Pranie firanek, mycie okien, generalne porządku - właśnie zaczęło się wielkie odliczanie do świąt. Nie ma chwili wytchnienia, praca wrze a i lista prezentów wciąż niepełna. Mam więc dla Ciebie, drogi czytelniku,  pewną propozycję. Trzy produkty, które sprawdzą się zarówno jako prezent dla bliskiej osoby, ale będą idealne także dla Ciebie, byś mógł odetchnąć w nadchodzącym, świątecznym czasie i zregenerować się przed Nowym Rokiem.


Relaks. Niby nic wielkiego, a jednak należy do największych życiowych przyjemności. Dla każdego ta chwila wytchnienia wygląda inaczej - ciekawa lektura, aparat w dłoniach, wanna w duecie z pachnącą świecą. Ilu ludzi, tyle sposobów na relaks. Są jednak i uniwersalne sposoby, jak domowe SPA. Nie zawsze potrzeba drogich zabiegów, by spędzić miły wieczór, a następnego dnia obudzić się z tym cudownym uczuciem wypoczęcia. Po świątecznych porządkach, nasze ciało będzie potrzebować solidnej regeneracji. Chcemy pachnieć czymś innym niż płynem do mycia szyb, mieć miękkie dłonie, które tyle razy zanurkowały w wiaderku z wodą a do tego wylegiwać się w miękkim szlafroczku, z równie miękką skórą. 

VINTAGE BODY OIL
___________________________________________
Jeżeli nie znacie jeszcze produktów Vintage Body Oil, nie martwcie się, sama usłyszałam o nich całkiem niedawno. Cztery serie, w których skład wchodzi kilka produktów. Każda linia, to inny olej - do wyboru mamy serie z olejem makadamia, masłem shea, olejem arganowym i olejem abisyński. Oprócz tego znajdziemy w ofercie kilka profesjonalnych peelingów, w uroczych, dużych, szklanych słoiczkach, które z kolei mają właściwości ujędrniające, odprężające czy pobudzające. O nich jednak poczytacie więcej już niebawem. Charakterystyczny dla marki jest design opakowań. Jak na nazwę przystało - jest klasycznie, ale niczym z innej epoki. Nieczęsto znajdziecie na opakowaniu żelu pod prysznic, wizerunek gwiazdy filmowej z lat 50. XX wieku albo postać wyjętą z czasów Wielkiego Gatsby'ego. Ma to swój czar i urok. 


Nie dane mi jeszcze było poznać wszystkich dostępnych serii, ale jedna już zdążyła mnie oczarować. Wybrałam tę z olejem abisyńskim, bo to o tym składniku wiedziałam do tej pory najmniej. Kusił jednak niezwykłym działaniem i pochlebnymi opiniami. Olej ten ma niezwykłą strukturę cząsteczkową, która determinuje jego cenne właściwości. Tłoczy się go z nasion katranu abisyńskiego, czyli jednorocznej rośliny z Afryki. Bardzo łatwo rozprowadza się na skórze, ale nie ma typowej, lepkiej formuły. Jest bardzo łatwo absorbowany przez skórę, przywraca jej delikatność i młodzieńczy blask. W odróżnieniu do innych olejów, skóra pozostaje gładsza przez znacznie dłuższy czas. Czy to nie brzmi fantastycznie? A czy wspomniałam, że posiada wysoki potencjał antyoksydacyjny, co sprawia, że chroni skórę przed wysuszeniem i poprawia jej funkcje ochronne?

PELLING CUKROWO-ORZECHOWY 

Nie muszę chyba rozpływać się nad jego zapachem, który zresztą wspaniale wpisuje się w najchłodniejszą porę roku. Gdyby bliżej przyjrzeć się temu, co znajdziemy w składzie, okaże się, że jest tam nie tylko olej abisyński, ale także oliwa z oliwek, olej migdałowy i prowitamina B5. Jak na peeling przystało, bezbłędnie pozbywa się martwego naskórka, by nasza skóra mogła szybko się zregenerować. Poprawia się w ten sposób jej kondycja, co może pomóc nawet w niwelowaniu drobnych zmarszczek. Z tym jednak nie prowadzę jeszcze zaciekłej walki, ale wizja posiadania pięknego i jędrnego ciała, przez jak najdłuższy czas... kto by temu nie uległ? Jeżeli chcemy cieszyć się takimi efektami, nasze spotkania z peelingiem powinny odbywać się regularnie, najlepiej raz w tygodniu. Zapach jest na tyle przyjemny i kojący, że można tutaj mówić nawet o aromaterapii. Peeling mechaniczny to pobudzanie mikrokrążenia. W naszym produkcie odpowiedzialne są za to kryształki cukru oraz eksfoliant z łupin orzecha. Są jednak na tyle odczuwalne, że należy robić to ostrożnie, poprzez delikatne koliste ruchy. Następnie należy bardzo dokładnie opłukać ciało ciepłą wodą, inaczej pozostanie na skórze tłusta warstwa, która nie każdemu przypadnie do gustu. Właściwości nawilżające są tutaj jednak tak dobrze widoczne, że po takiej kąpieli nie musimy już sięgać po żaden nawilżający balsam. Czy peeling sprawdzi się jako prezent? Tak, bo to jeden z tych uniwersalnych kosmetyków, który powinna mięć młoda, ale także i dojrzała kobieta. Nigdy nie jest za późno, by zadbać o naszą skórę. 
Cena: ok 13 zł / 200 ml  


Peeling cukrowy do ciała, rąk i stóp

Czas na werble i fanfary. Ten produkt, moi drodzy Państwo, jest niestandardowy, nienagannie kuszący i pozwala doznać niewyobrażalnych przyjemności. Dwufazowy peeling do ciała, rąk i stóp, jak nic nadaje się do masażu - ale tylko wtedy, gdy przed użyciem nie wstrząśniemy buteleczką. Gdy go dopadałam, to szybko z rąk nie wypuściłam. Do składu dodano olej migdałowy, witaminę E i ekstrakt z rumianku. Niestety nie obyło się również bez parafiny, dlatego ograniczam się do użytku tylko w przypadku dłoni i stóp. Ma jednak naprawdę silne właściwości regenerujące. Wystarczy niewielka ilość, by wykonać masaż obu dłoni.Często narzekam na wydajność, ale tym razem, po kilku użyciach nie widzę zbyt dużej różnicy w zużyciu. Takie produkty pożądamy! Jeżeli nie wstrząśniemy buteleczką, peeling przypomina raczej olejek, bo w zupełności nie czujemy tam żadnych drobinek, które miałyby ścierać naskórek. Po dłużej chwili wmasowywania produktu w nawilżoną skórę, odczujemy przyjemne ciepło. Aż nie chce się na tym poprzestawać! Żeby uzyskać jego mechaniczne właściwości, musimy odrobinkę się namęczyć. W końcu to produkt dwufazowy, więc wymagane są niemałe wstrząsy i cyrkowe akrobacje. Po wykonanym masażu zmywam produkt, a skóra wydaje się być miękka jak nigdy. Efekt ten utrzymuje się naprawdę długo. Dodatkowo dłonie pachną bardzo pięknie i to dosłownie godzinami. Oto recepta na idealny wieczór - niepozorny, dwufazowy peeling, ukochana osoba i długie minuty przyjemnego masażu dłoni i stóp. Wymiennie, by nikt nie poczuł się pominięty!
Cena: ok 13 zł / 130 ml  


Aksamitny żel pod prysznic

Skład jest zbliżony do wspomnianego wyżej peelingu - znów pojawia się tutaj oliwa z oliwek, prowitamina B5 i olej abisyński. Jest to jednak produkt, który nie przypadnie do gustu wrażliwcom - w składzie znajdziemy znienawidzony przez wielu składnik, czyli tak zwany SLES (Sodium Laureth Sulphate). Staram omijać się go szerokim łukiem, bo nierzadko bywało, że moja skóra bardzo źle reagowała na kontakt z nim. Chociaż tyczy się do głównie produktów do pielęgnacji twarzy, to staram się też omijać produkty pod prysznic, które umieściły SLS czy SLES na drugim miejscy. Wiele o nim nie mogę więc powiedzieć, ale odważyłam się i spróbowałam. Nie można odebrać mu takich zasług jak nawilżanie skóry czy piękny zapach. Taki z niego mały kusiciel. co mi trochę zawrócił w głowie i gdyby nie skład, mógłby zawitać na dłużej w mojej łazience. Porządna etykietka nie znika z opakowania tuż po kontakcie z wodą, a miło, żeby gościła tam jak najdłużej, bo przyciąga uwagę i prezencję zalicza na piętkę z plusem. Aksamitny żel jest dopełnieniem peelingu i uatrakcyjnia domowy zabieg SPA.
Cena: ok 13 zł / 200 ml  



Chociaż żel pod prysznic odrobinę mnie rozczarował, to obydwa peelingi zyskały ułaskawienie dla całego zestawu. Począwszy od nietuzinkowych buteleczek, przez orientalny zapach i olej abisyńskie w składzie. Mają moją przychylność. Liczę jednak, że może kiedyś znikną ze składu te nieprzychylne składniki.

Gdy brak pomysłu na prezent, takie trio może okazać się bezpiecznym rozwiązaniem. Bo co by tutaj dużo mówić - skarpetki, chociażby nie wiem jak kolorowe, nie są pożądanym widokiem w stercie świątecznych prezentów. Natomiast tego typu kosmetyki są uniwersalne - raczej nie pogardzi nimi ani zbuntowana nastolatka, ani marudna ciotka Hela. Warto przyjrzeć się bliżej zastosowaniu każdej z serii, bo może akurat lepszym wyborem okaże się olej arganowy albo produkty z masłem shea? Ilość propozycji jest niemała, a ceny kuszące - chociażby ostatnio, przy małej wyprawie do Hebe, w oko mi wpadł (a ja do niego zamrugałam) zestaw składający się z masła do ciała, olejku i żelu pod prysznic, za niecałe 25 zł. Pamiętajcie jednak, by nie wręczać takiego prezentu osobom uczulonym na SLS czy SLES, a także tym całkowicie stroniącym od parafiny - wtedy może bezpieczniejsze będą jednak skarpetki. 

Czy ta marka była do tej pory nieznana tylko mnie? Jakie macie zdanie o dwufazowych peelingach i parafinie w składzie?