Historia czerwonej szminki jest równie interesująca, co dzieje makijażu w czasach świetności czarno-białej kinematografii. Tyle, że o czerwieni na ustach mówiło się już w starożytności, a wtedy jeszcze nikt nie wiedział, jak Humphrey Bogart zawróci kiedyś kobietom w głowach. Dzisiaj natomiast wiemy, że te podkreślone i uwydatnione usta potrafią omamić niejednego mężczyznę. Diamenty są wieczne, jak to mówi jeden z epizodów o Bondzie, ale równie wieczna jest czerwień na ustach. Do tego dołóżmy matową cerę i voila... Look gwiazdy z filmów noir, murowany!

Makijaż w filmach noir

Temat rzeka, z której prądem warto popłynąć. Nie myślcie sobie, że w latach czterdziestych, makijaż był nudny i banalny w wykonaniu. Wierzcie lub nie, ale wymagał od charakteryzatora znacznie większego zakresu umiejętności, niż wymaga się go teraz. Gorące lampy studyjne robiły masełko z podkładu charakteryzatorskiego, tusze nie zawsze były odporne na łzy, a co dopiero na deszcz, tak modny w scenach pocałunków. Często   zdjęcia zaczynały się o poranku a kończyły późną nocą. Chce się rzec - od zmierzchu do świtu, ale bez Tarantino i wampirów. Tymczasem makijaż musiał być nienaruszony,  urzekający i niekiedy ekstrawagancki. 

Kiedyś opiszę  Wam bliżej lifehacki, bez których kinowe Hollywood upadłoby moment po jego powstaniu. Tymczasem co 50 lat odradza się jak feniks z popiołów. Nie tylko dzięki technice gnającego z prędkością światła, serwującej nam nowe, wizualne doznania. Przede wszystkim chodzi o aktorów i kreacje ich postaci. Czasami nie zapamiętujemy ich tylko ze względu na charakterystycznych gesty, ale na to, jak wykreowano ich strój, fryzurę i makijaż. Bo przyznajcie sami, po prostu kochamy kobiety z filmów noir - kipią seksem, uwodzą spojrzeniem i zapraszają do seansu uroczym uśmiechem. A to często przede wszystkim magia makijażu...

Kocie kreski, ekstrawagancki makijaż czarno-białych filmów

Czerwone usta

Kobiety lubią podkreślać usta. W zależności od ich kształtu, ale także odcienia naszej cery, dobieramy mniej lub bardziej intensywne kolory, a także odpowiednie wykończenia. Od matu przez delikatny blask, aż po błyszczyki zawierające drobinki brokatu. Kultowym produktem stała się jednak czerwona pomadka, kojarząca się z seksapilem i uwodzeniem. Pasuje większości kobiet, chociaż są i wyjątki. Niewiele dziewcząt zdaje sobie sprawę z tego, że wystarczy sięgnąć po nieco inny odcień czerwieni, by idealnie wpasował się on do naszego makijażu. Ja po czerwień sięgam zazwyczaj od święta. Do wigilijnego barszczyku, imprezowych drinków lub... do sesyjnych makijaży. A to tylko dlatego, że najlepiej czuję się w matowej czerwieni, a ta niestety lubi igrać z moimi delikatnymi ustami. Na koniec dnia i tak zmagam się z suchymi skórkami. Hollywood kochał pomadki, a jeszcze bardziej kochali je widzowie. Ale, ale... Przecież jak podziwiać barwne usta aktorki, gdy na płóciennym ekranie wyświetlano czarno-biały film? Otóż czerwień na ustach tworzyła piękny kontrast z bladą jak marmur cerą. Do tego wystarczyło odpowiednie ustawienie lamp, a panom niebezpiecznie podnosiło się ciśnienie, gdy ich partnerki marzyły, by wyglądać jak ekranowe gwiazdy.

Pomadka - Eveline Color Edition nr 710

Kolor tej pomadki jest dla mnie bliżej nieokreślony. Z jednej strony soczysta czerwień, z drugiej delikatne, złotawe tony. Jej kremowa konsystencja wpisuje się jednak idealnie w dzisiejszy wpis, bo sesja z makijażem nie trwała chwilę czy dwie, a ja wystrzegam się zbytniego wysuszania ust. Tymczasem w składzie Color Edition znajdziemy masło aloesowe i witaminę E, które intensywnie nawilżają i odżywiają skórę ust. O niej powstanie jednak osobny wpis, gdzie zestawię ją z innymi, równie ciekawymi kolorkami oferowanymi przez markę Eveline. Czas jednak na prawdziwą gwiazdę wpisu...

Meet Beauty - kosmetyki Eveline

Podkład w pudrze

Ten to dopiero kojarzy mi się z latami świetności Hollywood. Czy wiecie, że twórcą pierwszego podkładu w kompakcie był Polak? Produkt nazwano Pan Cake i to właśnie pudrową formułę podkładu właśnie podkładu kobiety pokochały całym sercem. Później nastała jednak era płynnych, wodoodpornych kosmetyków i ten kultowy produkt odszedł w zapomnienie. Teraz widzimy powrót do korzeni, bo coraz więcej marek może pochwalić się takimi kompaktowymi perełkami w asortymencie. Nie wszystkie jednak posiadają odpowiednią formułę, która nie wywołała na twarzy prawdziwego ciasteczka. Ale... mamy na szczęście Eveline i  ultratrwały, matujący puder do twarzy. Dzisiejsza recenzja dotyczy właśnie tego gagatka, a poznałam go właśnie dzięki... Meet Beauty!



Podkład - Eveline Face Sensation nr 40

Opakowanie niewielkie, ale niezwykle urocze. Ekhem, urocze? Czyli jakie? A no takie, co to nie wstyd wyciągnąć przy znajomych i przypudrować nosek. A nuż widelec jakaś srocza koleżanka się w nim zakocha. Markę Eveline zawsze kojarzę z kolorem złotym i nieprzesadnym minimalizmem. Złote logo, dużo produktów z olejem arganowym i opakowania ze złotymi zdobieniami. A i w tym wypadku nie jest inaczej. Jest lekko i poręcznie. Nie obyło się bez lustereczka, które powie Ci przecie, czy dobrze Twojej skórze w pudrowym duecie.

Jako, że styczność mamy z podkładem w pudrze, to równie dobrze możemy używać produktu wymiennie - raz jako kryjący podkład, a raz jako puder matujący i to nie tylko czubek nosa. A o macie można mówić z pełną dumą, bo to ratunek dla tłustej cery. Sama ostatnio borykam się z tym problemem i chociaż bardzo lubię płynne kosmetyki, to moja skóra niekiedy nieco mniej. Nikt nie lubi błyszczeć się, zanim jeszcze sięgnie po rozświetlacz.


Podkład nie ma intensywnego zapachu, który mógłby uprzykrzyć aplikację. W moim przypadku nie podrażnił też cery. Skóra w dotyku jest satynowa, chociaż na buzi pozostaje efekt matu. I nie zmienia się to przez kilka godzin. Pamiętam jednak, by rano zawsze użyć matującego toniku, nim zaaplikuje krem.

Jak dobrać kolor? 
Jestem posiadaczką cery bardzo jasnej. Wybrałam więc najjaśniejszy kolor, w którym znajdziemy więcej tonów różowych, niż pomarańczowych. Face Sensation z numerem 40, to jednak typowy kameleon, który po dokładnej aplikacji stapia się ze skórą. Możemy również rozprowadzić go delikatnie na szyi, by mieć pewność, że nie będzie się odcinał wraz z mijającymi godzinami.

Cena i dostępność
Za 8 gram produktu zapłacimy mniej niż 30 zł. Nie jest to cena wygórowana, bo to nie mamy styczności z kosmetykiem na 3-4 użycia, tylko znacznie, znacznie więcej. A i na dostępność nie ponarzekam. Gdy ukradkiem zaglądałam do Rossmanna, to bez problemu znajdowałam podkład na najniższej półeczce szafy Eveline.

Naturalny makijaż z Eveline

Chociaż na początku wpisu znalazły się dwa zdjęcia świetnie obrazujące jak podkład sprawdza się w mocnym, sesyjnym makijaży, to nie obędzie się też wersji na co dzień. Idealny dla nas, zwyczajnych śmiertelniczek, co to muszą czasami wyskoczyć do sklepu po mleko i bułki. Możemy wykonać go w kilka minut.

Na twarz nałożyłam jedynie krem. W tym przypadku nie użyłam korektora, by pokazać, jak podkład radzi sobie z problematyczną cerą. Widać to na następnym zdjęciu.

Aplikacja na sucho

Aplikacja podkładu w pudrze? Pewnie to niewykonalne! Tymczasem to jedna z przyjemniejszych form wyrównywania kolorytu skóry. Trochę przypomina mi zabawę z minerałami. Nie jest to ani trudne, ani kłopotliwe. Tutaj nie wykonujemy jednak kolistych ruchów pędzlem, bo używamy w tym celu mięciutkiej, białej gąbeczki. Wklepujemy delikatnie produkt w miejsca, które wymagają cieńszej (bądź grubszej) warstwy podkładu. Radzę uważać jednak aplikacją w okolicach ust, by nie podkreślić zbytnio drobnych, jaśniutkich włosków. Efekt krycia, jaki możemy uzyskać za pomocą podkładu Eveline może być zarówno lekki, idealny na plażę, jak i średni, który w połączeniu z korektorem może dać nam nawet efekt full cover.

Aplikacja na mokro

Oto sposób, dzięki któremu powinniśmy uzyskać nieco mocniejsze krycie. Powinniśmy, ale u mnie tak się nie stało. Obie formy aplikacji dają moim zdaniem zadowalający efekt. Najlepiej spryskać gąbeczkę wodą termalną i w ten sposób nałożyć podkład. W pierwszym momencie kolor wydaje się być zbyt ciemny, ale gdy tylko woda wyparuje, odcień wraca do swojej pierwotnej formy. Osobiście oferuję jednak aplikację na sucho. Należy jednak pamiętać, by w obu przypadkach nawilżyć wcześniej skórę odpowiednim kremem.



Kupować czy nie kupować, oto jest pytanie... 

Jeżeli lubisz eksperymentować z makijażem i nie boisz się nowych wyzwań, to ten produkt powinien znaleźć się w Twojej kosmetyczce! Ja lubię wykonywać z jego udziałem makijaż wieczorowy, gdzie bazę stanowi krem BB. Mogą go pokochać posiadaczki tłustej cery, ale tym z cerą suchą, raczej odradzałabym przygody z Face Sensation. Nawet w ofercie Eveline znajdą więcej sprzyjającym ich skórze kosmetyków. Ja pozostaję pod wrażeniem tego produktu. Nie spodziewałam się, że nawet w Rossmannie będzie można znaleźć taki produkt, co to przełamie wszelkie schematy, a dodatkowo nie zrujnuje domowego budżetu (a przynajmniej nie zeżre całego kieszonkowego).

Film vs Rzeczywistość

Na zakończenie mały bonus, bo ciekawych tricków i wiedzy, to nigdy nie jest za dużo. Niech to będzie zapowiedź tego, co planuję zrealizować w przyszłości. Oto, co widzimy na ekanie, a co sprawdza się w (nie do końca) szarej rzeczywistości.

FILM: Przy odpowiednim ustawieniu lamp, cera aktorek wyglądała na nieskazitelną i naturalnie gładką. Mimo wszystko aktorki często spędzały długie godziny na fotelu charakteryzatorskim. Najlepszym specom od wizażu makijaż nie zajmował wiele czasu, ale nie da się ukryć, że nie była to cienka warstwa podkładu. Niektórym aktorom przyciemniano nawet w ten sposób skórę, by z wizerunku przyjemnego europejczyka, zrobić z niego meksykańskiego zbira.

RZECZYWISTOŚĆ: W dziennym makijażu warto postawić na naturalny look. Z pomocą podkładu Eveline można uzyskać efekt zarówno bardzo delikatny, jak i ten znany z filmów noir. Światło słoneczne lubi jednak podkreślać nierówności naszej skóry, dlatego w tym wypadku MNIEJ znaczy WIĘCEJ.

FILM: Często wydaje się nam, że aktorka ma piękne, naturalnie czerwone usta. Również i to jest zasługą wizażystów, którzy są mistrzami zarówno w mocnym, wyrazistym makijażu, jak i tym w stylu make-up no make-up.

RZECZYWISTOŚĆ: Jeżeli nie lubisz mocno podkreślonych ust, zastosuj prosty trick, który sprawi, że twoje usta będą wyglądać na naturalnie zaróżowione. Nie aplikuj pomadki standardowo, posuwistym ruchem, a pacnij nią delikatnie na środek i boki ust. Później puchatym pędzelkiem, niechlujnie roozblenduj plamki. Uzyskasz taki efekt, jak na zdjęciu poniżej, gdzie zestawiłam ze sobą dwie ulubione pomadki Eveline - Colour Celebrities i Color Edition.



A czy Wy próbowaliście już podkładu w pudrze? Jakie kosmetyki Eveline znacie i polecacie? W mojej toaletce znajdziecie co najmniej kilka tuszy tej marki i naprawdę sporo produktów do pielęgnacji...