Na liczniku pojawiają się kolejne cyferki, bo w szczęśliwym (następne słowo jak gdyby wymusza wstawienie tego epitetu) związku jestem już nie dzień, dwa, miesiąc czy rok... a odrobinę dłużej (i oby tak było już zawsze). Nie ma jednak niestety lub też ''stety'' dwóch tych samych chwil, czy jak pisała Szymborska Żaden dzień się nie powtórzy, nie ma dwóch podobnych nocy. Miłość pozostaje jednak wciąż ta sama, a my każdego dnia uczymy się jej na nowo. Proszę więc wybaczyć mi cytaty rodem z książek Coelho, ale odrobina romantyzmu wymagana jest w tekstach, w których miłość gra pierwsze skrzypce (albo przynajmniej jest ważna tak, jak ścieżka dźwiękowa w filmie). Niezależnie więc od stażu oraz wspólnie przeżytych i godnych zapamiętania chwil... dlaczego czasami nie poczuć się jak ''związkowy świeżak'' i nie pójść na randkę? Owocowa herbatka w małej herbaciarni za rogiem, czerwona róża czy wyjście do kina na film...

... bo właśnie o filmy rozchodzi się najczęściej. W moim przypadku, a raczej naszym, połączyło nas nie tylko silne uczucie (to, któremu towarzyszą te małe skrzydlate gnoje buszujące w brzuszku), ale również miłość do dużego ekranu... jak i tego całkiem małego, bo kto człowiekowi zabroni w tych czasach, zamiast siedzieć w kinie, najnormalniej w świecie, skorzystać ze śmiesznej rozdzielczości ekranu smartfona... Każdy wolny wieczór spędzamy więc leniuchując, pijąc herbatę i oglądając wspólnie wybrany film.  Czasami nie obędzie się bez kłótni, niesprawiedliwego głosowania czy przekupstwa, ale przecież związek to nieustanna walka. Wymarzona randka byłaby więc nietypowa, oryginalna i żywcem wyjęta ze szklanego ekranu...




Na ten wieczór zarezerwowałabym specjalną kreację – mała czarna, mięciutki kapelusz z wielkim rondem a przepasany atłasową wstążką spływającą z niego niczym Niagara. Długie rękawiczki sięgające powyżej łokci, buciki na niskim obcasie i ten słynny papieros w cygarniczce, jakim szczyciła się Audrey Hepburn wcielając się w główną bohaterkę Śniadania u Tiffany’ego. Tego dnia niczym Holly Golightly byłabym beztroska, uśmiechnięta i ochoczo zadzierałabym nosa. Wcale nie marzę o szybowaniu wśród chmur, gdyż po 50 twarzach Greya wszelkiego rodzaju podniebne wycieczki wydają się być nadzwyczaj mało romantyczne. Mój plan dnia IDEALNEGO już od dawien dawna został spisany na poszczerbionych kartkach notatnika. Czeka tylko, by przypadkiem wpaść w ręce mego lubego (od teraz jednak mogę także wysłać mu link do tego oto wpisu).
Rankiem zjedlibyśmy słodkiego rogalika przyglądając się witrynie z przepiękną biżuterią... może nie będzie to sam Tiffany, ale czego oczy nie widzą, to sobie wyobraźnia dopisze. Usiedlibyśmy na drewnianej ławce i jak zakochana para moglibyśmy cytować kwestie z Przeminęło z wiatrem, a ja niczym Scarlett O’Hara rzekłabym Nie mogę teraz o tym myśleć, bo oszaleję. Pomyślę o tym jutro...
... i chociaż film ten znienawidziłam co do każdej klatki, tak oto dialogi zawsze rozśmieszały mnie do łez i do tej pory nie chcą uciec z głowy.




Przez ten jeden dzień w życiu chciałabym być obsypywana prezentami niczym Vivian z Pretty Woman. Chciałabym przypomnieć sobie, jak to jest wyszaleć się na ogromnym parkiecie, kręcić się, wirować... i rzucać buty hen daleko, gdy kolejny odcisk jest już rozpoznawalny w tym przerażającym grymasie na twarzy. W tym momencie Patrick Swayze i Jennifer Grey mogliby się schować, bo szalelibyśmy bardziej niż oni w Dirty Dancing. Może nawet skończyłoby się hulankami na stole, niczym te Jack'a i Rose w kolejnym filmie, który niestety nie budzi  we mnie pozytywnych uczuć - bo jak można dryfować na drzwiach, tak zupełnie bez serca, gdy Twojemu lubemu właśnie przymarzł do nich podbródek. Akysz! Niech Titanic spływa z moich myśli!



Nie ważne jednak, czy przez cały dzień mój mężczyzna wcielałby się w rolę Jack'a Dawsona, Edwarda Lewisa, Rhetta Butlera, Paula Varjaka czy każdego innego bohatera z bardziej lub mniej lubianego filmu, takiego który podbijał moje serce przez lata, bo wciąż pozostanie dla mnie najwspanialszą wersją Jamesa Bonda i jednocześnie zwyczajnie niezwyczajnym chłopakiem, z którym oglądanie filmów wydaje się być najprzyjemniejszą czynnością, jaką człowiek mógł kiedykolwiek wymyślić.
Może nie jesteśmy wybuchowi jak Pan i Pani Smith albo znani jak Bonnie i Clyde, ale czujemy się najlepiej w swoim towarzystwie i szczerze mówiąc, to każda randka we dwoje może być tą wymarzoną