Z modą bywa różnie. Jedyną pewną rzeczą, jaką możemy o niej powiedzieć jest to, że zawsze wraca. Prędzej czy później, ta kiczowata sukienka zalegająca na dnie Twojej szafy wróci do łask społeczeństwa, a Ty będziesz szczęśliwa, że nie musiałaś wydać chomikowanych od roku pieniędzy, by znów być na topie! Tak samo bywa z trendami w makijażu. Czasami uda nam się odrobinę je udoskonalić, nieco przekształcić... ale jednak wracają. A co z paznokciami? Czy klasyczna czerwień zawsze jest najbardziej pożądana? 


Zazwyczaj własnie takie kolory wybierałam. Krwista czerwień albo klasyczna czerń. Czasami sięgałam również po lakiery w kolorze nude, która nie zwracały zbytnio niczyjej uwagi. Czemu więc tego nie zmienić? - pomyślałam. Zaczęłam wybierać nieco żywsze, bardziej odważne zestawienia, ale bardzo, bardzo długo zwlekałam z zakupem mojego pierwszego (a nawet dwóch pierwszych) neonowych lakierów


Te dwie niepozorne buteleczki, nabyłam w mojej ulubionej drogerii. Wybierając nowy lakier do paznokci czuję się odrobinę jak czarodziej w sklepie z eliksirami. Przestawiam, oglądam, podnoszę ku górze, czytam w skupieniu etykietki - tylko nie potrafię wyczarować w portfelu paru monet więcej. Z cenami bywa bowiem różnie - lakier, który stosunkowo przetrwa na moich paznokciach około dwóch dni, zdecydowanie nie powinien zbytnio uszczuplić zawartości mojej portmonetki. Nie zamierzam więc wydać więcej niż kilka złotych, za produkt, który może w gruncie rzeczy nie przypaść mi do gustu. Ku zaskoczeniu mój pierwszy neonowy lakier kosztował zaledwie 4 złote... O tej serii próbowałam znaleźć nieco opinii na blogach - niestety nie przyniosło to większych rezultatów. Dor, to marka dotąd mi nieznana, lecz za takie pieniądze żal byłoby bliżej się jej nie przyjrzeć. 



Może i samo opakowanie nie robi wrażenia - proste, klasyczne, bez zbędnych ozdobników, ale dostępne kolory, to istna wisienka na torcie. W ofercie dostępnych było około 4 lub 5 sztuk - róż, zieleń, pomarańcz, żółć i bodajże jakiś morski kolorek. Wszystkie posiadające to same opakowanie, niezbyt wielkie, ale na pewno nie należące do tych miniaturowych lakierów, które ostatnio możemy spotkać w szafeczce Golden Rose. Na zakrętkach znajdziemy naklejki z numerkiem - chociaż przy takim zestawie trudno o pomyłkę w kolorze. Co najważniejsze - znajduje się tam również data ważności. Nie będzie więc zaskoczenia, że nowiutki lakier, prosto z drogerii jakoś niespecjalnie zasycha na naszych pazurkach (chyba, że jakaś drogeryjna hiena postanowi odkręcić zakrętkę raz, albo dwa razy...). 
Jak tutaj jednak wychwalać lakier, skoro nie padło jeszcze żadne słowo o jego trwałości i aplikacji. Pędzelek nie należy do najwygodniejszych - bardzo wąski, bez zaokrąglenia. Posiadaczki niewielkiej płytki paznokcia będą zadowolone. Już pierwsza warstwa daje przyzwoite krycie, ale druga jest idealnym dopełnieniem. Czas schnięcia jest całkiem przeciętny - przy pierwszej aplikacji jest to około 5 minut, natomiast następna warstwa potrzebuje już dwukrotnie dłuższego czasu. Trwałość? Zbliżona do lakierów Golden Rose. W zależności od poprawnej aplikacji i użycia top coatu, mamy z głowy malowanie na dobre kilka dni. 



Niezamierzenie zostałam fanką neonowych lakierów. Zupełnie nie wiem skąd u mnie ten pociąg do takich ekstrawaganckich ''upiększaczy'' urody[?] Z takim lakierem na paznokciach należy mieć świadomość, że nie uda się przemknąć ukradkiem na rodzinnym obiedzie czy wśród grupy przyjaciół. Baaa... czas przygotować się na bardzo nietypowe spojrzenia podczas przejażdżki autobusem. Ta zakręcona dziewczyna obok na pewno obdarzy Cię ciepłym uśmiechem, jednak pani w bereciku, ta siedzące naprzeciwko, uraczy Cię najwyżej głośnym pomrukiem niezadowolenia. Who cares? Czasami trzeba odrobinkę zaszaleć!