Pachną tak obłędnie, że przywołują najpiękniejsze wspomnienia z dzieciństwa. Wyglądają tak smakowicie, że ciężko jest nie chwycić za łyżeczkę i nie spróbować odrobinkę. Na dodatek ich opakowania wydobywają z kobiecego gardła ciche - Oh... . Tak, takie zawsze są azjatyckie kosmetyki. Nigdy nie przestaną zaskakiwać i wzbudzać podziw. No bo sami przyznajcie - kto inny wpadłby na pomysł, by kosmetyk do oczyszczania twarzy wyglądał jak puszysty, słodki mus? W takich momentach chcę uciec na drugi koniec świata... i zostać tam.

Ekstrawagancka Recenzja


Nowości wśród azjatyckich kosmetyków pielęgnacyjnych

Pojawiają się tak często, jak kobiety zmieniają zdanie. I poprawnie. Ktoś nam w końcu powinien dogodzić. Z tego właśnie słynie azjatycki rynek kosmetyczny - z nieustannie pojawiających się nowości, które rozpieszczają, zachwycają i nigdy nie zawodzą pod względem jakości. U Nas niestety często bywa odwrotnie. Dlatego tak bardzo pokochaliśmy kosmetyki ze wschodu. Spełniają nasze najskrytsze marzenia i już planuję zaskoczyć Nas ponownie. Marce Skin79 przyglądam się bardzo uważnie. To pierwsza, azjatycka marka jaką poznałam. Zaczęło się niewinnie od kremu BB, a później wszystko potoczyło się jeszcze lepiej - maseczki, aloesowy żel, seria ze ślimakiem... Czekałam jednak na coś, co będzie uniwersalne a zarazem dedykowane mojej skórze. Voilà! W końcu moja cierpliwość została solidnie wynagrodzona.


Linia Natural 98 przeznaczona do cery trądzikowej

Nawet azjatyckie kosmetyki polubiły promowanie naturalnych składników. Chociaż na wschodzie wyznaje się zasadę, że sztuką jest łączyć naturę z chemią, to jak widać czasami nawet tam starają się dać w kosmetykach najwięcej tego, co jest nam ofiarowane przez matkę naturę. Co jest takiego specyficznego w nowej linii? Chociaż mogą z niej korzystać wszystkie kobiety, to szczególne zainteresowanie powinna wzbudzić wśród tych, które borykają się z problemami skórnymi... a dokładnie trądzikiem. Wszystko za sprawą jednego składnika - ekstraktu z nasion łzawicy, czyli chińskiego jęczmienia perłowego. Łzawica to rodzaj trawy rosnącej w południowej Azji. Ekstrakt  z nasion polecany jest właśnie w przypadku leczenia trądziku, gdyż działa przeciwzapalnie oraz ma silne właściwości antyoksydacyjne.


W paczuszce znalazłam niesporne pudełeczko. Całkiem spore i wcale nie takie leciutkie. Gdyby z taką samą starannością przygotowywano opakowania do wszystkich drogeryjnych kosmetyków, to kobiety nie wychodziłby ze sklepów na krok. A to był dopiero początek kolejnej przygody ze Skin79...

Demakijaż na kilka sposób

Zmywać makijaż możemy różnymi technikami, ważne jednak, by były skuteczne. W zależności od tego, jak dobrze oczyścimy naszą skórę, mamy pewność, że nałożone na twarz kosmetyki nawilżające i odżywiające naprawdę będą miały pełne pole do popisu. Nasze skóra musi oddychać i czuć się świeżo. Wtedy przyjmie więcej dobroci, a my następnego dnia będziemy cieszyć się mięciutką i promienną cerą. Warto skorzystać z tricków azjatyckiej pielęgnacji i nie poprzestać na jednym etapie oczyszczania. A wybór kosmetyków tylko w tej jednej kategorii jest ogromny! Począwszy od płynów micelarnych, poprzez żele, rękawice, aż po mleczka, oleje i... pianki? 

Yum Yum Cleanser Natural 98 - Pianka, mus, twarożek...

Zwał jak zwał. Każda blogera znajduje dla tej formuły zupełnie inną, równie ciekawą nazwę. Bo jest się nad czym głowić. Czegoś takiego jeszcze nie widziałam, a zazwyczaj to własnie nietuzinkowe kosmetyki przyciągają mnie do siebie jak magnes. Jest niezwykle puszyście, niesamowicie pachnąco i zniewalająco słodko. Moje pierwsze skojarzenie - krem do ciasta! Najpyszniejszego, najlepszego ciasta prosto z lodówki babuni. Wiele już miałam kosmetyków, które samym zapachem kusiły mnie do spróbowania, ale ten azjatycki gagatek przeszedł sam siebie. Chce się jak za czasów dzieciństwa podjadać go, gdy dorośli nie patrzą. A w dotyku jeszcze wspanialszy! Gmerać by się w nim chciało (byle czystymi łapkami). 

Blog, recenzja musu/pianki/kosmetyku oczyszczającego od Skin79 dla cery trądzikowej / azjatyckie kosmetyki

Skład: Coix Lacryma-Jobi Ma-yuen Seed Water (66%), Sodium lauroyl Glutamate, Glycerin, Betaine, 1,2-Hexanediol, Carbomer, Hydroxyacetophenone, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Potassium Hydroxide, Citrus Junos Seed Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, Camellia Japonica Seed Oil, Prunus Armeniaca (Apricot) Kernel Oil, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Ocimum Basilicum (Basil) Oil, Citrus Aurantium Bergamia (Bergamot) Fruit Oil, Eucalyptus Globulus Leaf Oil, Pelargonium Graveolens Flower Oil, Citrus Limon (Lemon) Peel Oil, Cymbopogon Schoenanthus Oil, Citrus Aurantifolia (Lime) Oil, Citrus Aurantium Dolcis (Orange) Peel Oil, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Oil, Cananga Odorata Flower Oil, Coix Lacryma-Jobi Ma-yeun Seed Extract (100ppm), Water, Butylene Glycol, Brassica Napus Extract, Freesia Refracta Extract, Forsythia Suspensa Fruit Extract, Oenothera Biennis (Evening Primrose) Flower Extract, Calendula Officinalis Flower Extract, Silica Dimethyl Silylate, Disodium EDTA.

Blog, recenzja musu/pianki/kosmetyku oczyszczającego od Skin79 dla cery trądzikowej / azjatyckie kosmetyki

Jak używać?

Swój demakijaż zaczynam od zmycia cieni, tuszu i wszystkiego, co wcześniej nałożyłam na oko. W tym celu używam ulubionego dwufazowego płynu (ten punkt można również przenieść na sam koniec). Na tym poprzestaję. Chociaż formuła Yum Yum jest nietypowa, to sposób aplikacji całkiem zwyczajny. W pierwszym momencie może wydawać się to dziwne, ale nakładamy odrobinkę pianki na suchą cerę. Jest ona na tyle mięciutka i łatwa w użyciu, że bez problemu rozprowadzimy ją na całej twarzy. Wykonujemy delikatne, masujące ruchy, dzięki czemu produkt zaczyna się delikatnie pienić. Teraz w ruch idzie woda. Nawilżamy dłonie i ponownie wykonujemy masaż. Następnie możemy zmyć produkt z naszej twarzy. Rezultat? Dogłębnie oczyszczona skóra, ale brak przesuszeń czy zaczerwienień.  Do tego etapu można również dodać ulubione urządzenia. Ja wybieram szczoteczkę soniczną. Pamiętajcie, by produkt nie narażać na zbyt wysokie temperatury, czyli przechowywać w chłodnym miejscu. Idzie lato, więc warto zapewnić mu przyzwoite warunki.



Nie taka cena straszna...

Na pierwszy rzut oka produkt niewielki - w końcu to tylko 100 gram. Przy bliższym poznaniu wciąż jest taki niepozorny i wydawać się może, że zniknie ze słoiczka nim zdążymy go polubić. Przyznaję, że sama miałam takie obawy. Do produktu dołączona jest miniaturowa łyżeczka - taka typowa szpatułka do nakładania kosmetyku. Z początku wydaje się nieprzydatna, ale... wystarczy naprawdę niewielka ilość musu, by wykonać pełen demakijaż i pozbyć się podkładu, bronzera, różu, rozświetlacza i pudru. Dosłownie odrobina. Już po dwóch tygodniach stosowania miałam dowód, że coś tam ubywa, ale do oglądania denka jeszcze daleka droga. Kosmetyki ze wschodu do najtańszych nie należą, ale jeżeli szybciutko podsumujemy ich wydajność, działanie i jakość - cóż, po prostu nagle cena przestaje być taka straszna. Yum Yum Cleanser w standardowej cenie kosztuje 110 zł, natomiast w promocji dostępny jest za 79 zł. Przy odpowiednim używaniu na pewni nie będzie to produkt, który wystarczy na trzy tygodnie...

Cena: 110 zł / 79 zł / 100 g.


Pierwsze wrażenie

Bałam się, bardzo się bałam, że tylko na ładnym wyglądzie i niesamowitym zapachu się skończy. Wiecie - taki gorzki cukierek w pięknym papierku. Gdzieżby tam. Od pierwszego użycia odetchnęłam z ulgą. Moja skóra polubiła ten nowy rytuał pielęgnacji, chociaż z reguły lubi kręcić nosem na pewne zmiany, a szczególnie takie, które wymagają poznania nowej konsystencji kosmetyku. Do tej pory używałam standardowych pianek, ale nigdy jeszcze nie otulałam cery cytrynowym musem z malutkimi drobinkami. Chociaż sam produkt nie przesusza, to skóra jest na tyle oczyszczona, że czujemy potrzebę nałożenia kremu. Ja lubię sięgnąć po aloesowy żel, również od Skin79. Co prawda nie codziennie, ale gdy za mną naprawdę ciężkie 24 godziny, to skóra domaga się czegoś więcej. Pierwsze wrażenie było naprawdę pozytywne, a z czasem... tylko się upewniłam, że ten produkt idealnie wpisuje się w moją pielęgnację. Mam nadzieję, że wraz z ostatnim użyciem, będę dalej o tym święcie przekonana. Moja cera ostatnio przechodziła naprawdę wiele - był czas, gdy wyglądała naprawdę dobrze i również wtedy mus oceniałam na piątkę z plusem. Ostatnio jestem zmuszona pić pokrzywę w naprawdę dużych ilościach, co widać zresztą po mojej buzi - cała chmara nowych, niepożądanych gości. Nawet teraz sięgam po Yum Yum. Czemu? Właśnie ze względu na ekstrakt z nasion łzawicy. Sięgam po takie kosmetyki, które zatrzymają rozpowszechnianie się baterii. Do mojej pielęgnacji wrócił także krem z jonami srebra. 

Ekstrawagancka Blog Recenzja

Daj mu drugą szansę...

Daj MU drugą szansę. Słoiczkowi - bo o nim właśnie mowa. Malutki, porządnie wykonany słoiczek ze szkła, który nie chce być tylko jednorazową zabawką. Jest zbyt uroczy, by po skończeniu produktu opisać go w denku, a później wyrzucić razem z innymi opakowaniami. Czas obudzić w sobie kreatywność i znaleźć mu nową pracę na pełen etat. Ileż to mogłoby powstać prac z serii DIY, gdzie w roli głównej byłby właśnie on! Kiedyś miałam już do czynienia z podobnym opakowaniem - pisałam Wam wtedy o uroczym peelingu porywającym orzechowym zapachem. Tamten słoiczek o nieco większych gabarytach stał się idealnym miejscem do przechowywania gąbeczek do makijażu. W zależności od pory roku przewiązuję go inną wstążeczką - słomkową, czerwoną i iście świąteczną, bądź zielono-żółtą na czas Wielkanocy. Ale co spotka słoiczek po musie Yum Yum? Wróżę mu świetlaną przyszłość jako pojemniczek na kolczyki albo świeca w szkle domowej roboty... 


Tygodnie mijają, musu ubywa ze słoiczka a ja dalej jestem zapatrzona w niego jak dnia pierwszego. To jeden z tych kosmetyków, który zapadnie w pamięć na długo i będzie tak krążył między myślami, tupał i domagał się uwagi, aż znów znajdzie się w pielęgnacyjnej szufladce. Swoją drogą, skoro Skin79 ciągle tak zaskakuje, to sama już nie wiem, czego jeszcze mogę się spodziewać... Wiem jedno - nie będzie nudno. 

Jakie azjatyckie kosmetyki pokochaliście? Co z chęcią polecilibyście innym, a czego unikacie?