Żar, upał, gorąc... mamy to! A przynajmniej od czasu do czasu. Można ukryć się w domowym zaciszu albo wylegiwać na leżaku na plaży, w ogrodzie czy gdziekolwiek najdzie Was ochota. Żeby jednak na lenia nie zachorować, przyda się odrobina aktywności. Ale jak tu biegać, skakać, lewitować, gdy bez wody ani rusz, a najbliższy cień staje się największym przyjacielem? A brzuszek po zimie, to kto zrzuci? Nie ma innego wyjścia, czas iść na basen...

Czy chlor niszczy włosy i jak je zregenerować?

Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Może wciąż nie jest to regularne uczęszczanie, karnetu także nie wykupiłam na rok, ale torba na basen zawsze jest spakowana. Kostium, klapki, ręcznik i kosmetyczka. Korci do niej zajrzeć, prawda? Przynajmniej ja, zawsze przyglądam się, jakie kosmetyki zabierają na basen inne kobiety. Żele, szampony, olejki, mgiełki do włosów...

Bo właśnie o włosy rozchodzi się w szczególności. O ile nasza skóra radzi sobie z zawartym w wodzie chlorem, to nasze włosy płowieją równie szybko, co kostium kąpielowy.


Chlor niszczy włosy?

Zabieranie na basen czepka, to nie taki zły pomysł. Nie wiem jak Wy, ale dla mnie byłyby to jednak katusze. Począwszy od komicznego odcisku na środku czoła, podnoszenie głosu w rozmowie z siostrą, po najgorsze z możliwych, czyli upodobnienie się do przybysza z obcej planety. Choćby nie wiem jak piękny był ten czepek, będę kręcić na niego nosem. Ale... co z naszymi włosami? Przecież chlor, chociaż bakteriobójczy, na naszą skórę i włosy wpływa niekorzystnie. A gdy dodać do tego fakt, że mamy włosy farbowane - no to kaplica, jesteśmy w najgorszym położeniu. Moje blond włosy mogą przybrać nawet zielonkawy kolor, który byłby skutkiem reakcji chemicznej. Na szczęście nie jest tak źle, chociaż drobne różnice w barwie są zauważalne. Cierpią też cebulki i sama struktura włosa, bo chlor przenika bardzo głęboko i wyrządza same szkody. Aby się przed tym zabezpieczyć, zawsze korzystajcie z prysznica przed basenem, jak i po. Możecie też natłuścić włosy, by stworzyć im odpowiednią ochronę (to podobne działanie, jak w przypadku wazeliny i niskich temperatur). Kiedy jednak i to jest niezbyt wystarczalne...

Zielono mi... 

Trochę przypomniały mi się czasy, gdy nieustannie rozmawiało się o Martixie i słynnym wyborze jednej z tabletek. Tylko że tym razem nie mamy czerwonej i niebieskiej. Jest za to czerwona i zielona, a ja postawiłam na tę drugą. Zestaw zielonych kapsułek określany jest jako innowacja w kosmetyce. Troszeczkę mnie to nie dziwi, bo kiedy ostatnio mieliście styczność z taką formą kosmetyku do pielęgnacji włosów?


Intensywna kuracja wygładzająco-nawilżająca DermoFuture

Cała kuracja powinna przynieść kilka efektów. Przede wszystkim włosy mają być odpowiednio nawilżone, gładkie, pełne blasku i jedwabiste w dotyku. Dodatkowo włókna mają być wzmocnione a łuski pozamykane. Oprócz delikatnego połysku, kuracja zapewnia ochronę przed działaniem ciepła i czynnikami atmosferycznymi. 

A różnicę widziałam już po pierwszym użyciu. Przy stosowaniu kapsułek, ograniczyłam inne kosmetyki, które nawilżały włosy i chroniły nie tylko przed słońcem, ale także gorącym powietrzem z suszarki. Dodatkowo, po użyciu takiej kapsułki zauważyłam, że mogłam o jeden dzień dłużej wstrzymać się z myciem włosów - wyglądały dalej świeżo a skóra głowy nie była w żaden sposób podrażniona.

Wszystko to sprawka oleju arganowego. Sama nie przepadam za jego stosowaniem w przypadku pielęgnacji włosów, o czym pisałam zresztą całkiem niedawno (KLIK). Zdecydowanie bardziej w mój gust trafił olej kokosowy. Jednakże... skoro efekty są widoczne, to czego chcieć więcej? 

Cena: około 10 zł / 6 x 2 ml.


Małe, niepozorne, a takie wydajne

W zestawie znajdziemy tylko 6 kapsułek. Tylko, a może aż? Każda z nich, to 2 ml substancji z dodatkiem oleju arganowego. W przypadku krótkich włosów, jedna kapsułka to nawet trzy użycia, natomiast przy włosach długich lub półdługich to 2 aplikacje. Jako że jednak w tej kwestii nie jestem zbyt oszczędna i do tego mała ze mnie fajtłapa, to przy pierwszej aplikacji zastosowałam jedną ampułkę na całe włosy. Od nasady aż po końce - jak w reklamach. I.... troszeczkę przesadziłam. Moje włosy co prawda były mięciutkie, ładne, ułożone... ale odrobinkę zbyt bardzo błyszczące, jednak tylko w niektórych miejscach. Następnym razem pilnowałam się już nieco bardziej i gdy decydowałam się na całą kapsułkę, to rozprowadzałam ją niezwykle równomiernie. 

Gdy włosy suche, gdy włosy wilgotne...

Produkt możemy nakładać jak tylko nam się podoba! Albo pod prysznicem, tuż przed samym suszeniem włosów, albo w czasie dnia, gdy nasze włosy beztrosko powiewają na wietrze. Mnie najbardziej przypadła do gustu aplikacja na mokro. Szczególnie zaraz po zdjęciu z włosów ręcznika. Dzięki temu nie muszę nakładać żadnego innego kosmetyku, który ułatwiłby mi rozczesanie wilgotnych kosmyków. Zaraz po tym mogę przystąpić do suszenia i nie martwić się o wysoką temperaturę.


Zielona kuracja już za mną, a w moim przypadku wzmogła się tylko ochota na sprawdzenie czerwonej serii - tej z retinolem w składzie. Taki rodzaj aplikacji przypadnie do gustu każdemu, kto lubi innowacyjne rozwiązania. Nie ma nudy nawet w sposobie nakładania kosmetyków na włosy!

Jak chronicie Wasze włosy przed chlorem i słońcem? Czy znacie produkty DermoFuture?