Zaczęło się od pobudki o czwartej nad ranem (nie żebym trzy godziny wcześniej uporała się ze "Światem marzeń zakupoholiczki", idealną lekturą do poduszki) a skończyło się, jak po dobrej imprezie - późno i z bólem głowy. Tak minął mi 24 października, wielkie wydarzenie dla blogerek urodowych - a dla mnie dzień wzlotów i upadków. Rozczarowań i spełnionego marzenia...


Jechałam tam z lekkim ściskiem w żołądku, wzmożoną nieśmiałością i ogromną ciekawością. Kogo spotkam? Kogo poznam? Jaką gafę popełnię... Bo w tym jestem przecież najlepsza i zawsze bezbłędna! Taki pierwszy raz, pierwsza "randka" ze światem blogerskim, przecież to wielkie wydarzenie. Wystroiłam się, przypudrowałam nosek, naładowałam aparat i... Pojechałam.

Niezła z Ciebie "BABKA"
_____________________________________
Miejsce zawsze jest przecież ważne, a tutaj wybór był bezbłędny. Przytulnie, ale i nowocześnie. Ogromne przestrzenie, miejsce by usiąść, wygodne rozmieszczenie sal do warsztatów i dużo, dużo krzeseł dla każdego, kto chciał wysłuchać któregoś z wykładów. Było schludnie, chociaż ciasno. Do tego miejscówka w samym centrum! Babka mieszcząca się przy ulicy Młocińskiej 5/7 była naprawdę świetnym wyborem. Miejsca parkingowe, łatwy dojazd... centrum handlowe tuż ''za rogiem''. Właśnie tak wyobrażałam sobie to miejsce! 



Golden Rose zachwyca
_____________________________________
Od tego stoiska nie mogłam się oderwać. Bo i jak? Wizażystka, popis zdobienia paznokci tymi wspaniałymi, matowymi lakierami i urocze panie, z którymi można było wymienić się spostrzeżeniami. Macie jakieś medale? Proszę wręczyć go tej dziewczynie, która podeszła do dwóch nieśmiałych gości (tak, jednym z nich byłam ja) i wręcz porwała ich do rozmowy. Skąd znamy Golden Rose? Co lubimy? Co do tej pory testowałyśmy?... A później dobrała zestawy upominkowe. Ja dzisiaj mogę zachwycać się matową pomadką w kredce, a koleżanka, która stała obok - vlogerka - pewnie testuje teraz nowe lakiery. Kolejka do stoiska Golden Rose ciągnęła się bardziej niż żelki Haribo, a ja z wielką chęcią stanęłam w niej po raz drugi, by dowiedzieć się więcej o lakierach z formułą żelu. Wizażysta pomogło mi dobrać odpowiedni kolor pomadki - neutralny, stonowany, idealny do mocno podkreślonego oka. Odeszłam z uśmiechem, ręką umazaną wybranymi kolorami i karteczką z numerkami, o które w najbliższym czasie zapytam w małej drogerii obok. Nawet Red Lipstick Monster krążyła wokół ich stoiska - w końcu to ona, nie raz mówiła nam o perełkach tej firmy.


Cyknij fotkę na tle ścianki NeoNail
_____________________________________
Tutaj też trafiłam, ale całkiem przypadkiem! Gdy na pytanie - A pani ma już swoje zdjęcie na naszej ściance? - z mojego gardła wydobyło się już tylko głośne - Yyyyyy... . Cóż, chwilę później pozowałam na jasnym tle, starając się wyglądać jak Kim Kardashian. Udało się tylko w sprawie dużego tyłka. Trochę niezręcznie było stanąć samej przed obiektywem (nie było żadnej pięknej koleżanki, by schować się za nią tuż przed naciśnięciem spustu migawki), ale pamiątką jest, a wiecie jak uwielbiam zdjęcia (szkoda, że tylko te, na których nie pozuje). Wydrukowane, zabrane, dołączone do wspomnień. Będzie dla wnuków, chociaż nie wiem jakim cudem, bo dzieci nie planuję.




Mam bloga, ale co ze zdjęciami?
_____________________________________
Za każdym razem zadaje sobie podobne pytanie. Pomysł na wpis zrodził się gdzieś pomiędzy porannym prysznicem a herbatą, za to kompozycja zdjęć do tekstu... wciąż nieznana. A nawet jak się pojawi, to czasami w obiektywie nie wygląda to tak, jakbym sobie tego życzyła. Z tym problemem nie zmagam się sama, o czym świadczyła sala pełna blogerek. Uważnie słuchałyśmy więc wykładu Diany i Rafała, przedstawicieli Olympusa. Proste tricki na poprawę jakości zdjęć bez ogromnych kosztów? Proszę bardzo! Może coś odnośnie taniego i niezawodnego tła? Słuchajcie, słuchajcie. Nikt nie bał się pytań, nie unikał odpowiedzi. A w pierwszym rzędzie czułam się jak ryba w wodzie. O tym wykładzie mogę powiedzieć jedną zła rzecz - był za krótki!


A wiesz coś o swoim blogu?
_____________________________________
Teraz już wiem - to jeden wielki chaos. Karolina Krysztofiak z bloga Żyj, Kochaj, Twórz, uświadomiła nam, jak prosto można stworzyć coś, co będzie tak bardzo nasze, ale zarazem ułożone, przejrzyste i pociągające (zdaniem czytelnika). Teraz zdaję sobie sprawę z tego, jak łatwo można przesadzić z liczbą upiększeń na blogu i czemu logo jest tak istotne. Co prawda mamy jesień, ale to chyba najlepszy czas na wiosenne, blogowe porządki. Zacieram rączki do pracy (a może tylko je rozgrzewam, bo pisząc ten wpis jestem daleko od cieplutkiego domu). Dzięki wielkie dla Karoliny, za przydatne materiały. To taki poradnik Perfekcyjnej Pani Domu, tylko że w wersji PDF. Kolejna oznaka, że warto było jechać setki kilometrów i posłuchać blogowych guru.


Kosmetyków nigdy za wiele
_____________________________________
Szczególnie tych od Pierre Rene. A wiecie jak początkowo nazywała się marka? Które produkty zebrały najwięcej nagród? No i... dlaczego Polki tak kochają Skin Balance? To ostatnie akurat wiedziałam, bo sama jestem kochanką tego niepozornego podkładu. Na warsztatach z Pierre Rene było ciekawie a nawet i zabawnie. Panie wspaniale odegrały swoją rolę, ale... liczyłam na coś więcej niż tylko prezentacje kosmetyków i krótką dyskusję. Oczywiście miejsca przy stole szybko zabrakło, także kątem oka przyglądałam się wspaniałym perełkom leżącym na blacie. A było ich sporo! Upominki? Były! Chociaż w mój gust nie trafiły. Skuszę się raczej na zamówienie kosmetyków ze strony, bo glittery, które zobaczyłam pierwszy raz na żywo, były hipnotyzujące. Następnym razem proszę jednak więcej malowania... Mimo wszystko czas nie był stracony, kilka informacji zagnieździło się w umyśle a ja wciąż równie bardzo kocham Pierre Rene!


Horror ma twarz Remingtona
_____________________________________
Znacie tę sytuację, gdy podnosicie słuchawkę od telefonu, by głos po drugiej stronie zaszczebiotał - Witam serdecznie! Mam ogromny zaszczyt zaprosić panią na prezentację naszej najnowszej pościeli! Tylko u nas, włókno z bambusa to... - wtedy najczęściej wymigujemy się płonącym żelazkiem, gruźlicą chomika albo rzucamy słuchawkę. Teraz wyobraź sobie, że udało Ci się zapisać na warsztaty Remingtona dotyczące włosów. Nie wybierasz tych o tematyce paznokciowej, bo dobrze wiesz, że do tego masz dwie lewe ręce a i nawet nie posiadasz lampy do hybryd - po co się więc dołować. Uwielbiasz jednak produkty marki Remington, używasz ich i chętnie dowiesz się od ekspertów jak możesz zadbać o te cieniutkie pasma, które uczepiły się Twojej głowy. I dowiesz się! Oczywiście, że tak będzie. Musisz tylko kupić ultra-mega-nowoczesną suszarkę, która właśnie ukazała się na rynku. W ciągu pierwszych 15 minut miga przed oczami kilka wykresów i slajdów, które chcą przekonać Cię do zakupu prostownicy z tej samej serii co suszarka. Aha, jeszcze jest lokówka. Chwila... czy wspominałam także o szczotce? Wywal inne suszarki (stare modele Remingtona też?), bo właśnie na rynku króluje ta wspaniała nowość. Wtedy przed słuchaczami pojawia się fryzjer - wspaniały facet, o wspaniałej osobowości. Ratuje w ten sposób imię marki, ale jedyne co może zrobić, to pokazać jak działa prostownica. Przez kolejne 15 minut oglądamy, jak blond włosy blogerki (a może vlogerki?) zyskują piękne loki. Wspaniale! Ale to by było na tyle. Gdyby ktoś jeszcze nie wiedział co należy kupić... spokojnie! Na każdym krześle znalazł się katalog o grubości książki. Nawet nie wiem, czy można było go zabrać w ramach upominku, bo na wyjściu nic nie dostaliśmy. Były jednak konkursy! Jeden wciąż trwa i polega na stworzeniu wpisu dotyczącego marki Remington, ale był też taki, który zakończył się o godzinie 16:00. Nagrody? Malutki zestaw do manicure, ściereczka z napisem Remington i... coś, co określono mianem wspaniałego gadżetu - masażer do głowy. Gdyby nie napis marki, to pomyślałbym, że to ten sam, który ostatnio kupiłam za niecałe trzy złote. Nikt więc nie zerwał się z krzesła i nie pobiegł do łazienki, by stworzyć kreatywną fryzurę. Ale wiecie co w tym było najgorsze? Tuż obok, bo za cieniutką ścianką, odbywały się warsztaty NeoNail. Wytężałam słuch, by wyłapać jak najwięcej, bo panie z wielkim zapałem opowiadały i uczyły jak zrobić manicure hybrydowy. Słychać też było radość dziewczyn, które na wyprawkę dostały wspaniały zestaw do robienia hybryd. Brawa były ogromne, my usłyszałyśmy na odchodne - Dobrze, trzeba kończyć, bo idzie następną grupa. - Pozostał tylko niesmak, rozczarowanie i poczucie straconego czasu.

Klimatycznie i ani trochę schematycznie
_____________________________________
O atmosferze, jaka panowała na Meet Beauty można pisać pieśni pochwalne. Przeciskając się przez blogerskie tłumy, człowiek miał ochotę cały czas się uśmiechać. Rozmowy, pogawędki, ploteczki, wymiana opiniami - większe i mniejsze grupki dziewczyn, która dopiero się poznały. Integracja na najwyższym poziomie. Błysk fleszy, głośny śmiech i urywki porad, jakie dawały wizażystki i specjalistki przy stoiskach. Właśnie to działo się dookoła. Catering zadbał, by nikomu w brzuszku nie burczało, bo cały czas pod nos podstawione były słodkie bułeczki, a w porze obiadowej - przeróżne, dziwaczne smakołyki, od których nie można było oderwać oczu. Co prawda moje kubki smakowe nie są fanami takich udziwnień, ale chyba nikt nie narzekał! Co chwila tace zapełniały się kolejnymi porcjami, przez co po głowie krążyła mi tylko jedna myśl - uczta w Hogwarcie. Było tak kolorowo, że nie mogą tego przebić nawet fasolki wszystkich smaków Bertiego Botta.



Spełnione marzenie...
_____________________________________
Porozmawiajmy o marzeniach. O tych różnych sprawach, które dniami, miesiąca i latami krążą nam po głowie. Czasami są to materialne przedmioty, często abstrakcyjne pojęcia. Moje było nawet znaną i kochaną osobistością. Ten blog, moja pasja związana z wizażem... to wszystko nie istniałoby, gdyby nie rudowłosa kobieta, którą otacza pozytywna aura. Red Lipstick Monster. To nie tylko kobieta z ekranu laptopa. Na początku jej filmiki były dla mnie światełkiem w tunelu, teraz z wielką chęcią słucham jej głosu, czekam aż poprawi mi humor i zmotywuje do działania. Zawsze śmiałam się, gdy ktoś mówił - No i wtedy zabrakło mi języka w gębie! Przecież niewiele jest w życiu momentów, które mogłyby zestresować nas do tego stopnia. Swój przeżyłam 24 października, około godziny 10:00. Burza rudych włosów, uścisk ręki, szybkie zdjęcie - a ja do tej pory nie wiem ile wykrztusiłam z siebie i czy znowu się nie skompromitowałam. Stawiam jedna ptaszka przy pewnej pozycji na liście spełnionych marzeń!