Niektóre produkty, mimo, że używane codziennie, nie zwracają zbytnio naszej uwagi. Zaspokajają jeydnie podstawowe potrzeby, dlatego nie tracimy czasu na szukanie innych, lepszych zamienników. O ile żele pod prysznic to wspaniały materiał do testowania, a także szukania nowych doznań przy porannym (oraz wieczornym) prysznicu, tak oto mydła w płynie, zazwyczaj po prostu ''są''. Bez zbędnych słów, stoją sobie grzecznie na wannie i pozostają niezauważone. A gdyby tak był taki produkt, jedyny w swoim rodzaju, o zniewalającym zapachu, uroczym designie i... naturalnym składzie? Gdyby był, nazywałby się YOPE i od kilku miesięcy znajdowałby się w mojej łazience.

Trzy mydła - o zapachu werbeny, figowe i wanilia z cynamonem

Przestańmy jednak gdybać. Marzenia się spełniają - nawet te kosmetyczne. Od kiedy zraziłam się do kosmetyków zawierających w składzie SLS i SLES, kręciłam nosem na większość produktów, które miały towarzyszyć mi podczas kąpieli czy przy prysznicu. Szampony, żele do mycia twarzy, żele pod prysznic - część produktów wylądowała w koszu, albo używałam ich z wielką ostrożnością. Główny warunek - jak najdalej od twarzy i skóry głowy. Nikt przecież nie lubi, gdy jego cera wariuje. Niełatwo znaleźć takie produkty, które nie będą grzeszyć składem, dostępnością i przede wszystkim... ceną. Wydawało mi się to awykonalne, do czasu, aż przypadkiem nie poznałam mydła w płynie marki Yope. 

Naturalnie niezwykłe

Właśnie tak marka pisze o swoich produktach. Naturalne? Tak. Niezwykłe? Tak, tak, tak. Sama mam sobie za złe, że rozpływam się nad trzema mydłami w płynie, jednak po zużyciu prawie pięciu buteleczek i niezmienionej przez ten czas sympatii, jak tu nie mówić dobrze o produkcie? Sama nigdy nie zwracałam uwagi na mydła. Za tymi w kostce nie przepadam szczególnie, no chyba, że wyglądają naprawdę uroczo, a ich skład jest prosty i nieszkodliwy. Mydła w płynie to jednak przede wszystkim wygoda. Możemy je przelewać, nie uciekają z rąk (bo chyba każdemu, przynajmniej raz w życiu, kostka zwiała do wanny), bywają również bardziej ekonomiczne i nie rozpływają się w mydelniczce. Produkty codziennego użytku nie muszą być nudne, a nawet takimi być nie powinny. No i mamy. Kolorowe, pachnące i naturalne. Marka Yope wypuściła na rynek dwie serie - mydła w płynie do codziennego użytku, ale także w wersji kuchennej. Na zdjęciu możecie zobaczyć, że różnią się od siebie co prawda niewiele, ale może właśnie dlatego chce się poznać je wszystkie.

Waniliowe mydło z dodatkiem cynamonu

Te trzy mydełka, są chyba najdłużej testowanymi przeze mnie produktami. Po raz pierwszy miałam z nimi styczność już w kwietniu tego roku. Byłam jedną z trzech szcześliwych osób, które poznały nowość na polskim rynku. Wygrałam moje pierwsze trzy sztuki i zakochałam się w nich na całego. Dwie wykorzystałam, jedną uczyniłam prezentem. Teraz, gdy po raz kolejny miałam przyjemność poznać ofertę Yope, zwróciłam uwagę na najmniejsze szczegóły, począwszy od składu poprzez dostępność i skutki stosowania.


Naturalny skład cieszy i rozpieszcza

Może nie jestem wielką znawczynią kosmetycznych składów (chociaż bardzo staram się to zmienić), ale są pewne substancje, na które uważam, a których nie znajdziemy w produktach Yope. Każde z mydełek ma zbliżony do pozostałych skład. Wiąże się to z wariantami zapachowymi, których mamy zresztą aż trzy. W zależności od wyboru, znajdzie się tam werbena, wanilia albo figa. Wciąż jest to jednak mydełko, czyli kosmetyk, który ma odpowiadać za higienę. Znajdziemy więc w składzie substancje odpowiadające za utrzymanie czystości - skuteczne, ale niedrażniące. Są na tyle neutralne, że nie wyrządzą naszej skórze krzywdy. Przekonajmy się więc, jak to jest z tą naturalnością.. Oto przykładowe składniki, odpowiedzialne za właściwości czyszczące...
Cocamidopropyl Betaine (odpowiada za konsystencję piany i jako jedynyskładnik, mógłby zostać wyeliminowany)
Sodium Lauroyl Sarcosinate (środek neutralny)
Cetyl Betaine (łagodny detergent)
Decyl Glucoside (łagodna substancja o właściwościach myjących, pochodzenia nautralnego)
Coco-Glucoside (zdrowy, łagodny, poliglukozyd kwasów oleju kokosowego).

Skoro jednak SLS i SLES to tak popularne substancje, dlaczego nie znajdziemy ich w składzie? Producent umieścił na ulotce informacje, że są to tanie detergenty syntetyczne, powszechnie stosowane jako ''ulepszacze''. Mają właściwości pianotwórcze i myjące, ale są również uważane za najbardziej niebezpieczne spośród składników stosowanych w produktach do pielęgnacji. Mogą drażnić, przesłuszać skórę, zaburzać wydzielanie łoju i potu. Są też powodem jednym z powodów wyprysków - czego moja osoba jest żywym dowodem. Na opakowaniu samych mydełek, znajdziemy zwięzły i kuszący opis - 92%, to zawartość składników pochodzenia naturalnego oraz tych o niskim stopniu przetworzenia. Receptura to brak parabenów, brak SLSu, brak SLESu i silikonów. Takiego składu mogłaby pozazdrościć niejedna marka kosmetyczna. Yope po prostu udowadnia, że można zrobić coś nieszkodliwego, bezpiecznego i zarazem... niedrogiego. 

Pełny skład przykładowego mydełka: Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Sodium Lauroyl Sarcosinate, Verbena Officinalis Flower / Leaf Extract, Cetyl Betaine, Decyl Glucoside, Coco - Glucoside, Glycereth-2 Cocoate, Sodium Benzoate, Potasium Sorbate, Parfum, Lactic Acid, Limonenes, Citral, Allantoin, Panthenol, Linalool, Geraniol, Benzyl Benzoate, Citronellols, Hexyl Cinnamal.


Czy naturalne oznacza drogie? 

Chyba nie jestem jedyną osobą, która pragnie używać produktów naturalnych, ale nie zawsze ma na to pieniądze. Nie oszukujmy się - czasami dopisek naturalne czy eko, wiąże się również z niezbyt zachęcającą ceną. Należy jednak pamiętać, że pewne składniki nie należą do najtańszych i żebyśmy mogli cieszyć się ich działaniem, nie wystarczy ich śladowa ilość w produkcie. Płacimy, wymagamy. Nie można jednak powiedzieć, że rzeczą niemożliwą jest znaleźć naturalne produkty w przystępnej cenie. Pierwszy sposób - wytwarzać je samemu. Wiele składników zakupimy bez problemu, a znając odpowiednie proporcje, możemy zrobić domowy peeling, tonik czy inny kosmetyk z kategorii pielęgnacyjnej. Jeżeli nie mamy do tego czasu i odpowiedniej ręki, wystarczy poświęcić chwilę, na internetowe poszukiwania. Tutaj przykładem pozostają mydła w płynie YOPE. Cena buteleczki waha się między 14 a 22 zł. Dostępność jest coraz lepsza. To nowa marka na polskim rynku. Co prawda na razie ogranicza się do internetowych sklepów, ale jak na razie produkt dostępny jest m.in. w sklepie Kosmetyczna Glinka, Blisko Natury czy w sprawdzonych przeze mnie drogeriach internetowych eKobiecaKosmetykomania. Linki przekierują Was prosto do produktów. Zawsze można skorzystać z dnia darmowej wysyłki albo zamówić większą ilość sztuk wybierając odbiór za pomocą paczkomatu. 

Wanilia z cynamonem, figa i werbena

Termin przydatności wynosi aż 18 miesięcy, czyli wystarczająco, aby mydełka zużyć. Na wydajność nie można narzekać. U mnie mają naprawdę sporo zastosowań. Oprócz codzienneg użytku, sprawdzają się również przy praniu pędzli, ale także zapieraniu drobnych plam na delikatnych tkaninach. Uniwersalność górą!


Opakowanie mydła w płynie nie musi być nudne

Ile razy słyszeliście, że nie należy oceniać książki po okładce? Nikt jednak nie zaprzeczy, że okładka to pierwsze, na co zwrócimy uwagę. W tym wypadku będzie to buteleczka. Smukła, chociaż całkiem spora i niebanalnie urocza. Trochę ze mnie sroczka i do unikatowych opakowań mam niemałą słabość. A gdy widzę taki odważny design, nie mogę się powstrzymać. Etykietki są wodoodporne - nie złażą zaraz po postawieniu butelki na wannie. Dzielnie trzymają się do końca, a i nawet wtedy nie są skłonne opuścić swojego miejsca. Właśnie dlatego, daje buteleczkom drugie życie. Przelewam do nich płyny do kąpieli, szampony i inne produkty, które powinny być zawsze w zasięgu ręki, a zarazem na widoku. Możemy nakleić dodatkową etykietkę i nie zmarnować uroczego opakowania. Bo takie ono jest. Stonowane, ale słodkie. Eleganckie i niepowtarzalne. Zobaczcie zresztą sami. Taka buteleczka to 500 ml płynnego szczęścia. Dokładnie - całe pół litra mydełka, które służy nam naprawdę długo. Nie bywam oszczędną osobą, a przy takich zapachach, aż chce się częściej zaglądać do łazienki... 

Pranie pędzli w delikatnym mydle Yope

Najlepszy sposób na mycie pędzli


Skoro moja cera nie toleruje SLS i SLES, to dlaczego miałabym prać moje pędzle, przy użyciu produktów, których nie użyłabym przy pielęgnacji skóry? Kiedyś nie dbałam szczególnie o pędzle. Cóż się jednak dziwić, miałam tylko kilka pokrak, które gubiły włosie przy każdej możliwej okazji. Wraz ze zmianą pędzlowego asortymentu, zmieniałam również produkty, które pomagają zadbać o moje mięciutkie puchacze. Próbowałam już szarego mydła,  delikatnych szamponów, ale nic do tej pory nie jest w stanie zastąpić mydełek Yope. Wystarczy niewielka ilość, by doczyścić nie tylko pędzle umorusane cieniami czy pudrem, ale także te od podkładu i przybrudzone czerwoną pomadką. Dla tych mydełek nie ma rzeczy niemożliwych. Należy nawet uważać, by nie użyć zbyt dużej ilości produktu. Ładnie się pieni, więc nie chcemy spędzić dodatkowych kilku minut, na wypłukiwanie białych bąbelków spomiędzy włosia. Gwarantuję, że tuż po pierwszym praniu, pędzelki nie tylko będą miękkie jak kocie futerko, ale jeszcze otulą nasze zmysły cudownym zapachem... 

Naturalny skład i wspaniały zapach

A gdy o zapachu mowa, to utrzymuje się on zaskakująco długo. Nie znika tuż po umyciu rąk. Dodatkowo neutralizuje inne, niepożądane zapachy. O tym przekonał się nawet mój kot, gdy przy myciu wielgachnej kuwety, dolałam do wody mydełko o zapachu wanilii i cynamonu. 

Pachnące trio - jak ważny jest zapach? 

Najpierw poznałam design. Uroczy i słodki. Po zapachu nie spodziewałam się zbyt wiele. Myślałam, że będzie całkiem przeciętny, czyli taki, jaki oferuje większość produktów drogeryjnych. Błąd. Oprócz wysokiej jakości i niebanalnego wyglądu, mamy jeszcze zapachy, które trafią w gusta każdego. W końcu mamy trzy warianty, a każdy z nich jest nie tylko unikatowy, ale przez obecność składników zapachowych, ma zupełnie inne właściwości pielęgnacyjne.


Werbena
_______________________
Ulubieniec. Niezastąpione mydełko, zasługujący na szczególne wyróżnienie. W składzie znajdziemy ekstrakt z liści werbeny pospolitej. Zapach jest cytrusowy, lekko koloński i co najważniejsze - świeży. Sama nie byłam świadoma, że taka kompozycja może tak bardzo wpływać na zmysły. Przynajmniej moje oczarowała. Mydełko ma działanie antybakteryjne. Zmiękcza naskórek, a dawka gliceryny roślinnej sprawia, że skóra jest elastyczna, wygładzona i niepodrażniona.

Wanilia i cynamon
_______________________
To druga kompozycja zapachowa, która zrobiła na mnie wrażenie. Słodka i korzenna. Pasująca znakomicie do świątecznego klimatu, przez co może okazać się dobry pomysłem na prezent. W składzie znajdziemy ekstrakt ze strączków wanilii i cynamonowej kory. Najbardziej pobudzające połączenie, może nawet nieco relaksujące. Skład sugeruje działanie przeciwzapalne i odmładzające. Nie pozwala na rozwój bakterii i walczy z wolnymi rodnikami.

Figa
_______________________
Najmniej trafiła w moje gusta, ale skuteczności działania nie mogę jej odebrać. Kompozycja zapachowa jest typowo owocowa, śródziemnomorska i słodko-świeża. Czyli niezbyt pasująca do mojej osoby. Ekstrakt z owoców figowca walczy z wolnymi rodnikami. Witaminy B i C odpowiadają za regeneracje skóry i odpowiednie nawilżenie, a witamina B5 łagodzi podrażnienia. Pod względem składu to najciekawszy produkt, ale to Werbena rozkochała mnie w sobie na całego.

Wanilinowe, figowe i o zapachu werbeny

Ale nawet zapach nie zastąpi tego, jak wyglądają moje dłonie podczas używania mydełek w płynie Yope. Już od dawien dawna, gdy nadchodziła zimowa pora, walczyłam z jednym i tym samym problemem - pękającą na dłoniach skórą. Powodem było przesuszenie i notoryczne zapominalstwo w przypadku używania kremu do rąk. Ostatnio krem jest mi już potrzebny i wystarczy, że od czasu do czasu użyję go wieczorem lub w czasie dnia. Skóra na dłoniach wygląda naprawdę na zadbaną, a takiej regeneracji nie spodziewałabym się po używaniu mydła. Nie tylko mnie przypadło ono do gustu. Domownikom i gościom także. Zdarzało się, że podpytywali co ta za pięknie pachnący produkt. Do tego buteleczka wpasuje się w każdy wystój - ten minimalistyczny, skandynawski a także retro i klasyczny. Gdyby to jednak było na tyle. Skądże! W następnym wpisie opowiem Wam o drugiej serii - mydełkach kuchennych, które działaniem choć buteleczką mają podobną, to działają zupełnie inaczej... 

A  Wy, drodzy czytelnicy... Czy zwracacie uwagę na skład? Po jakie mydła sięgacie najczęściej?