Gdy pierwszy raz zobaczyłam unikalną szczoteczkę, jaką może pochwalić się mascara Astor SEDUCTION CODES N°3 Volume & Length, zaraz wiedziałam, że muszę ją wypróbować. Nie ma chyba kobiety, która nie marzy o długich rzęsach, które przyciągają spojrzenie. Producenci kosmetyków obiecują wiele, dlatego i tym razem ciężko mi było oprzeć się zapewnieniom o spektakularnie długich rzęsach. Również i design tuszu jest tak zaskakująco nietuzinkowy, że pragnie się mieć go w kosmetycznych zbiorach.


W codziennym looku lubię naturalnie wyglądające rzęsy, dlatego nieczęsto stawiam na ich pogrubienie, a jedynie wydłużenie - by nie ginęły gdzieś pośród kociej kreski. Mamy lato, więc zupełnie nie mam głowy na tworzenie wyrazistego, perfekcyjnego i czasochłonnego makijażu. Mimo wszystko lubię jednak ładnie podkreślone oko - cienie w kolorze nude i ewentualnie kocia kreska. Natomiast wytuszowe rzęsy to całkowita podstawa. Jak przystało na obietnice pięknych rzęs - tutaj było ich bardzo wiele. Przede wszystkim ma docierać do każdej rzęsy, wydłużać je, unosić, nie rozmazywać się i nie tworzyć grudek. Sama Heidi Klum, twarz marki Astor pisze o produkcie w samych superlatywach...

Mój kod uwodzenia No3: nic nie dodaje kobiecie większej pewności siebie niż wysokie obcasy… może z wyjątkiem długich, intensywnie pogrubionych rzęs! Gdy chcę szybko dodać rzęsom blasku używam nowości Astor - maskary Seduction Codes No3 Volume & Length. Moje rzęsy stają się ultradługie, bardzo zmysłowe i wyglądają perfekcyjnie.

Po takich słowach kobieta aż rwie się na zakupy, by poznać niesamowite działanie mascary. Zmysłowe? Chcę! Perfekcyjne? Jak najbardziej! A może dłuuuugie? O tak, już ją chcę!


Właśnie dlatego poczułam się tak niesamowicie skuszona, że zgłosiłam się do testowania mascary. Moją uwagę przyciągnęła właśnie ona, nie jej dwie kosmetyczne siostry, które oferowały nieco odmienne efekty. Najpierw była fala zachwycenia, później oczekiwania i na końcu... rozczarowania. Niestety odrobinkę zawiodłam się na tej mascarze. Nie mogę jej jednak nazwać złą - zwyczajnie nie sprawdziła się przy moich rzęsach. Jest to nie pierwsza taka sytuacja, gdy produkt, w którym pokładam duże nadzieje okazuje się nie sprostać zadaniu. Zacznę jednak od tego, że tusz od Astor niezmiernie przypomina mi mascarę Max Factor, 2000 Calorie. Nie mam na myśli kształtu szczoteczki, ale efekt, jaki uzyskuje. O słynnym tuszu Max Factor słyszałam same pozytywne opinie - a jednak z kosmetykami bywa tak, że nie są na tyle uniwersalne, by stać się ulubieńcem każdej kobiety.

O malowaniu słów kilka... 
___________________________________________
Sama mascara ma naprawdę wiele atutów. Zacznijmy od nienagannej trwałości. Nie ma obawy, że tusz zniknie z naszych rzęs w ciągu dnia. Produkt nie osypuje się i wystarczą już dwie cieniutkie warstwy, by makijaż oka był skończony. Przy moich rzęsach ta fikuśna szczoteczka niestety się nie sprawdziła. Utrudniała bowiem malowanie rzęs w wewnętrznym kąciku, co powodowało, że przy zbyt wielu ruchach szczoteczką, pozostałe rzęsy sklejały się. Produkt idealnie sprawdzi się u kobiet z króciutkimi, ale bardzo gęstymi rzęsami. Będą wyglądać naturalnie, ale nie sprawdzą się w wieczorowym looku.

Czy oferuje efekt wydłużonych rzęs?
___________________________________________
Najważniejszym atutem tej mascary miało być niebywałe wydłużenie rzęs... oraz delikatne pogrubienie. Już po pierwszym pociągnięciu szczoteczką widzimy różnicę - efekt jest naturalny i delikatny, ale wciąż zauważalny. Ten tusz będzie odpowiedni dla osób, które posiadają krótkie, ale gęste rzęsy. Moje przechodzą aktualnie kurację, dlatego mam nadzieję, że już niedługo staną się odrobinę gęstsze i dłuższe. Może wtedy jeszcze chętniej sięgnę po ten tusz?

Opakowanie
___________________________________________
Oto największa zaleta tuszu. Dawno nie widziałam tak uroczego, kobiecego opakowania, które może wydawać się odrobinkę kiczowate, ale właśnie to sprawia, że przyciąga spojrzenie i nie daje o sobie zapomnieć. Posiadałam już mascarę, która miała design zbliżony do tej  - był to prawdopodobnie tusz Ingrid. W porównaniu z nim, produkt od Astor jest znacznie lżejszy i mniej podatny na uszkodzenia. Niby taka drobnostka, a kobietę potrafi ucieszyć niezmiernie!


Niestety na opakowaniu nie mamy podanego składu, więc pozostaje mieć nadzieję, że jest naprawdę nieszkodliwy. Tusz nie posiada daty ważności, ale z zaleceń przeczytanych na oficjalnej stronie marki Astor, należy sugerować się tylko okresem, w którym należy zużyć produkt po otwarciu - czyli w ciągu 12 miesięcy. Tutaj niestety nie mogę zapewnić, że firma nie testuje na zwierzętach. Astor należy do Coty a ich stanowisk w tej kwestii jest niejasne...
Koszt produktu nie jest wysoki. Mascara kosztuje około 30 zł, a jestem pewna, że na promocjach możemy znaleźć ją w naprawdę fajnej cenie. Szafy Astor dostępne są w wielu drogeriach, dlatego z dostępnością również nie powinno być problemu,

Mojego serca niestety nie skradła. Wersja spiczastej szczoteczki nie sprawdziła się przy moim kształcie oka i manewrowanie nią przyprawia mnie o ból głowy. Nie lubię, gdy rzęsy w kąciku oka brakuje tuszu. Może skuszę się w przyszłości na wypróbowanie innej mascary z serii Seduction, ale ze szczoteczką o bardziej neutralnym kształcie.


Zachęcam do zapoznania się z opiniamy innych dziewczyn, które znajdziecie na portalu Ofeminin, dokładnie TUTAJ.