sobie promyczek słońca. Promyczek, zamknięty w malutkiej buteleczce z pipetą. Halo, halo, ktoś tu ukrył magię witaminki C...


Dermo Future od Tenex, to dla mnie wciąż tajemnicza marka. Chociaż miałyśmy już kiedyś bliskie spotkanie, to nie zaowocowało ono częstymi randkami - przynajmniej do czasu. A było tak z wypełniaczem do ust. Wiecie, która kobieta nie marzy o delikatnym powiększeniu całuśnych warg? Problem nie tkwił w tym, że kosmetyk nie chciał zdziałać cudów, ale... po prostu mrowienie na moich drobnych usteczkach było zbyt nieznośne. Pomarudziłam, odstawiłam. Ale co tam usteczka! Ważniejsze jest przecież cera. Gdy słońce wyjechało na urlop, trochę mi go brakuje. - Wiecie, dawało takiego porządnego kopa energii, gdy dopadał depresyjny stan. Chociaż jesień kocham całym serduszkiem, to moja skóra cierpi. bo brakuje jej regeneracji po palącym słońcu. A tutaj nadchodzą już zimne wiatry, deszcz... Gdzie szukać pomocy? 


O magii witaminy C słuchałam od mamy, cioci, koleżanki, ulubionej blogerki, vlogerki... Każdy o tym mówi. Witaminek nigdy za wiele (no prawie). Warto przyjmować je w naturalnej formie - owoce, warzywa... ale czasami dopełniamy zapasy tabletkami i... kosmetykami. Bo niekiedy odpowiednio dobrane produkty, trafiają najlepiej w samo sedno problemu! Nie ukrywam, że borykam się z problematyczną cerą. Ciągle z nią coś nie tak! Ah, czasami rozkładam bezsilnie ręce, a czasami staram się działać! Trądzik, zatkane pory, zaczerwienienia, przesuszone strefy, przebarwienia... O witamince C mówi się jak o naturalnym składniku odmładzającym. Chociaż ostatnio świętowałam urodziny, to na karku nie mam jeszcze przytłaczającej ilości latek. W tej witaminie szukam czegoś zupełnie innego - przywrócenia skórze blasku. Tego młodzieńczego, zdrowego wyglądu. Spróbowałam więc osiągnąć ten efekt z małym, niepozornym serum.

Wybrałam serum, bo...

Intensywnie regenerująca kuracja z witaminą C od Dermo Future, to nic innego, jak malutkie serum z dodatkiem witaminy C. Jakie stężenie? Wysokie, bo aż 30 procent. W składzie znajdziemy również kwas hialuronowy, wyciąg z gorzkiej pomarańczy czy glicerynę. Taka kompozycja składników próbuje nam wiele obiecywać. W końcu witamina C ma chronić przed promieniowaniem UV, gliceryna ma dodatkowo osłaniać naszą skórę, kwas hialuronowy wpływa na kondycję skóry a wyciąg z gorzkiej pomarańczy ma właściwości antyoksydacyjne. Mocna z nich ekipa! Aplikując takie serum, mamy duże prawdopodobieństwo, że któryś ze składników naprawdę zadziała. 

Sztuka aplikacji i cenowe wyskoki

Pierwszą część tego punktu mona by było nawet pominąć. Pisząc, że aplikacja jest bajecznie prosta, nie mijam się z prawdą. Malutka, szklana buteleczka z drobną etykietką zawiera wszystko to, czego potrzebujemy - nazwę, opis działania, wskazówki dotyczące aplikacji i... skład. Jest i on! Aplikację 'popełniamy' malutką pipetką. Wystarczy kilka kropel rozprowadzić na naszej skórze - ewentualnie nałożyć na dłonie i delikatnie masować nimi twarz. Wchłania się błyskawicznie, niczym woda w gąbkę. Wydajność nie jest zachęcająca, jednak nic nie jest w stanie przebić zapachu. Chociaż bardzo bym chciała, nie jestem w stanie dokładnie go opisać. Coś pomiędzy zapachem pieczonych bułeczek (tak, właśnie bułeczek) a czymś bliżej nieokreślonym. Dla mnie było to ogromnym minusem, jednak zawsze po aplikacji szybciutko myłam rączki i zapominałam o tym zapachu. Dla mnie - nieznośny, ale jak już nie raz wspominałam - na tym punkcie jestem ogromnie wyczulona. Przełamałam się, zacisnęłam nosek i pozwoliłam serum działać!

Cena pozostaje gruntem neutralnym - potocznie mówiąc, nie zachwyca, ale nie zwala z nóg. Myślę, że jest przystosowana do składu serum, chociaż buteleczka mogłaby być odrobinę większa (zważywszy na wydajność). Co jednak z samym działaniem?
Skład: Aqua, Ascorbic Acid, Glycerin, Aqua (and) Butylene Glycol (and) Aesculus Hippocastanum (Horse Chestnut) Extract (and) Silybum marianum (Lady's Thistle) Extract (and) Camellia sinensis Extract (and) Hydrolyzed Wheat Protein, Citrus Aurantium Extract, Arbutin, Sodium Hialuronate, Carboxymethylcellulose, DMDM Hydantoin, Methylchloroisothiazolinone (and) Methyllisothaiazolinone.

Walka z wiatrakami... Tfu! Przebarwieniami! 

Moje przebarwienia to głównie pozostałości po trądziku, ślady po nowych niespodziankach, ingerencja słońca (gdy nie zadbałam o odpowiednie filtry). Mimo wszystko jakieś są, a moja skóra mogłaby mierzyć się z tęczą, pod względem różnorodności kolorów. O przebarwienia nietrudno, ale pozbyć się ich, to istna walka z wiatrakami. Warto jednak próbować, a witamina C, to jedno z najmocniejszych oręży, które daje nam przewagę w nierównej bitwie. Wybrałam więc Dermo Future i walczyłam z problemem dzień po dniu. Czy się udało? Skłamałabym pisząc, że nie, jednakże nie takiego działania produktu oczekiwałam. Nastawiłam się na całkowite pozbycie się przebarwień. I tyle. A dostałam coś zupełnie innego. A więc...  


Już po pierwszych dniach stosowania czułam, że zachodzą jakieś zmiany. Ale co się niby może zadziać po zaledwie pięciu dniach stosowania? Wmawiałam sobie, że raczej nic. Przecież przebarwienia jak są, tak dalej były.

- Ale Twoja skóra zdrowo wygląda!

Właśnie to, usłyszałam pewnego razu od koleżanki. Pomyślałam sobie, że może przyłożyłam się dzisiaj do mocniejszego, kryjącego makijażu. Albo ten rozświetlacz dodaje mi takiego zdrowego blasku. Chwila, chwila, ale przecież mam na sobie tylko azjatycki krem BB, odrobinę pudru transparentnego, a nawet z bronzerem miałam rano chłodne stosunki. Chwilę później, przyjrzałam się bliżej skórze, prawie stykając się nosem z lusterkiem. Co się zmieniło? Nawilżenie. Suche skórki nie pojawiły się dwie godziny po nałożeniu makijażu, a nawet mogłam odrobinkę przypudrować nosek, zamiast patrzeć, jak znów waży się mój podkład. Było naprawdę całkiem nieźle! Nie tego co prawda spodziewałam się po tej niepozornej buteleczce, ale miło zbierać takie komplementy. 


Za mną już spora część zawartości buteleczki. Cera jest mi za to wdzięczna i regularne stosowanie pozwoli ukoić nieco skórę, pomóc jej w szybszej regeneracji, ale z przebarwieniami nie bardzo ma ochotę walczyć. Nawilżenie jest chyba największym atutem - kilkukrotnie zdarzyło mi się użyć serum rano, bez późniejszego zastosowania kremu. Spokojnie - serum zastąpiło jego działanie. Lubię również to wspaniałe uczucie, kiedy serum wnika w skórę już w ciągu dosłownie 3-4 minut. Skóra jest delikatnie napięta, ale nie ma uczucia przesuszenia. Ten kosmetyk poleciłabym jednak osobom, które nie muszą szczególnie troszczyć się o skórę. Potrzebują jedynie dodatkowego nawilżenia, dostarczenia skórze odrobiny witaminy C i chcą, by ich skóra wyglądała zdrowo i świeżo. Tego nigdy za wiele. Serum zyskało moją przychylność, ale z chęcią poszukam innego, by sprawdzić, czy witamina C naprawdę  jest w stanie poradzić sobie z moimi przebarwieniami i dorównać działaniu kwasu migdałowego.