Ma być letnio, świeżo i odrobinę ekstrawagancko - takie wymagania miewam wobec wakacyjnych pomadek. Zdarza się, że ograniczam do minimum makijaż oka (ah, te upały), ale marzy mi się odrobinę koloru. Czemu więc nie postawić na usta? Jest taka marka, polska zresztą, która w swojej ofercie posiada nietypowe, matowe pomadki. Są przystępne cenowo, o przyzwoitej jakości i... Niedługo kolekcja powiększy się o dodatkowe kolory. Wiecie już o czym mowa?


K*Lips to seria pomadek od marki Lovely, będącej uroczą siostrzyczką Wibo. Kosmetyczne rodzeństwo posiada w szafach kosmetyki tanie, bardzo kolorowe i ekstremalnie dziewczęce. Nie raz mogliście znaleźć tam neonowe lakiery czy eyelinery. U Lovely produkty różnią się nieco od tych z Wibo - są bardziej szalone i często delikatniejsze. Dlatego tak bardzo zdziwiłam się, kiedy matowe pomadki pojawiły się właśnie w szafie tej bardziej zwariowanej siostry. Bo bez dwóch zdań są to kosmetyki, po które chętnie sięgnie nawet dojrzała kobieta. Gama kolorów jest raczej spójna i klasyczna, a jakość na wysokim poziomie


Trwałość

Jeżeli sugerując się nazwą, ktokolwiek spodziewa się trwałości na miarę kosmetyków od Kylie Jenner czy przynajmniej Golden Rose, to już na wstępie zaznaczam, że nie należy się łudzić. Jeżeli zależy nam na pomadce, która wręcz wżera się w usta i pięknie zastyga, to polecam Million Dollar Lips od Wibo. U Lovely znajdziemy natomiast pomadki, które wyglądają na ustach naprawdę ładnie, trzymają się dłużej niż przeciętny kosmetyk tego typu, ale... Nie wysuszają i ścierają się równomiernie (a przynajmniej większość odcieni). Jeżeli nie jemy tłustych rzeczy i pijemy głównie przez słomkę, to pomadka zostanie na ustach nawet do kilku godzin. Później nie ma problemu z poprawieniem makijażu.

Aplikacja
Dziecinnie prosta, bo pomadki posiadają standardowy aplikator, który znany jest nam głównie z błyszczyków. To od nas zależy, czy nałożymy warstwę całkowicie kryjącą, pobawimy się w ombre a może tylko delikatnie zmieniany kolor warg. Jeżeli mamy problem z idealnym obrysem ust, to...


Zestaw pomadka + konturówka
Lovely pokusiło się o stworzenie konturówek, które kupimy w duecie z pomadką. Dzięki standardowym kredkom (które należy co jakiś czas temperować) możemy nieinwazyjnie powiększyć nasze usta. Problem jest tylko jeden - nie wszystkie kolory są identyczne z ich płynnym odpowiednikiem, dlatego należy pamiętać, by delikatnie rozetrzeć linię od wewnętrznej strony ust. Bo przerysowanego efektu nikt chyba nie lubi...


Cena i dostępność
Duet od K-Lips kosztuje w standardowej cenie około 25 zł. Jednak ze względu iż pomadki dostępne są w Rossmanie, to polecam rozglądać się za promocjami, a szczególnie tą umożliwiającą zakup z rabatem -49%. Jeżeli jednak nie lubicie zakupów stacjonarnych, to produkt dostępne są także online.


Sweety - na początek kolor, z którym ciężko jest mi się polubić. To nie tak, że jest brzydki, ale w zupełności odzwyczaiłam się od takich cukierkowych odcieni. Sweety to klasyczny przykład pomadki odpowiedniej dla osoby młodej. Ładnie wygląda z lekkim makijażem, w akompaniamencie zwiewnej sukienki i hollywoodzkich fal.


Milky Brown - to pomadka dla wybranych. Oprócz czekolady doszukać się można również czerwono-pomarańczowych tonów, które zauważalne są przy aplikacji mniejszej ilości kosmetyku. To najciemniejszy kolor z całej piątki. Nie do każdego makijażu pasuje a i nie z każdą karnacją się zgrywa. Ściera się niezbyt równomiernie, ale można mu to wybaczyć - jest po prostu jedyny w swoim rodzaju. Przy tej wersji warto użyć konturówki, jednak również i w tym przypadku wymagana jest precyzja. 


Lovely Lips - to drugi ulubiony kolor, po który sięgam bardzo często. Jest w nim coś ze zgaszonego różu i delikatności czerwieni. Ciekawi do opisania, jednak wspaniale wygląda z ciemnym smoky eyes i mocniejszym konturowaniem. Zdaje się optycznie powiększa usta a przy jego aplikacji nie używam nawet konturówki.


Pink Poison - w porównaniu do Sweety wychodzi blado, ale tylko w kwestii kolorystycznej. Ten odcień nie jest mdły, a jedynie delikatny, klasyczny i zdecydowanie łatwiej połączyć go z mocniejszym makijażem. Ściera się bardzo równo, dlatego nie trzeba się martwić o częste poprawki. Słodka trucizna, która omami niejednego mężczyznę. 


Neutral Beauty - czyli najpiękniejszy kolor nude w całej mojej kolekcji pomadek. Mam lekkiego świra na punkcie takich neutralnych barw, ale ze znalezieniem odcienia idealnego jest już spory problem. Dlatego jak do tej pory nie rozstaję się z wersją od Lovely. Czuję się źle, gdy nie mam jej w torebce - nawet, jeżeli danego dnia nie nakładam nic na usta. Śmiało mogę mówić, że to mój prywatny must have, bo dobrze wiem, że ten kolor nie jest dla każdego. Zachęcam jednak, żeby go sprawdzić - a już widelec znajdziecie w nim nowego ulubieńca. Dodatkowo tak neutralny kolor ściera się z ust równomiernie i wręcz niezauważalnie. 

#wakacyjneBEAUTY - Wpis powstał w ramach blogerskiej akcji, która trwać będzie 5 dni, a każdy dzień to nowy post nawiązujący do wakacyjnej aury, jak i do sfery beuaty. Pozostaje mi więc zaprosić Ciebie, mój drogi czytelniku, na kolejne artykuły, jak i zaprosić do odwiedzenia moich koleżanek, które również zaserwują wiele ciekawych treści.

Ilona i Milena - Bless the Mess
Agnieszka - Agnieszka Bloguje
Agnieszka: Agwer Blog
Alicja: Ala ma kota
Paulina - Paulina blog
Justyna - Okiem Justyny
Paulina: - Simplistic
Małgosia - Candy Killer
Olga - A piece of Ally

A teraz czekam na propozycje Waszych ulubionych produktów do ust!