Do znudzenia będę  powtarzać, że włosomaniaczka ze mnie żadna. Cud, że odróżniam maskę od odżywki! Ale żarty na bok - kiedyś  naprawdę nie zwracała uwagi na to, co używałam w pielęgnacji włosów. Po rozum do głowy  poszłam  i o włosy przy okazji  też zadbałam. I tak już od jakiegoś czasu. Staram się poznawać coraz to nowsze kosmetyki, a przy tym cieszyć się ładnym wyglądem włosów. A jak to robię?


Timotei w pielęgnacji włosów

Po tę markę sięgałam od czasu do czasu. Wszystko przez to, że kto jak kto, ale twórcy tych produktów dobrze wiedzą, jak skusić kobietę zapachem. Sięgałam więc po różne, drogeryjne propozycje, które w mniejszym lub większym stopniu mamiły moje zmysły. Nigdy nie było jednak wielkiej miłości, chociaż odczuwałam niemałą przyjemność, gdy zabierałam pod prysznic takie pachnące cuda. Nowa seria miała zostać wzbogacona olejkiem arganowym. Jeżeli ktoś miał do czynienia z czystym olejem arganowym, chociaż przygotowanym już do użytku pielęgnacyjnego, to dobrze wie, że jego zapach w zupełności nie przyciąga. Spece od tworzenia kosmetyków zadbali jednak o to, by połączyć go z innymi olejkami i w ten sposób stworzyć zapach, który będzie niezwykle delikatny i przyjemny, dlatego też seria Miraculous Repair, to duet wzbogacony o aromat wanilii i migdałów. No i właśnie dlatego nie mogłam się oprzeć...

Przygotowanie do lata...

Nowego duetu użyłam właśnie jako zapowiedź przed latem. Teraz jest już tylko miłym wspomnieniem, ale chociaż używałam po nim kolejnego duetu, należącego do zupełnie innej marki, to wciąż odrobinkę za nim tęsknię.

Chociaż zima tylko odrobinę nadszarpnęła kondycję moich włosów, to jakiś czas temu pisałam  o trio z Dove, które naprawiło wszelkie szkody. Do tego nie obyło się od kilkucentymetrowej utraty włosów, na rzecz nowej, znacznie lżej wyglądającej fryzury. Ale mnie to w zupełności odpowiadało. Chciałam jedynie, by moje włosy dalej wyglądały na zdrowe, a kolor nie wypłukiwał się zbyt szybko. Efekty dały mi powody do uśmiechu, chociaż i na pewne ALE znajdzie się tutaj miejsce. 

Utrzymana kondycja włosów z duetem Timotei z dodatkiem oleju arganowego

Szampon Timotei Miraculous Repair

Powinnam zacząć po raz kolejny moje wywody, jak to bardzo nie lubię SLS-ów i SLES-ów w składzie. Bo nie lubię, naprawdę. Trzęsie mnie na samą myśl, że tam są, ale... dalej używam kilku produktów, które od tej substancji nie stronią. Wiem, że dla wielu osób jej obecność jest obojętna i wierzcie mi bądź nie - odrobinę Wam zazdroszczę. W gruncie rzeczy ten składnik jest niepożądany właśnie dlatego, że w przypadku bardzo wrażliwej skóry niesamowicie ją wysusza. Nawet pomimo zawartości w składzie innych substancji, które mają neutralizować ten nieprzyjemny skutek uboczny. Jednakże... wypracowałam sobie pewien schemat, dzięki któremu wciąż używam szamponów i żeli, które tak właściwie nie powinny pojawić się w mojej pielęgnacji. I właśnie dlatego mogę przyznać, że szampon Timotei pokochałam. Jest całkiem niepozorny, nie oczekiwałam od niego zbyt wiele. Nie chciałam obietnic, zapewnień, a jednak była między nami chemia (dosłownie!). Wiem, że na moje włosy lepiej działa olej kokosowy, niż arganowy, dlatego o efekcie WOW nawet nie marzyłam.

Cieszyłam się jednak mięciutkimi włosami, których nie musiałam myć codziennie. Nie puszyły się, wariowały tylko przy wilgotnym powietrzu, ale w gruncie rzeczy mogłam utrzymać je w ryzach i niczym się nie przejmować. Czy ich kondycja się poprawiła? Nie musiała, bo niedawne podcięcie włosów i trzy produkty od Dove, to był perfekcyjny przepis na regenerację.

Czy warto pisać rozprawki o szamponie? Produkt całkiem zwyczajny, dobrze się pieniący nie pozostawiający uczucia tępości włosów. Mleczna konsystencja, czarujący zapach... Przyjemnie się rozprowadzał prosto spłukiwał. W składzie, oprócz olejku arganowego (szóste miejsce), jest także olej kokosowy (ósme miejsce). Basta.

Cena: około 10 zł / 400 ml

SKŁAD: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Glycerin, Argania Spinosa Kernel Oil, Carbomer, Citric Acid, Cocos Nucifera Oil, Dimethicocol, Disodium EDTA, DMDM Hydantoin, Gluconolacttone, GlycolDistearate, Guar Hydroxpropyltrimonlum Chroide, Parfum, PEG- 45M, Phenoxyethanol, PPG-12, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Selaginella L. Extract, Silica, Sodium Benzoate, SodiumHydroxide, TEA-Dodecylbenzenesulfonate, TEA-Sulfate, Butylphenyl Methylpropional, Hexyl Cinnamal, Limonene.


Odżywka Timotei Miraculous Repair 

W zestawie Dove, to szampon nie do końca przypadł mi do gustu, za to odżywka porwała moje włosy i doprowadziła je do porządku. A w przypadku Timotei... odżywka jest mi po prostu obojętna. Nie dąsam się na nią, nie mam jej niczego za złe, ale w na jej tle, to szampon wypadł zdecydowanie bardziej spektakularnie. W składzie znajdziemy olej arganowy, kokosowy, kwas mlekowy, ale także parafinę i alkohole. Łatwo się spłukuje, włosy są gładziutkie i łatwiej się rozczesują (chociaż zawsze używam jeszcze mgiełki z bursztynem). Może w innym zestawieniu zrobiłaby na mnie większe wrażenie, ale tym razem została przyćmiona przez szampon. Ma natomiast jeden plus, którego nie da się pominąć - wydajność. Pomimo, że buteleczka jest mniejsza od tej z szamponem, to nawet przy moich długich włosach zostało jej całkiem sporo. A swoje sposoby na zużycie odżywek mam i chyba każda kobieta, w sezonie letnim też z nich korzysta.

Cena: około 8 zł / 200 ml. 


SKŁAD: Aqua, Cetearyl Alcohol, Dimethicone, Stearamidopropyl Dimethylamine, Trehalose, Gluconolactone, Selaginella Lepidophylla Aerial Extract, Cocos Nucifera Oil, Amygdalus Dulcis Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Behentrimonium Chloride, Paraffinum Liquidum, Amodimethicone, Cetrimonium Chloride, Glycerin, Parfum, Sodium Cholride, Dipropylene Glycol, Disodium EDTA, PEG-7 Propylheptyl Ether, PEG-150 Distearate, Lactic ACID, DMDM Hydantoin, Phenoxyethanol, Benzyl Alcohol, Buthylphentyl Methylopropional, Hexyl Cinnamal, Limonene.

Nie takie drogeryjne produkty straszne, jak je malowali...

Może i wyłącznie to mnie takie przygody w życiu spotykają, ale ileż to historii usłyszałam, że najlepsze szampony, to te, które możemy dostać w aptece. Tymczasem cały szkopuł polega na tym, by znać składy i posiąść tę magiczną umiejętność porównywania ich. Bo może się okazać, że te drogeryjne kosmetyki wcale nie różnią się zbyt wiele, a może i nawet okażą się lepszym i TAŃSZYM rozwiązaniem? Dodatkowo dostępność jest ogromnym plusem. Próbowaliście kiedyś ominąć kolejkę w aptece, w samo południe sobotniego dnia? To ja już wolę te małe poczekajki w Rossmannie. Bo i tam znajdziecie produkty Timotei. 



Jest tanio, dostępnie i z zadowalającym efektem. Przyznam, że po ten duet jest wart wypróbowania, bo może się z tego zrodzić jakaś silniejsza więź. Zamierzam jeszcze wrócić do Timotei, a przynajmniej do szamponu, chyba, że pojawia się kolejna nowość, kusząc zapachem po raz kolejny. Z chęcią dowiedziałabym się, czy ta dwójka radzi sobie ze zniszczonymi włosami, ale na daną chwilę nie mnie takie rzeczy testować. Cieszę się, że moje włosy rosną i rosną, a ja, chociaż przed latem ukróciłam je o kilka centymetrów to dzisiaj ponownie cieszę się długą kitą...

A czy w Waszej łazience gościły już produkty Timotei? Jakie macie zdanie o olejku arganowym?