Tak wiele mówi się o celebrowaniu tych najzwyczajniejszych chwil, że pochłonięci rozmyślaniem o ich znaczeniu, po prostu zapominany się nimi zachwycać. A codzienne czynności naprawdę potrafią sprawiać radość i wcale nie muszą być tak zwyczajne, jak zwykło się o nich mówić. Weźmy za przykład picie herbaty. Niby takie nic, człowiecza słabostka i uzależnienie, ale to od Nas zależy, czy wolimy pijać ją w kawiarni a może jedynie we własnym towarzystwie. W ogromnym kubku, co to ledwo mieści się na stole albo w tej malutkiej filiżaneczce, co to jej ścianki są taki cieniutkie, że prawie przezroczyste. Wiele osób nie wyobraża sobie czytania wieczornej lektury, bez obecności jakiegoś słodkiego wywaru o owocowym posmaku. A ja?


Rytuał parzenia herbaty, to nowy cykl na blogu, który udowodni, że parzenie herbaty, to wcale nie taka nudna kwestia, jakby mogło się innym wydawać - i że można o niej pisać tak długie posty, że na jednym kubku się nie skończy. Zmierzę się więc z trudnym tematem uwiecznienia na zdjęciach kolorowych kubeczków i fantazyjnych szklaneczek, zdradzę Wam CO piję, a nawet JAK piję - bo nie zawsze jest to takie oczywiste. Pokażę również, że może być zarówno smakowicie, jak i zdrowo. Mam zamiar upijać się całkiem legalnie i rozprawiać głośno o moim uzależnieniu, bo w tym przypadku po prostu wypada. Wszystkich spragnionych zapraszam więc na herbacianą ucztę...

Mój składzik herbat zaczyna powoli przypominać spiżarnię pani Sprout albo magazyn profesora Snape'a. Jest kolorowo i różnorodnie. Herbatki dzielę na lecznicze, co to w złych chwilach poratują i dbają o moje zdrowie , znajdzie się też kilka tych z kategorii umilaczy, czyli herbat przeznaczonych tylko na specjalne okazje, ale najwięcej miejsca zawsze przeznaczam na dzienniaki, czyli herbaty sprawdzające się zawsze i o każdej porze. Dzisiaj jednak wspomnę o tych ostatnich, bo to co uniwersalne, zazwyczaj jest najbardziej pożądane.

Na wstępie poddam się pod osąd - a może i nawet wymierzycie mi karę - bo jedyna herbata, na widok której uciekam gdzie liście yerba mate rosną, to najpopularniejsza i zarazem najzwyklejsza herbata marki Lipton. Każdy kojarzy te charakterystyczne, żółte opakowanie, co to kryje w sobie rządek czarnej herbaty. Nigdy! Zawsze udaję, że jej nie widzę, skłonna jestem nawet sięgnąć po najtańszą, zapomnianą herbatę, jaką znajdę na sklepowej półce, byle tylko nie wybrać tej wersji Liptona. Wydaje mi się zbyt zwyczajna, mało kusząca i niknąca gdzieś pośród smakowych naparów. Cała sprawa ma się jednak zupełnie inaczej, gdy mowa o piramidkach. Te cudaczne torebki herbaty, pakowane po 20 sztuk w jednym pudełeczku, kuszą różnorodnymi kompozycjami smakowymi. W ostatnim czasie poznałam cztery nowe, niezwykle ciekawe propozycje od Liptona, które okazały się inspirującym tematem zdjęć. 


Lipton
Amazingly Grey 
_________________________
Czarna herbata nie jest taka zła, jakbym się tego mogła spodziewać. Musi jednak zostać odpowiednio podana i urozmaicona. Amazingly Grey, to połączenie czarnej herbaty z cytruswym aromatem bergamotki. Jest więc bardzo egzotycznie, ale bez zgubienia mocnego, charakterystycznego smaku. Przyznam szczerze, że chociaż można by mnie uznać za największego wroga pana Greya i jego sadomasochistycznych swawoli, to ta herbata właśnie z nim mi się kojarzy. Ma w sobie nutę tajemniczości, której już dawno nie znalazłam w żadnej herbacie. Zdecydowanie bardziej pasuje do męskiego charakteru, niż do kobiecej delikatności. 


Lipton
Flirty Lady Lipton
__________________
Skoro poprzednia herbata była iście męska, znalazła się więc i taka, co bardziej przypasuje płci pięknej. Czarujący smak - taki opis znalazł się na opakowaniu. Ponoć nie można się jej oprzeć... i po raz pierwszy zgodzę się z reklamą producenta. Połączenie czarnej herbaty z kwiatowym aromatem, jest duetem idealnym. Te piramidki znikają w moim domu w oka mgnieniu i nie pozwalam nikomu ruszać mojej nowej miłości. Taka irracjonalna miłość do zwyczajnie niezwyczajnej herbaty. Delikatnej, niezwykle pachnącej i wpasowującej się w każdą porę dnia - niezależnie, czy popijam ją o poranku, czy w porze obiadu. Takich oryginalnych perełek wśród herbat szuka się czasami latami. Dla mnie to gwiazda tej zimy, do której zechcę pewnie wrócić w nieco cieplejszej porze roku.



Lipton
Dynamic Gunpowder Green
_________________________
Czyżby to kolejna męska herbata? Odrobinkę tak, a to wszystko przez bardzo mocny, charakterystyczny smak. Nawet po trzech minutach parzenia, woda ledwie zmienia swój kolor i pozostaje prawie przezroczysta. Tym razem jest to bowiem zielona herbata. Daje mocnego kopa energii o poranku. W końcu nie każdy zna właściwości i dobrocie, jakie niesie za sobą picie zielonej herbaty. Przede wszystkim wzmacniamy naczynia krwionośne, przeciwdziałamy zakrzepom krwi, cieszymy się zawartością witaminy C, B i E. Dodatkowo wspomagamy nasz metabolizm i obniżamy ciśnienie krwi. Bardzo kuszące, nieprawdaż? Tymczasem na picie zielonej herbaty muszę mieć humor. I to nie byle jaki. Nic nie może zaprzątać mi głowy ani mącić mojego spokoju. Wtedy jestem gotowa sięgnąć po herbatę, która jak na moje wymagania nie smakuje najlepiej, ale działa całkiem przyjaźnie. Pobudza do działania. I pisania. Jak teraz. 


Lipton 
Daring English Breakfast
________________
Takie smaczki zostawia się na koniec. Jeżeli mielibyśmy od kogoś uczyć się picia herbaty, to właśnie od angielskich arystokratów. Tymczasem zaserwowano nam perfekcyjny dodatek do tradycyjnego, angielskiego śniadania. Wyrazisty smak, który raczej nie powinien wpasować do kompozycji porannego posiłku a jedynie wpleść się w popołudniową przerwę. A jednak mu się udało i całkowicie spełnił moje wyobrażenia na temat angielskiej klasy i arystokratycznego charakteru. Zasmakuje tylko wybrańcom, co to szukają w piciu herbaty nowych wrażeń. A może to Bond z opowiadań Iana Fleminga pijałby właśnie taką herbatę? Gdzieś w przerwie pomiędzy przejażdżką swoim Mustangiem a wieczornym Martini - obowiązkowo wstrząśniętym i niezmieszanym. 


Smakosze herbaty doskonale mnie zrozumieją, jeżeli powiem, że próbowanie nowej herbaty, to równie emocjonujące wydarzenie, niczym pierwsza jazda na rowerze. I to bez doczepianych kółek! Człowiek nie jest w stanie przewidzieć, co go za chwile spotka. Czy popłynie gdzieś na fali słodkiego aromatu, czy może czeka go gorzki prysznic w postaci posmaku czarnej herbaty w duecie z cytrynową cierpkością. Kto by tam to wiedział! Ciężko mi powiedzieć, czy bardziej pochłania mnie magia sypanych herbat, czy może wolę raczyć się kompozycjami stworzonymi przez całe sztaby ekspertów. Lubię różnorodność, tego jestem pewna. Często sama doprawiam moje herbaty, łącząc je z odrobiną imbiru, łyżeczką soku z pędów sosny, czy też osładzając miodem. Oto temat rzeka, który doczeka się swojej kontynuacji w kolejnych postach, więc jeżeli chcecie zrozumieć o co tak naprawdę chodzi w piciu herbaty, czekajcie cierpliwie a wynagrodzę Was naprawdę fascynującymi smaczkami! 


A czy wśród moich czytelników mam zwolenników herbatek w torebkach czy może wersji sypanych?