Social Media Icons

slide code

category 1

Blogowanie

category 2

Wnętrza

category 3

Podróże

Pocałunek rodem z amerykańskich filmów - Eveline

Historia czerwonej szminki jest równie interesująca, co dzieje makijażu w czasach świetności czarno-białej kinematografii. Tyle, że o czerwieni na ustach mówiło się już w starożytności, a wtedy jeszcze nikt nie wiedział, jak Humphrey Bogart zawróci kiedyś kobietom w głowach. Dzisiaj natomiast wiemy, że te podkreślone i uwydatnione usta potrafią omamić niejednego mężczyznę. Diamenty są wieczne, jak to mówi jeden z epizodów o Bondzie, ale równie wieczna jest czerwień na ustach. Do tego dołóżmy matową cerę i voila... Look gwiazdy z filmów noir, murowany!

Makijaż w filmach noir

Temat rzeka, z której prądem warto popłynąć. Nie myślcie sobie, że w latach czterdziestych, makijaż był nudny i banalny w wykonaniu. Wierzcie lub nie, ale wymagał od charakteryzatora znacznie większego zakresu umiejętności, niż wymaga się go teraz. Gorące lampy studyjne robiły masełko z podkładu charakteryzatorskiego, tusze nie zawsze były odporne na łzy, a co dopiero na deszcz, tak modny w scenach pocałunków. Często   zdjęcia zaczynały się o poranku a kończyły późną nocą. Chce się rzec - od zmierzchu do świtu, ale bez Tarantino i wampirów. Tymczasem makijaż musiał być nienaruszony,  urzekający i niekiedy ekstrawagancki. 

Kiedyś opiszę  Wam bliżej lifehacki, bez których kinowe Hollywood upadłoby moment po jego powstaniu. Tymczasem co 50 lat odradza się jak feniks z popiołów. Nie tylko dzięki technice gnającego z prędkością światła, serwującej nam nowe, wizualne doznania. Przede wszystkim chodzi o aktorów i kreacje ich postaci. Czasami nie zapamiętujemy ich tylko ze względu na charakterystycznych gesty, ale na to, jak wykreowano ich strój, fryzurę i makijaż. Bo przyznajcie sami, po prostu kochamy kobiety z filmów noir - kipią seksem, uwodzą spojrzeniem i zapraszają do seansu uroczym uśmiechem. A to często przede wszystkim magia makijażu...

Kocie kreski, ekstrawagancki makijaż czarno-białych filmów

Czerwone usta

Kobiety lubią podkreślać usta. W zależności od ich kształtu, ale także odcienia naszej cery, dobieramy mniej lub bardziej intensywne kolory, a także odpowiednie wykończenia. Od matu przez delikatny blask, aż po błyszczyki zawierające drobinki brokatu. Kultowym produktem stała się jednak czerwona pomadka, kojarząca się z seksapilem i uwodzeniem. Pasuje większości kobiet, chociaż są i wyjątki. Niewiele dziewcząt zdaje sobie sprawę z tego, że wystarczy sięgnąć po nieco inny odcień czerwieni, by idealnie wpasował się on do naszego makijażu. Ja po czerwień sięgam zazwyczaj od święta. Do wigilijnego barszczyku, imprezowych drinków lub... do sesyjnych makijaży. A to tylko dlatego, że najlepiej czuję się w matowej czerwieni, a ta niestety lubi igrać z moimi delikatnymi ustami. Na koniec dnia i tak zmagam się z suchymi skórkami. Hollywood kochał pomadki, a jeszcze bardziej kochali je widzowie. Ale, ale... Przecież jak podziwiać barwne usta aktorki, gdy na płóciennym ekranie wyświetlano czarno-biały film? Otóż czerwień na ustach tworzyła piękny kontrast z bladą jak marmur cerą. Do tego wystarczyło odpowiednie ustawienie lamp, a panom niebezpiecznie podnosiło się ciśnienie, gdy ich partnerki marzyły, by wyglądać jak ekranowe gwiazdy.

Pomadka - Eveline Color Edition nr 710

Kolor tej pomadki jest dla mnie bliżej nieokreślony. Z jednej strony soczysta czerwień, z drugiej delikatne, złotawe tony. Jej kremowa konsystencja wpisuje się jednak idealnie w dzisiejszy wpis, bo sesja z makijażem nie trwała chwilę czy dwie, a ja wystrzegam się zbytniego wysuszania ust. Tymczasem w składzie Color Edition znajdziemy masło aloesowe i witaminę E, które intensywnie nawilżają i odżywiają skórę ust. O niej powstanie jednak osobny wpis, gdzie zestawię ją z innymi, równie ciekawymi kolorkami oferowanymi przez markę Eveline. Czas jednak na prawdziwą gwiazdę wpisu...

Meet Beauty - kosmetyki Eveline

Podkład w pudrze

Ten to dopiero kojarzy mi się z latami świetności Hollywood. Czy wiecie, że twórcą pierwszego podkładu w kompakcie był Polak? Produkt nazwano Pan Cake i to właśnie pudrową formułę podkładu właśnie podkładu kobiety pokochały całym sercem. Później nastała jednak era płynnych, wodoodpornych kosmetyków i ten kultowy produkt odszedł w zapomnienie. Teraz widzimy powrót do korzeni, bo coraz więcej marek może pochwalić się takimi kompaktowymi perełkami w asortymencie. Nie wszystkie jednak posiadają odpowiednią formułę, która nie wywołała na twarzy prawdziwego ciasteczka. Ale... mamy na szczęście Eveline i  ultratrwały, matujący puder do twarzy. Dzisiejsza recenzja dotyczy właśnie tego gagatka, a poznałam go właśnie dzięki... Meet Beauty!



Podkład - Eveline Face Sensation nr 40

Opakowanie niewielkie, ale niezwykle urocze. Ekhem, urocze? Czyli jakie? A no takie, co to nie wstyd wyciągnąć przy znajomych i przypudrować nosek. A nuż widelec jakaś srocza koleżanka się w nim zakocha. Markę Eveline zawsze kojarzę z kolorem złotym i nieprzesadnym minimalizmem. Złote logo, dużo produktów z olejem arganowym i opakowania ze złotymi zdobieniami. A i w tym wypadku nie jest inaczej. Jest lekko i poręcznie. Nie obyło się bez lustereczka, które powie Ci przecie, czy dobrze Twojej skórze w pudrowym duecie.

Jako, że styczność mamy z podkładem w pudrze, to równie dobrze możemy używać produktu wymiennie - raz jako kryjący podkład, a raz jako puder matujący i to nie tylko czubek nosa. A o macie można mówić z pełną dumą, bo to ratunek dla tłustej cery. Sama ostatnio borykam się z tym problemem i chociaż bardzo lubię płynne kosmetyki, to moja skóra niekiedy nieco mniej. Nikt nie lubi błyszczeć się, zanim jeszcze sięgnie po rozświetlacz.


Podkład nie ma intensywnego zapachu, który mógłby uprzykrzyć aplikację. W moim przypadku nie podrażnił też cery. Skóra w dotyku jest satynowa, chociaż na buzi pozostaje efekt matu. I nie zmienia się to przez kilka godzin. Pamiętam jednak, by rano zawsze użyć matującego toniku, nim zaaplikuje krem.

Jak dobrać kolor? 
Jestem posiadaczką cery bardzo jasnej. Wybrałam więc najjaśniejszy kolor, w którym znajdziemy więcej tonów różowych, niż pomarańczowych. Face Sensation z numerem 40, to jednak typowy kameleon, który po dokładnej aplikacji stapia się ze skórą. Możemy również rozprowadzić go delikatnie na szyi, by mieć pewność, że nie będzie się odcinał wraz z mijającymi godzinami.

Cena i dostępność
Za 8 gram produktu zapłacimy mniej niż 30 zł. Nie jest to cena wygórowana, bo to nie mamy styczności z kosmetykiem na 3-4 użycia, tylko znacznie, znacznie więcej. A i na dostępność nie ponarzekam. Gdy ukradkiem zaglądałam do Rossmanna, to bez problemu znajdowałam podkład na najniższej półeczce szafy Eveline.

Naturalny makijaż z Eveline

Chociaż na początku wpisu znalazły się dwa zdjęcia świetnie obrazujące jak podkład sprawdza się w mocnym, sesyjnym makijaży, to nie obędzie się też wersji na co dzień. Idealny dla nas, zwyczajnych śmiertelniczek, co to muszą czasami wyskoczyć do sklepu po mleko i bułki. Możemy wykonać go w kilka minut.

Na twarz nałożyłam jedynie krem. W tym przypadku nie użyłam korektora, by pokazać, jak podkład radzi sobie z problematyczną cerą. Widać to na następnym zdjęciu.

Aplikacja na sucho

Aplikacja podkładu w pudrze? Pewnie to niewykonalne! Tymczasem to jedna z przyjemniejszych form wyrównywania kolorytu skóry. Trochę przypomina mi zabawę z minerałami. Nie jest to ani trudne, ani kłopotliwe. Tutaj nie wykonujemy jednak kolistych ruchów pędzlem, bo używamy w tym celu mięciutkiej, białej gąbeczki. Wklepujemy delikatnie produkt w miejsca, które wymagają cieńszej (bądź grubszej) warstwy podkładu. Radzę uważać jednak aplikacją w okolicach ust, by nie podkreślić zbytnio drobnych, jaśniutkich włosków. Efekt krycia, jaki możemy uzyskać za pomocą podkładu Eveline może być zarówno lekki, idealny na plażę, jak i średni, który w połączeniu z korektorem może dać nam nawet efekt full cover.

Aplikacja na mokro

Oto sposób, dzięki któremu powinniśmy uzyskać nieco mocniejsze krycie. Powinniśmy, ale u mnie tak się nie stało. Obie formy aplikacji dają moim zdaniem zadowalający efekt. Najlepiej spryskać gąbeczkę wodą termalną i w ten sposób nałożyć podkład. W pierwszym momencie kolor wydaje się być zbyt ciemny, ale gdy tylko woda wyparuje, odcień wraca do swojej pierwotnej formy. Osobiście oferuję jednak aplikację na sucho. Należy jednak pamiętać, by w obu przypadkach nawilżyć wcześniej skórę odpowiednim kremem.



Kupować czy nie kupować, oto jest pytanie... 

Jeżeli lubisz eksperymentować z makijażem i nie boisz się nowych wyzwań, to ten produkt powinien znaleźć się w Twojej kosmetyczce! Ja lubię wykonywać z jego udziałem makijaż wieczorowy, gdzie bazę stanowi krem BB. Mogą go pokochać posiadaczki tłustej cery, ale tym z cerą suchą, raczej odradzałabym przygody z Face Sensation. Nawet w ofercie Eveline znajdą więcej sprzyjającym ich skórze kosmetyków. Ja pozostaję pod wrażeniem tego produktu. Nie spodziewałam się, że nawet w Rossmannie będzie można znaleźć taki produkt, co to przełamie wszelkie schematy, a dodatkowo nie zrujnuje domowego budżetu (a przynajmniej nie zeżre całego kieszonkowego).

Film vs Rzeczywistość

Na zakończenie mały bonus, bo ciekawych tricków i wiedzy, to nigdy nie jest za dużo. Niech to będzie zapowiedź tego, co planuję zrealizować w przyszłości. Oto, co widzimy na ekanie, a co sprawdza się w (nie do końca) szarej rzeczywistości.

FILM: Przy odpowiednim ustawieniu lamp, cera aktorek wyglądała na nieskazitelną i naturalnie gładką. Mimo wszystko aktorki często spędzały długie godziny na fotelu charakteryzatorskim. Najlepszym specom od wizażu makijaż nie zajmował wiele czasu, ale nie da się ukryć, że nie była to cienka warstwa podkładu. Niektórym aktorom przyciemniano nawet w ten sposób skórę, by z wizerunku przyjemnego europejczyka, zrobić z niego meksykańskiego zbira.

RZECZYWISTOŚĆ: W dziennym makijażu warto postawić na naturalny look. Z pomocą podkładu Eveline można uzyskać efekt zarówno bardzo delikatny, jak i ten znany z filmów noir. Światło słoneczne lubi jednak podkreślać nierówności naszej skóry, dlatego w tym wypadku MNIEJ znaczy WIĘCEJ.

FILM: Często wydaje się nam, że aktorka ma piękne, naturalnie czerwone usta. Również i to jest zasługą wizażystów, którzy są mistrzami zarówno w mocnym, wyrazistym makijażu, jak i tym w stylu make-up no make-up.

RZECZYWISTOŚĆ: Jeżeli nie lubisz mocno podkreślonych ust, zastosuj prosty trick, który sprawi, że twoje usta będą wyglądać na naturalnie zaróżowione. Nie aplikuj pomadki standardowo, posuwistym ruchem, a pacnij nią delikatnie na środek i boki ust. Później puchatym pędzelkiem, niechlujnie roozblenduj plamki. Uzyskasz taki efekt, jak na zdjęciu poniżej, gdzie zestawiłam ze sobą dwie ulubione pomadki Eveline - Colour Celebrities i Color Edition.



A czy Wy próbowaliście już podkładu w pudrze? Jakie kosmetyki Eveline znacie i polecacie? W mojej toaletce znajdziecie co najmniej kilka tuszy tej marki i naprawdę sporo produktów do pielęgnacji...

Komentarze

  1. Piękna kobieta zawsze dodaje walorów estetycznych każdej fotografii, szczególnie tak misternie zaplanowanej. Klimat jaki się tu zrodził, teleportuje mnie nie tylko na inny kontynent ale i niczym wehikuł czasu przenosi lata wstecz. Oryginalna recenzja dwóch dobrze zapowiadających się produktów. Przyznam szczerze, że posiadam tą wersję pudru również w odcieniu nr.40, nie stosowałam go dotychczas, ale Twój wpis, zachęcił mnie do otworzenia go przed zdenkowaniem obecnego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Huhu, ja to mam moc! Ale z Twoją śnieżnobiałą cerą, to chyba może być lekko widoczny :D Ja mam bardzo jasną, ale Twoja, to jak śnieg! :) Ale mimo wszystko daj znać jak się spisał. Taki trochę z niego kameleon, więc... może być zaskoczenie :)

      Usuń
  2. Och dałabym Ci miliony za ten post! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oscarów! Złotych jabłek! I pobytów w Spa przede wszystkim!

      Usuń
    2. To bardzo daleko sięgające marzenia! :(

      Usuń
    3. Dobra dobra.. Już ja Cię oduczę tego marudzenia!

      Usuń
  3. Wow, świetna metoda. Efekt jest naprawdę widoczny.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam pomadkę, nawet chyba tą od nich, ale wysusza mi usta, nie jest jednak najgorsza i lubię ten kolor. Niestety na podkład na pewno się nie skuszę,bo ich kosmetyki wywołują u mnie spory wysyp nieprzyjaciół, swędzenie itd. Piękne zdjęcia do posta :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pod spód nakładam odrobinkę jeszcze oleju kokosowego, czekam chwilę i aplikuję szminkę. Bałam się, że też wysuszy, ale wszystko poszło gładko i znośnie, chociaż na koniec dnia i tak muszę zrobić peeling ust :)

      Usuń
  5. Zachwycam się zdjęciami, są wspaniałe! Trik z pomadką i pędzlem super, widziałam go już podczas przygotowań do pewnego pokazu mody, jednak nigdy nie wypróbowałam - u siebie wolę chyba mocniejsze usta. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :) Ja bardzo lubię to, jak taka intensywna pomadka wygląda na ustach, ale niestety nie lubię często zerkać w lusterko, by sprawdzić, czy makijaż dalej wygląda tak, jak powinien. Dlatego teraz rozglądam się za pomadkami z taką ultratrwałą formułą! :)

      Usuń
  6. Wspaniały post, cudowne zdjęcia, świetny pomysł! Ciekawi mnie ten podkład :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Pierwsze zdjęcie powalające! <3
    Piękna kreska na oku...idealna wręcz :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękne zdjęcia, zwłaszcza dwa pierwsze :)
    Markę Eveline lubię. Tusz Volumix Fiberlast w złotym opakowaniu jest moim ulubieńcem i żaden inny nie ma z nim szans ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kocham Eveline! A zdjęcia przepiękne! Tak samo i tekst :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :) Eveline ma cudowne tusze! :) Trochę mniej lubię tylko cienie do powiek.

      Usuń
  10. Bardzo ciekawy wpis, z nutką historii ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo lubię kosmetyki Eveline :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Przede wszystkim cudowne zdjęcia, urzekają, magia!

    OdpowiedzUsuń
  13. Podkład kupie na bank, lubie takie fomy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeden z lepszych pudrowych podkładów, jaki poznałam :)

      Usuń
  14. swietnie przemyslany i napisany post, kosmetyki Eveline zrobily na mnie wrazenie, podklad bede musiala zobaczyc blizej, moze stanie sie mym wybawca :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Testery w Rossmannie dostępne :D Można macać do woli! :D

      Usuń
  15. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  17. Testery w Rossmannie dostępne :D Można macać do woli! :D

    OdpowiedzUsuń
  18. Warto podejrzeć testery w Rossmannie :) Zawsze na najniższej półce :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ciekawostek z historii nigdy za wiele! :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Dziękuję! :) Tusze to oni mają fenomenalne :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Takie pomysły wpadają do głowy, jak się nie chce pisać licencjatu :D

    OdpowiedzUsuń
  22. Staram się wkładać w zdjęcia całe serducho! :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Pisząc komentarz, zgadzasz się na przetwarzanie swoich danych osobowych.

Te artykuły są najczęściej czytane:

Festiwal kosmetyków naturalnych, czyli dlaczego warto zajrzeć do Hebe
Możecie kręcić głowami, udawać, że nie wiecie o czym mówię, ale ja znam Was doskonale. Podświadomi…
25 kosmetyków i zero kalorii, czyli kalendarz adwentowy od LookFantastic
Zdradzę Ci sekret dotyczący tego, jak uszczęśliwić kobietę. My po prostu kochamy niespodzianki, ko…
#1 Naturalne kosmetyki z Polski, które mogą zrobić rewolucję
W tym całym jesiennym zgiełku, najbardziej czekam na etap zmian w garderobie... i kosmetyczce. Bo …
Uoga Uoga, czyli naturalny makijaż po litewsku
Mamy już koreańską pielęgnację, modny stał się minimalizm, meble są made in IKEA, ale w makijażu t…