Miało być niestandardowo, ekstrawagancko, iście uroczyście i finezyjnie. Kobieta jednak zmienną jest i nic co nowe, nie jest jej obce. Makijaż inspirowany nową kolekcja Wibo od początku aspirował do zadań specjalnych. Tak też było. Przygotowałam się do niego po królewsku, nie obyło się bez przepychu, złota i błysku. Ale wiecie co? Szybko zeszłam na ziemię, zrzuciłam koronę i stworzyłam makijaż, który sprawdzi się u każdej kobiety, począwszy od Elżbiety II, po sobotnią imprezowiczkę z imitacją diademu na głowie.


Każdej z nas wolno błyszczeć! Na balu, u cioci na imieninach, w klubie disco i na romantycznym spacerze. Każda okazja jest dobra, by dać sobie chwilę wytchnienia od zgiełku codzienności i spędzić przed lustrem godzinkę lub dwie. Maseczki, loczki, prywatny wybieg między szafą a lustrem - to nasza kobieca natura. Skoro na co dzień musimy gnać po miejskiej dżungli, nie patrzą za siebie, przed siebie a tym bardziej w lustro - może musimy znaleźć okazję, by powiedzieć sobie ''Czekaj, czekaj mała. Zwolnij''. 

Kto powiedział, że rozświetlacz może mieć tylko jedno zastosowanie? Można nim podkreślić kącik oka, czubek nosa, skronie oraz.. usta! W tym makijażu postawiłam na błysk. Na ustach znalazła się neutralna pomadka (połączenie Glossy Temptation z olejekem kokosowym) a następnie oprószyłam wargi rozświetlaczem. Nietypowym imprezowy look. Oczy? Podkreśliłam zewnętrzne kąciki ciemnym cieniem i skupiłam się na dolnej powiece. Pomieszałam ze sobą trzy kolory, które utworzyły wspaniały gradient. Całość dopełnił tusz Panoramic Lashes.




Koniec jednak smęcenia o makijażu - porozmawiajmy o nagrodach! O nowej kolekcji Wibo pisałam już sporo, ale obiecałam również nagrodzić Was trzema zestawami. Lakiery, podkład, cienie - przede wszystkim to znalazło się w paczuszkach. To jest ten moment, kiedy mogę napisać  tylko - nawet nie liczyłam na tak ogromne zainteresowanie a przede wszystkim - mam ochotę znienawidzić moich czytelników za ich kreatywność. Na początku nie było zbyt wielu chętnych, jednak odpowiedzi, jakie dostałam w ciągu ostatnich dni konkursu... Cóż! Do teraz zastanawiałam się nad trójką zwycięzców. W każdym e-mailu ukryłam po trzy litery, by nie podawać publicznie Waszych adresów.

Jako że czujni czytelnicy zwrócili uwagę na tekst, który wygrał już w tym roku w innym konkursie - do jutra wybiorę nowego zwycięzcę. Wystarczyło tylko zredagować odpowiedź, zmienić co nieco, bo sam pomysł był ciekawy. Nie spodziewałam się, że ktokolwiek będzie chciał iść na łatwiznę. 

paulinamal[...]@o2.pl

martus28332[...]@op.pl
mar_[...]@gazeta.pl
Nowa zwyciężczyni: ro[...]@o2.pl

Mamy również dwa wyróżnienia...
j.m.k.ja[...]@gmail.com
ja[...]@tramwajnr4.pl
____________________________________________________________________________

Najpierw zaprezentuję Wam zwycięskie odpowiedzi! Mieliście zachwycić mnie swoją kreatywnością i spisaliście się perfekcyjnie. Chylę ukłony do każdej zwycięskiej odpowiedzi, bo umiliły mi minutkę... a może i dwie?

Od jakiegoś czasu mój mąż zamienił swój gatunek z pełnego życia, rozrywkowego mężczyzny na domatora, a dokładniej leniwca-kanapowca. Każdy wieczór najchętniej spędziłby ze swym oknem na świat – włączonym telewizorem i przyjaciółmi w ręce – chipsami, a czasem puszką piwa. Swymi „czterema literami” zdążył już wysiedzieć dziurę na kanapie. Ewa Chodakowska przeraziłaby się tym widokiem. A ja się łapię za głowę i obawiam się, że z leniwca zamieni się w ledwo ruszającego się walenia.
„Stop” – powiedziałam pewnego dnia i zagroziłam, że jak nigdzie nie wyjdziemy w następny weekend to może pożegnać się z ciepłym obiadkiem w formie wymyślnych dań podanych pod nos, spaniem w wygodnym łóżku w sypialni, a w telewizji będzie mógł oglądać jedynie dziurę z młotkiem. Dodatkowo będzie miał zakaz zbliżania się do mnie na dziesięć metrów. I pokonałam tym sposobem wcielenie leniwca u mojego męża, który zgodził się na wyjście! Idziemy do ulubionej kawiarni na słodki deser, a potem zobaczymy co dalej. I właśnie na to wyjątkowe wyjście (mam wrażenie, że pierwsze od stuleci),wykonałabym makijaż kosmetykami z nowej kolekcji Wibo. Jestem pewna, że wyzwoliłabym zachwyt w moim mężu. A oczarowanie moim wyglądem spowoduje, że syndrom siedziskowo-pośladkowy zniknie i mam nadzieję, że nie powróci. ;)

Od dziecka marzy mi się taki bal z prawdziwego zdarzenia rodem z bajek Disneya. Chyba najbardziej usatysfakcjonowałaby mnie taka historia jak w Kopciuszku. Te dostojne kreacje, obecność księcia i ja błyszcząca na tle innych dam. No i oczywiście, gdyby już tak wszyscy na mnie parzyli i mnie podziwiali musiałabym ich olśnić nieskazitelnym wyglądem,a wtedy doskonale sprawdziłyby się kosmetyki z nowej, dostojnej kolekcji Wibo, dzięki którym mój makijaż zasługiwałby na miano królewskiego.

Mam 31 lat, od 26 jestem "aktorką". Nie, nie pisze do Ciebie Małgorzata Kożuchowska czy Maja Ostaszewska :) Pisze do Ciebie dziewczyna z małego miasta zakochana w kinie i teatrze. Odkąd w przedszkolu zagrałam Śpiącą Królewnę, wpadłam jak śliwka w kompot. Potem były dziesiątki (jak nie setki!) akademii, recytacji, przedstawień, jasełek. Miała być i Łódzka Filmówka ale... Wiesz jak to jest, kiedy wszyscy wokół mówią, "że przydałby się zawód bardziej konkretny". W którym miejscu jestem dziś? Mam 31 lat, mgr inż. przed nazwiskiem, moje bliźniaki są już całkiem duże. A ja myślę o zrealizowaniu swojego marzenia. Jestem jednak realistką i wiem, że na powrót na studia nie mogę sobie pozwolić. Mogę jednak spróbować swoich sił w którymś z castingów organizowanych przez "mój" teatr. A nóż widelec uda mi się zdobyć angaż? :)

WHO OWNS THE CROWN? Chciałabym ja, ale ostatnimi czasy czuję, że ta korona nieco mi się zsuwa z głowy i upada na podłogę. Ot taka ze mnie upadła królowa. ;) Jeszcze z sześć miesięcy temu czułam się jak bogini. No dobrze, trochę przesadzam. Czułam się na tyle dobrze w swojej skórze, że patrząc w lustro nie wzdrygałam się jakoś szczególnie i nawet czasem puściłam do swojego lustrzanego odbicia oczko. Teraz jest inaczej. Jestem klasyczną, polską „ciężarówką”, która dobijając szóstego miesiąca ciąży, zagubiła gdzieś po drodze swoją pewność siebie i poczucie atrakcyjności. No i zgubiła tę koronę. Przypatruję się kolekcji królewskiej Wibo od jakiegoś czasu i niczym Kopciuszek marzący o balu i księciu – chciałabym wypróbować te królewskie kolory na sobie. Nie będę czarować – nie mam teraz specjalnych możliwości do błyszczenia, bo moje życie towarzyskie ograniczyło się do spotkania z przyjaciółką przy herbacie malinowej (kawę z bólem serca pożegnałam) i rozmowach na temat porodu, rozstępów, karmienia piersią i strachu przed pierwsza kupką dziecka. ;) Ale ta moja niegdysiejsza królewska natura przebija się czasem i pragnie choć raz na jakiś czas zalśnić. Już wiem! Makijaż w stylu iście królewskim przyodziałabym na randkę z ojcem mojego nienarodzonego jeszcze dziecka. To nic, że moje piersi mogą już konkurować z „melonami” Pameli Anderson. To nic, że wyglądam jakbym zżarła ogromną dynię. Nic, że puchną mi nogi i twarz… że włosy takie dziwne… że czuję się jak średnich rozmiarów słoń i paraduję w szarych dresach, które jako nieliczne jeszcze mnie mieszczą. Ważne, że moja kobiecość jeszcze gdzieś tam żyje i pragnie zabłyszczeć. A taka randka, ułożone włosy i makijaż w stylu ROYAL poprawiłyby mi humor choć na chwilę. Bo potem wiadomo – kupki, zupki i tarta marchewka we włosach. ;)

Po tej odpowiedzi postanowiłam nagrodzić dwie dodatkowe osoby. Skromnie, ale z serduszka, bo uważam, że własnie takimi małymi gestami można drugiej osobie podarować coś cennego - uśmiech na twarzy. A skoro znalazły się osoby, które chcą zrobić coś dla drugiej osoby, jak można przejść obok nich obojętnie?

Na jaką okazje? Myślę, że te kosmetyki nadają się właściwie na każdą okazje. Z przyjemnością nosiłabym je na sobie w pracy, na romantycznej kolacji, czy na bankiecie. Jednakże gdyby udało mi się wygrać te kosmetyki zamierzam podarować je mojej wieloletniej przyjaciółce, która aktualnie toczy dzielną walkę z rakiem kości. Zostały jej ok. 2 miesiące naświetleń, ale nadal nie czuje się najlepiej. Kocha markę Wibo od lat, a kosmetyki same w sobie jeszcze dużej, więc taki prezent na imprezę z okazji pozytywnych wyników i zażegnania choroby byłby idealny. Jest z zawodu kosmetyczką, więc na pewno wykonałaby ten makijaż perfekcyjnie.

Teraz czas na kolejne wyróżnienie. Mamy wśród wyróżnionych rodzynka, który jako pierwszy rozbawił mnie do łez. Do tej odpowiedzi wracałam kilkukrotnie, bo dystans do siebie i świata, to właśnie to, o czym czasami zapominamy w dzisiejszych czasach. Jesteście gotowi na odpowiedź jedynego mężczyzny, który wziął udział w konkursie?

Jako mężczyzna mógłbym się wymalować tylko w dwóch przypadkach. Albo na Halloween, albo do trumny. W związku z tym, że nie wybieram się nigdzie, to pozostańmy przy tym pierwszym. Byłbym prawdopodobnie przepięknym Upiorem w Operze, bardzo brzydkim Frankensteinem albo po prostu Anną Grodzką. To co zostałoby mi z kosmetyków Wibo przekazałbym żonie, ona pewnie wykorzystałby je lepiej, choćby na ślub syna. Albo na mój pogrzeb, gdyby konieczne okazało się wykorzystanie tej drugiej opcji ;)

Proszę Was więc o przesłanie swoich danych w ciągu najbliższych 5 dni, na mój adres e-mail - klaudynazwiazek@gmail.com. Przekażę adresy fundatorowi nagród, czyli Wibo. Osoby wyróżnione będą musiały uzbroić się w cierpliwość, gdyż potrzebuję chwili na skompletowanie niespodzianek dla Was - oczywiście i tam znajdą się kosmetyki Wibo, ale wybrane przeze mnie :) Dziękuję wszystkim za udział w pierwszym (ALE NIE OSTATNIM) konkursie na moim blogu!
Ucieczka z obserwatorów oznacza dyskwalifikację w następnych konkursach :)