Tydzień nam się kończy, a dopiero co z takim entuzjazmem opowiadałam Wam o rozpoczęciu akcji #winterweek. Sześć dni umknęło niepostrzeżenie a ja chciałam zakończyć tę serię prawdziwą petard - Wishlista, czyli o czym marzy pewna kapryśna blogerka. Wyszperałam w odmętach Internetu zdjęcia, zrobiłam odpowiednie opisy i rozmarzyłam się przez chwilę. W międzyczasie zajrzałam do zeszłorocznego wpisu o takiej samej tematyce, by podejrzeć na ile spełniły się zeszłoroczne marzenia i...


Rozłożyłam ręce. To był ten moment, kiedy zapragnęłam odłożyć na bok pisanie i odciąć się na chwilę od tego wszystkiego. Może zabrzmi to jak rozczarowanie - ale jak to, tyle miałam marzeń i snów, a tak mało od życia dostałam? Gdzie te dobroci, których pragnęłam jeszcze rok temu? A może po prostu gusta inne i priorytet zyskały odmienne gadżety, świstki, duperele i inne tego typu zabawki?



Właściwie jest odwrotnie

Spośród wymienionych rok temu rzeczy uzbierałam całkiem sporo. Tworząc poprzednią wishliste nawet nie zakładałam, że pod koniec wakacji zdjęcia będę przerabiać na miniaturowej wersji komputera - co prawda nie o Chromebook chodzi, ale Asus Transformer. Mały, poręczny cwaniak, który w jednym momencie z komputera staje się tabletem. Jest śnieżnobiały, lekki i chwilowo niezastąpiony. Kto by rok temu to przewidział... Tak samo jak małą niespodziankę w formie uczulenia na hybrydy. Tyle planów, inspiracji w formie zdjęć zapisanych na dysku, by dowiedzieć się, że moja trwałe pazurki wytrzymują kilka dni a w ostateczności uszkadzają moją lichą płytkę, co równa się z ogromnym bólem. Gdybym wtedy o tym wiedziała, to tania wersja lampy do hybrydy nie kurzyłaby się teraz w szufladzie.

Za to marzenie związane z czytnikiem spełniło się już na kilkanaście dni po publikacji wpisu. Pod choinką znalazłam bialutki PocketBook, który sprezentowali mi najbliżsi. A ja też się rozpieściłam robiąc małe zakupy online, by mieć co czytać na tym małym gagatku -  tak oto pochłonęłam między innymi książkę Radka Konarskiego (Nic bardziej mylnego) i dowiedziałam się czym jest Slow Fashion (a o tym opowiedziała mi Joanna Glogaza).


Zeszłoroczny wpis otwierało powyższe zdjęcie. Takie w świątecznym klimacie - czapka Mikołaja, odpicowana choinka i sztuczna poza. Jest nawet i kot, co to bardziej w tym momencie myślał o pełnej misce czekającej w kuchni, niż jakimś tam pozowaniu. Minął rok - wciąż marzy mi się gramofon, bo stos płyt winylowych powiększył się jeszcze o kilka sztuk. O polaroidzie śnię chyba od dziecka i wciąż chciałabym mieć cudowny zestaw pędzli Nanshy. Mogłoby się wydawać, że nic się nie zmieniło. Tymczasem o białej toaletce już nie myślę, w T-Shirtach chodzę coraz rzadziej, Chanelka trochę mi ostatnio zbrzydła i... nie ma z nami Ozzy'ego.

Z tym cudnym kocim pyszczkiem pożegnałam się już pod koniec wakacji. Kto by pomyślał, że w te święta obędzie się bez zbierania kuleczek sierści z dywanu. Kto by pomyślał, że będzie nam tego tak bardzo brakowało... Jeszcze dzień wcześniej trzeba było przytaszczyć z paczkomatu nową kuwetę, a tu już człowiek miał co innego w głowie. Nagle bajerancki laptop przestał cieszyć a na użycie czytnika nawet nie było czasu. Życie lubi nam płatać figle. W tym roku nie tylko Ozzinka będzie nam brak. Do stołu siądziemy w pomniejszonym gronie, więc jak tu znaleźć choć odrobinkę motywacji?


Mamy wszystko a nawet wiele więcej

Takich banalnych fraz jest w Internecie pełno. Nawet nie trzeba zaglądać na motywujące strony, by natknąć się na jakąś mądrą sentencję. Ale tak to już jest, że nawet o najprostszych rzeczach musimy sobie czasami przypomnieć. Dlatego w te święta obędzie się jednak bez wishlisty. Moimi celami podzielę się dopiero po nowym roku, a tymczasem zamiast myśleć o sobie, zrobię coś dla innych. Niespecjalnie kusi mnie stos prezentów, a sama choinka. Po raz pierwszy od wielu lat żywa, pachnąca i przystrojona w same łakocie - ku uciesze wszystkich. Na gramofon przyjdzie pora, a tymczasem mam przecież cały stosik płyt CD, które domagają się uwagi. W te święta zostanę przykładną gosposią - w końcu pierwszy raz wszystko będzie na mojej głowie, a ja trochę poczaruję w kuchni i może wreszcie zrobię coś jadalnego. Na zakończenie zimowej akcji chciałabym życzyć Wam jednego - by doceniać to co się ma i dopiero wtedy spełniać kolejne marzenia. Na nic nam bezcelowa pogoń za kolejnymi zdobyczami, gdy nawet nie potrafimy cieszyć się z tego, co już osiągnęliśmy.
Zajrzyjcie też do innych dziewczyn, które biorą udział w akcji #winterweek! Przez tydzień, każdego dnia, publikowałyśmy dla Was inspirujące wpisy. Makijaże, pomysły na prezenty, wishlisty i przemyślenia. Wszystko po to, by już zawczasu poczuć magię świąt! Tym oto akcentem pozostaje mi zakończyć ten siedmiodniowy maraton i obiecać, że to nie ostatnia taka zabawa!
Agwer - BLOG. A piece of Ally - BLOG, Agnieszka bloguje - BLOG, Ala Ma Kota - BLOG, Minimalnie - BLOG, Okiem Justyny - BLOG, Paulina blog - BLOG, White Praline - BLOG.