Moje włosy były bardzo długie. Były. Całkiem niedawno wygrzebałam z szuflady najmniej tępe nożyczki, podałam je mamie i stanowczo powiedziałam - Tnij. No i ucięła... i to całkiem spory kawałek. Po prostu postanowiłam zerwać kontakt z tą częścią włosów, która zaczęła być dla mnie oschła. A raczej sucha. To jak z niektórymi związkami - nie ma co się dalej męczyć, plątać i wyrywać sobie włosów ze złości. Lepiej po prostu uciąć raz a porządnie i sięgnąć po nową pielęgnację włosów. Po raz pierwszy zaufałam marce Dove, która postanowiła skusić mnie serią Advanced Hair Series, Regenerate Nourishment. Czy tym razem obędzie się bez drastycznych kroków?


Niech nie zwiedzie Was nieco niepokojąca tematyka zdjęć. Trzy produkty, o których za chwilę będziesz czytać, wcale nie popełniły żadnej zbrodni. Chociaż składem nie do końca zachwycają, to dwa z nich zachwyciły moje włosy i może i na stałe zagoszczą we włosowej pielęgnacji. Urzekły mnie nie tylko designem, który jest tak idealny w swojej prostocie, że z chęcią zobaczyłabym w takich opakowaniach połowę moich łazienkowych kosmetyków. Minimalizm jest na czasie i zawsze w modzie. O dziwo nigdy jeszcze nie pomyliłam tubek, pomimo, że ta z szamponem różni się tylko obecnością czerwonego gradientu. Logo, nazwa serii, przeznaczenie i... koniec. Z drugiej strony potrzebne informacje, które przydadzą się tylko ciekawskim i... odkrywcom składów. Perfekcja prostoty.


Dove
Advanced Hair Series, Regenerate Nourishment
Szampon regenerujący, odżywiający
________________________________
Ze znalezieniem odpowiedniego szamponu  jest trochę jak z podkładem idealnym. Używamy go często, niby ma wiele zalet, ale wciąż czujemy pewien niedosyt. Schody zaczynają się jednak wtedy, gdy cera nie toleruje SLS i SLES, a skóra głowy też lubi odrobinę marudzić na ten składnik. W swoim czasie przeszłam kurację z linią szamponów bez tej substancji. O plusach i minusach opowiem w swoim czasie, bo dzisiaj będzie o trzech zupełnie innych gagatkach. Jeden z nich to szampon, po który sięgnęłam pomimo zawartości SLES na drugim miejscu. Ten kontrowersyjny składnik bywa nieznośny. Wiele się o nim pisze, rozprawia, rozmyśla i chociaż wielu osobom krzywdy nie robi, to w zupełności nie zaszkodzi go omijać (jeżeli tylko jest taka możliwość). Odpowiedzialny jest za tworzenie piany (tak, ta przyjemna pianka na włosach to głównie jego sprawka), ale często też uczula i nic pozytywnego nie wnosi - poza tymi uroczymi bąbelkami. W moim przypadku po szampon Dove nie mogłam sięgać codziennie - inaczej kończyło się to lekkimi podrażnieniami. Standardowo muszę też uważać, by produkt nie miał kontaktu z moją cerą, dlatego zawsze spłukuję głowę odchylając ją do tyłu. Tak naprawdę nie mam podstaw, by sądzić, że szampon okazał się zły. Czasami tylko nie pienił się tak, jakbym sobie tego życzyła, spłukiwał się bez trudu, ładnie pachniał (jeszcze ładniej wyglądał stojąc w kąciku na wannie) a do tego włosy wydawały się być naprawdę zregenerowane. Ale... jak na właścicielkę odtrącającą SLES przystało, przy takich szamponach mycie głowy po dwóch dniach było obowiązkowe. O-BO-WIĄ-ZKO-WE. Najlepiej, gdyby było to możliwe i po jednym dniu. Włosy wyglądały źle tylko u nasady i dopiero związane w kitkę pozwalały na bezwstydne wyjście z domu. Nie jest to jednak nic nowego - jedyny szampon z tym nielubianym składnikiem, pozwalał mi myć włosy co trzy dni. Trzy. Bez zbędnego straszenia - nie jesteś takim wrażliwcem, nie masz czego się obawiać. Szampon zgrywa się bowiem całkiem fajnie z kolejnym produktem... 

Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Glycol Distearate, Sodium chloride, Cocamidopropy l Betaine, Glycerin, Acrylates/Beheneth-25 Methacrylate Copolymer, Amodimethicone, C10-40 Isoalkylamidopropylethyldimonium Ethosulfate, Carrageenan, Cetrimonium Chloride, Citric acid, Cocamide MEA, Dimethicone, Dimethiconol, Dimethyl Palmitamine, Dipropylene Glycol, Disodium EDTA, Gluconolactone, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Hydrolyzed Keratin, Laureth-23, Laureth-4, Methylarachidic Acid, Methylisothiazolinone, Mica, Parfum, PEG-4, PEG-45M, Phenoxyethanol, Poloxamer 407, PPG-12, Propylene glycol, Silica, Sodium benzoate, Sodium hydroxide, Sodium Lauryl Sulfate, Sodium sulfate, Styrene/Acrylates Copolymer, TEA-Dodecylbenzenesulfonate, TEA-Sulfate, Trehalose, Trideceth-12, Xanthan gum, Butylphenyl Methylpropional, Geraniol, Hydroxycitronellal, Linalool, CI 77891

Cena: około 21zł / 250ml


Dove
Advanced Hair Series, Regenerate Nourishment
Odżywka regenerująca
________________________________
Na ten produkt liczyłam i wielka chwała, że nie zostałam odesłana z kwitkiem. Odżywka Dove Regenerate Nourishment to część zaawansowanego programu, z ekstraktem z Czerwonych Alg i Nutri Keratin Complex, która regeneruje nawet bardzo zniszczone włosy aby stały się gładkie, silne i bez uszkodzeń - właśnie tak o niej piszą. Warto wspomnieć, że i szampon posiada wyżej wymieniony ekstrakt (ale komu ja to tłumaczę, przecież w końcu to zestaw). Było coś o gładkości? Było. I to również tyczy się włosów. Dobra odżywka to taka, która wręcz opływa nasze włosy, zostawiając niewidzialną powłokę, dzięki której włosy będą chronione, nawilżone i pięknie błyszczące - nie mylić z przetłuszczone. Jest to możliwe już od pierwszego użycia. Wcale nie trzeba czekać tygodnia na pierwsze rezultaty. Jeden prysznic, jedno mycie, jedno nałożenie odżywki - uśmiech na cały dzień. Mokre włosy mogę przeczesywać palcami i nie linieje przy tym jak mój kot. Nie jest to jednak odżywka, którą możemy nakładać od nasady - jest na to za ciężka i sam producent umieścił informację, by rozprowadzić ją od po połowy włosów aż po końce. Jakże mogłabym nie zgrywać mądrali - nie przeczytałam więc etykietki przed pierwszym użyciem i skończyło się na podwójnym myciu głowy, to taka przestroga na przyszłość. Jak na produkt za ponad 20 zł, odżywka jest bardzo wydajna. Spodziewałam się raczej szybkiego zużycia. Jednym z najprzyjemniejszych aspektów stanowi zapach - bo trzyma się on na naszych włosów na długo po myciu. Nienachalny, delikatny - taki, jaki często lubią komplementować mężczyźni. Wiecie drogie Panie (a może i czytają mnie mężczyźni?), nic tak nie cieszy kobiety, jak komplementowanie drobnych, ledwo zauważalnych szczegółów, 

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Dimethicone, Stearamidopropyl Dimethylamine, Glycerin, Amodimethicone, Behentrimonium Chloride, C10-40 Isoalkylamidopropylethyldimonium Ethosulfate, Carrageenan, Cetrimonium Chloride, Dipropylene Glycol, Disodium EDTA, DMDM Hydantoin, Gluconolactone, Hydrolyzed Keratin, Lactic acid, Methylarachidic Acid, Parfum, PEG-7 Propylheptyl Ether, Phenoxyethanol, Propylene glycol, Sodium chloride, Sodium sulfate, Trehalose, Butylphenyl Methylpropional, Geraniol, Hydroxycitronellal, Linalool.

Cena: około 21zł / 250ml



Dove
Advanced Hair Series, Regenerate Nourishment 
serum i olejek 2w1 regenerujące, odżywiające
________________________________
Ciekawe połączenie dwóch produktów. Olejek i serum pod jedną postacią. Jego zadaniem jest ratować włosy, jak David Hasselhoff ratował młode niewiasty. Zaawansowany program Dove Regenerate Nourishment powinien regeneruje nawet bardzo zniszczone włosy. Po moim spotkaniu z nożyczkami, regeneracji potrzebuję niewiele. Stawiam raczej na odżywienie. Po olejek nie sięgam jednak przy każdym myciu włosów - a przynajmniej nie ten. Używam bowiem dwóch różnych, które stosuję zamiennie. Serum od Dove zostawiam na ważniejsze wyjścia - kiedy chcę, by moje włosy naprawdę ładnie błyszczały, nie elektryzowały się i długo zachowały ładny zapach. Jest to bardzo przydatne, gdy spędza się wieczór w zadymionym barze, gdzie swąd papierosów miesza się z pszenicznym aromatem piwa. Zazwyczaj stosuję serum  na mokre włosy - 2 lub 3 pompki rozsmarowuje w dłoniach i następnie przeczesuję pasma palcami. Delikatnie, od połowy (nigdy od nasady!). Jeżeli po suszeniu okaże się, że niektóre  włoski wciąż się buntują - powtarzam czynność, ale używając już tylko jeden pompki serum. W składzie doszukamy się oleju migdałowego i przede wszystkim mojego ulubionego - kokosowego. Są i silikony, które nie zawsze dobrze działają na moje włosy. Często jest to jednak zależne od rodzaju silikonu, jego połączenia z innymi składnikami i tego, ile tak naprawdę go tam znajdziemy. Jeżeli tylko nie przesadzam z jego stosowaniem, otrzymuję zadowalający efekt. 

Skład: Cyclopentasiloxane, Paraffinum Liquidum, Dimethiconol, Amodimethicone, Cocos Nucifera Oil, Elaeis Guineensis Oil, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Helianthus Annuus Seed Oil, Parfum, Phenyl Trimethicone, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Butylphenyl Methylpropional, Citronellol, Geraniol, Hydroxycitronellal, Limonene, Linalool

Cena: około 39zł / 50ml


Z trzech produktów dwa okazały się bezbłędne. Jeden pozostał gdzieś na neutralnej płaszczyźnie. Marka Dove jednak mnie nie zawiodła. Przynajmniej nie we włosowej pielęgnacji, bo dalej żyję w nadziei, że zniknie z listy firm testujących kosmetyki na zwierzętach. 

Dni mijają, włosy odrastają a u mnie ani widać, ani słychać o rozdwojonych końcówkach i przesuszonych włosach. A wiecie - dobra przyjaciółka to taka, która nie tylko potrafi Cię komplementować, ale wytknie również kilka wad, z którymi możesz sobie przecież poradzić. Na razie cieszę więc tymi pochlebnymi opiniami. Wiem, że przede mną jeszcze długa droga - dobranie maski, płukanek i innych zabiegów, o których nawet nie śniłam, ale jeżeli już postanowiłam zmienić moje włosowe postanowienia, to postaram się tego trzymać. Długo. Jak najdłużej. Takie efekty są tego warte.

Czy wśród czytelników są włosowi wrażliwcy? Kto omija włosy z SLES? Po jakie odżywki sięgacie najczęściej? A może jest tu ktoś, kto podzieli się swoim zdaniem na temat silikonów w produktach?