Wchodząc do ulubionej drogerii zazwyczaj krążymy wzdłuż milowych półek, które znamy jak własną kieszeń. Taki urok kobiet! Zapamiętujemy drobne szczegóły, a następnie tworzymy w głowie własne plany przez co nawet i z zamkniętymi oczami znalazłybyśmy to, czego szukamy. Pewne kosmetyki mijamy, ale dobrze wiemy, że są właśnie na tej półce, w tym rzędzie i dokładnie w takiej kolejności. Ja mam tak z perfumami. 


Dlatego rzadko sięgam po wyroby marki Coty, czyli zapachy typu Beyonce, Rihanna, Celine Dion, Hally Berry. Mowa nawet o kultowych perfumach Chloé! Lista jest naprawdę długa, a gdzieś pomiędzy wierszami, znajdziecie również... zapachy z serii Playboy. 

Queen of the game

Najpierw pokochałam wersję Play it spicy. Później przez moment prawie przekonałam się do zapachu Play it Sexy, by całkowicie zignorować VIP, Pin Up, Lovely czy Wild. Wróciłam jednak do gry, bo na na rynek wkroczył nowy zapach. Pewnie niczym nie wyróżniłby się w moich oczach, gdyby swoją zapachową kompozycją, nie przypomniał mi o swojej pierwszej miłości... tej zapachowej.

Queen of the game, to woda toaletowa o orzeźwiającej kompozycji. Oprócz tego, że idealnie wpisze się w letni klimat, to jednocześnie będzie uwodzić zmysłowym aromatem. Podobno powinna działać na mężczyzn jak magnes, ale my już dobrze wiemy, że to nie działa jak w reklamie... Kompozycję otwiera kuszący aromat passiflory połączony z energetyzującą czarną porzeczką i aksamitnym zapachem kawy. Nie zabrakło też słodkiego,prażonego sezamu, kwiatu pomarańczy i czekoladowego founde - mniam! Uwodzicielska magia to zasługa aromatu fasoli tonka, połączonej z drzewem cedrowym i aromatem paczuli.

Pierwsze spotkanie z królową

W końcu musiałyśmy się poznać. Z butami weszłam do królewskiej rodziny Playboya. Całkiem tutaj miło, chociaż pewnie na na długo, bo flakonik liczy sobie 40 ml. Jak wiemy, wody toaletowe nie pachną tak intensywnie, jak pełnoprawne perfumy. Chociaż zapach ten miał być niezwykle uniwersalny, dla mnie jest idealnym dopełnieniem wieczornego wyjścia czy deszczowego dnia. Nie lubię czuć go na sobie w upalny poranek - wtedy wybieram jakąś iście owocową petardę! Ostatnio króluje jednak kokos.


Królicze uszy na szczęście

Królicza łapka to feralny zabobon, który był skutkiem cierpienia tych maleńkich stworzeń już od czasów Celtów. A po co, skoro szczęścia można szukać inaczej? Bo taki design flakoniku może nie przynosi szczęścia, ale daje masę radości a co za tym idzie - pozytywna energia zrobi już swoje! 

Schodząc jednak z chmurki na ziemię - po raz kolejny nie obyło się bez króliczych uszu. W końcu to znak rozpoznawczy Playboya, ale nie obyło się bez drobnych zmian. Nowa buteleczka jest znacznie bardziej płaska, wydaje być większa a tylna ścianka zyskała tłoczone logo. Mniej minimalistycznie, ale dalej przyzwoicie.

Zamiennik dla Play it Spicy?

Czy ktoś pamięta jeszcze ten kultowy zapach? A może to tylko dla mnie stał się kwintesencją różowego króliczka. To jedno z pierwszych pachnideł, który dostałam w prezencie, a w którym zakochałam się na zabój. Teraz nijak mogę znaleźć je stacjonarnie, a na Intenetowe zakupy jakoś nie naszła mnie jeszcze ochota. Co było dla mnie wyjątkowe w tym zapachu? Z jednej strony uwodzicielski zapach, który jednocześnie wcale nie był przeznaczony wyłącznie dla dojrzałej kobiety. Głowa to owoc granatu i porzeczki, serce to passiflora, lilia i heliotrop a podstawę tworzy wanilia, drzewo sandałowe oraz ambra. To kwiecisto-orientalna wersja! Tymczasem w Queen of the game również znajdziemy passiflorę i porzeczkę. Właśnie ten duet tak bardzo połączył ze sobą obie wersje. Dlatego stacjonarna dostępność Play it spicy nie stanowi już problemu.


Ale... zwierzaki.

Liczę, że niebawem się to zmieni, w końcu coraz więcej marek robi ustępstwa w tej kwestii. Ciężko to przyznać, ale marka Coty dalej znajduje się na liście firm, które testują, bądź zlecając testy na zwierzętach. Często wynika to z tego, że odłam wschodniego rynku nie akceptuje sprzedaży danych produktów, o ile nie mają one potwierdzenia jakości w postaci prób przeprowadzonych na niewinnych stworzeniach. Skoro wielcy projektanci odchodzą od naturalnych futer, to już tylko kilka kroków do tego, by marki kosmetyczne przyjęły na siebie kubeł zimnej wody i dały miłośnikom zwierząt powody do dumy. 

Halo, czy są na sali miłośniczki perfum i wszelkiego rodzaju pachnideł? Czy możecie polecić mi perfumy o podobnej kompozycji?