Nic nie robić, nie mieć zmartwień, chłodne piwko w cieniu pić. Leżeć w trawie, liczyć chmury, gołym i wesołym być. - Właśnie tak śpiewał kiedyś Rysiek Rynkowski i chociaż z golizną nie należy przesadzać, to im na liczniku więcej latek, tym bardziej wraca się do tych słów z utęsknieniem. A ja dzisiaj opowiem o tym, jak ulepszyć nawet najmarniejszą z sobót. Będzie pachnąco, relaksująco i... no co Wam będę streszczać, sami przeczytajcie!


Leniwa sobota to kolejny cykl na blogu, który zrobi ze mnie prawdziwego lenia. Na chwilę stanę się nierobem, obibokiem i pasibrzuchem. W rzeczywistości na takie swawole pozwalam sobie tylko raz w tygodniu, bo przez pozostałe sześć dni marzę tylko o tym, by doba rozciągnęła się jak moje ulubione dresy. Będzie więc o tym jak relaksu się dorobić i się nie narobić - a przy tym zbytnio się nie wykosztować. Pachnąco, kulturalnie, kreatywnie i kosmetycznie. Miszmasz w najlepszym wydaniu i to nie tylko dla kobiet! Zdradzę Wam też jeden sekret - leniwa sobota, jest u mnie najczęściej  w czwartek. 


Polskie Świece 

Banan w czekoladzie

Słodka rozpusta, bo jak to inaczej określić? Zapach z dzieciństwa, kiedy to owocami opychałam się na zmianę ze słodyczami. Było błogo, wesoły i beztrosko. Dorosłe życie ma to do siebie, że zamiast dowodu osobistego pragniemy karty rowerowej i kieszeni wypchanych cukierkami. A że życie to nie Windows i nie możemy wybrać sobie punktu przywracania, to pozostaje nam przekradać do codziennego, dorosłego życia przyjemności z dzieciństwa. Ja  przemycam ze sobą zapachy. Bo taka jest prawda, że można je kupić zamknięte w słoiku i to za niewielką cenę. Jesienną porą zaszalałam i zrobiłam zimowe zapasy. Aktualny zasób świeczek zostanie ze mną chyba do lata, chociaż kto wie - palę je często i gęsto.

Chocolate Banana to niewielka świeczka w szkle. Stanowi najmniejszy z dostępnych modeli, liczący całe 10 cm wysokości. Mała świeczka, ale wielki zapach, którym spokojnie możemy nacieszyć się przez ponad 25 godzin. A wierzcie mi - to naprawdę niemało. Aby zapach był długo wyczuwany, wystarczy rozpalić świeczkę na około pół godziny. Daje nam to sześćdziesiąt przyjemnych wieczorów, czyli ponad dwa miesiące zapachowej rozkoszy za... niecałe 7 zł. No i ta ogromna duma, że to nasze, polskie! To już małe uzależnienie, chociaż kiedyś nie posiadałam ani jednej świeczki. Dzisiaj mam ich wystarczająco, by szykować dla nich własną szufladę. A ten zapach jest wręcz magiczny. Niezwykle intensywny i perfekcyjny w każdym calu. Polubią go fani słodkości, i chociaż nie polecam go osobom na diecie, to sama nie mogę mu się oprzeć. Chociaż tak sobie dogadzam. Gdyby zapach Chocolate Banana dostępny był w ogromnej, słoikowej wersji - pewnie sprawiłabym sobie takie prezent na urodziny. By długo mi go nie zabrakło, bo to najlepszy sposób na ożywienie wspomnień.

Cena: 6,50 zł / Sklep w którym dostępne są produkty Polskie Świece / Chocolate Banan


SweetBath

Lody toffi na patyku

Idąc za ciosem, do uroczej świeczki należałoby dołączyć kąpiel. Taką z książką w ręce, ręcznikiem na głowie i pomarszczoną skórą u stópek. W wannie jednak nie czytam - w wannie oglądam filmy. Ale nie tylko tak się rozpieszczam. Lubię pachnące żele, bąbelkujące płyny czy... kule do kąpieli. A tak właściwie, to z tymi ostatnimi dopiero co się polubiłam. Chociaż im dłużej im się przyglądam, tym większy mam żal...


Bo serce pęka, gdy mam patrzeć jak powoli rozpływają się w wodzie. A przynajmniej, gdy mam do czynienia z produktami od Sweet Bath. Gdy kupowałam prościutkie, zwyczajne kule dostępne w Rossmannie - bardziej interesował mnie zapach. Często okazywał się być nieco mdły i bardzo chemiczny. Cóż się jednak dziwić, skoro skład pozostawiał wiele do życzenia. Cudownie było spróbować czegoś zupełnie innego!

A Sweet Bath to produkty do kąpieli, które opierają swoją recepturę na tym, co dała nam natura. Dzisiaj, w roli głównej lód na patyku. Nie byle jaki, bo pachnący toffi. Składa się głównie z masła shea (ecocert), masła kakaowego, protein mlecznych, kakao i oleju migdałowego. Nuta karmelu i ciasteczek nie gryzie w nosek. Jest delikatna, ale wyczuwalna. Już patrząc na skład produktu wiemy, że nie będzie wysuszał - wręcz przeciwnie, u niektórych osób niepotrzebne będzie użycie balsamu. Ja mimo wszystko sięgnęłam jeszcze po dodatkowe nawilżenie, ale to kwestia nawyku.

Lód możemy pokruszyć przed kąpielą albo podzielić na pół i pozostawić kawałek do następnej kąpieli. Hulaj dusza, hulaj. Nie jest to co prawda niezbędny gadżet kąpielowy, ale potrafi dostarczyć tyle zabawy, że po prostu mu ulegamy. A do tego to wspaniała opcja na prezent! Dla prawdziwego łasucha...

Cena: ok 13 zł / Waga: 75 gram / Sklep Hania / BankaMydlana


Dove

Mydełko z masłem shea

Do tej pory używałam jedynie klasycznej wersji. Tej, którą zna każda kobieta - matka, córka czy babcia. Po prostu są takie kosmetyki, które zna się niezależnie od wieku. Swoją drogą, to właśnie w babcinej łazience zawsze, ale to zawsze mogłam znaleźć klasyczne mydełko Dove. Takie drobne elementy kształtują nasze wspomnienia i zostają z nami jeszcze na długo, długo potem. Czemu więc nie kontynuować takiej tradycji, ale jak na nowe pokolenie przystało - robić to z pewnym urozmaiceniem. Jako że aktualne zapasy mydełka w płynie YOPE niedawno się skończyły, a nowe zamówienie jeszcze nie zrobione - popłynęłam w bezpiecznym kierunku i skoro wróciłam na moment do mydła w kostce, to wybrałam to sprawdzone. Czemu właściwie kobiety (ale również i mężczyźni) pokochali mydełka Dove? Co prawda nie są to produkty naturalne, ale kompozycja składu jest tak zgrana, że nadają się praktycznie do każdej skóry. Od suchej po delikatną, normalną czy zniszczoną. Oczywiście przy większych problemach skórnych warto postawić na kosmetyki specjalistyczne, jednak w większości przypadków to mydełko rekomendowane jest przez dermatologów. Kostka składa się w 1/4 z kremu nawilżającego, co jest dobrą opcją dla leniuchów, którzy umyślnie bądź nie, zapominają o balsamie po prysznicu. Dodatkowo mamy neutralne ph, aktywne składniki myjące i zapach, który jest delikatny, ale na tyle charakterystyczny, by pamiętać go zawsze. Oto przepis na kultowy produkt.

A teraz wystarczy jeszcze odrobina masła shea, by cieszyć się jeszcze większym nawilżenie. Eteryczny zapach ukoi zmysły, co może być świetną alternatywą po całym dniu wiosennych porządków. Zanim więc wrocę do naturalnych mydełek w płynie, rozkoszuję się prysznicem z kostkami Dove. Na razie jest nam dobrze.

Cena: 4,58 zł / ROSSNET


Palmer's

Kakaowa rozkosz

Pojechało się do Warszawy, zwiozło się reklamówkę kosmetyków. Bo jak inaczej miałabym podsumować pakę, która wróciła ze mną z drugiej edycji MeetBeauty? Starałam się selekcjonować odwieszane stoiska, ale w większości przypadków nie obyło się bez małej wyprawki. Jak w szkole.

Początkowo marka Palmer's zrobiła na mnie ogromne wrażenie, a było o tyle wielkie, że wcześniej nie słyszałam o niej nic. Jakimś cudem pomijałam ich kosmetyki na półkach - może przez bardzo prosty, niezbyt chwytliwy design opakowań. Jako że na spotkaniu w Warszawie mogłam ich produkty macać do woli, zakochałam się w olejku na rozstępy. Niestety - dla większości blogerek zabrakło tego produktu, ale obiecano nam wysyłkę już po zakończeniu drugiej edycji MeetBeauty. Od maja już trochę minęło, a ja niestety nie mogę opisać Wam wrażeń po stosowaniu olejku, bo nigdy do mnie ni dotarł.

Jednakże, w tej drobnej wyprawce znalazła się miniaturka (ponoć) kultowego balsamu marki. Duet masła kakaowego i witaminy E. Przy jesiennych porządkach znalazłam tę malutką buteleczkę, na chwilę pokochałam i zużyłam do cna. Nie wiem, czy to ten zapach, jego intensywności, powolne wchłanianie czy nawilżenie w sam raz, ale mam ochotę spróbować z marką Palmer's raz jeszcze, może z tym samym produktem, tylko w wersji XXL size! Produkty widziałam w SuperPharm, więc na dostępność tym razem sobie nie ponarzekam...

A jak wyglądają Wasze, sobotnie przyjemności?