Przyszło nam żyć w takich czasach, że ekran wszelkiego rodzaju urządzeń elektronicznych widujemy częściej, niż naszych bliskich. Sprzęt komputerowy bywa niezbędny w pracy czy na uczelni, a w wolnym czasie łapiemy za tablet, telefon... i każde inne cudo, które łączy nas z Internetem albo dostarcza rozrywki w każdy możliwy sposób. My dostajemy w zamian dużo frajdy, a  nasze oczy cierpią... Gdy zaczynają nas szczypać, odruchowo przecieramy je dłonią - a przynajmniej robię tak ja. Niszczę przy tym makijaż, który rankiem okazał się niezwykle czasochłonny (i pracochłonny również), ale odczuwam niemałą ulgę. Aktualnie problem ten zmalał, gdyż styczność z komputerem równa się pojawieniu czarno-białych oprawek okularów, ze szkiełkami korygującymi moją niewielką wadę wzroku. Oczy przestały cierpieć... ale co ze skórą wokół oczu?



Ona lubi straszyć mnie każdego ranka, gdy spojrzę w lustro. Kolor skóry na powiekach i w okolicach różni się od kolorytu cery na policzkach czy czole. To miejsce jest częściej zaczerwienione, pojawiają się tam widoczne naczynka i cienie pod oczami. Wygląda to niezwykle nieestetycznie, dlatego niedoskonałości cery w postaci drobnego trądziku nie są moim jedynym kompleksem. Rankiem pojawia się również opuchlizna, która potrafi uprzykrzyć życie. Czasami przykładałam do skóry kostkę lodu, jednak powtarzanie tej czynności każdego dnia bywa nieco irytujące. Następnie sięgnęłam po żel ze świetlikiem, jednak był średnio wydajny, ale skuteczny. Szukałam jednak wciąż czegoś, co jeszcze bardziej podbiłoby moje serce. Wtedy pojawił się on, żel pod oczy dla cery naczynkowej Norel Dr Wilsz z serii Arnica.


Jeżeli już raz go użyjemy, każdego wieczora będziemy o nim pamiętać. Nasza skóra uzależni się od uczucia ulgi, jaką przynosi ten niepozorny produkt. Firmę Norel poznałam całkiem niedawno. Przeczytałam  niej u Angel z Kosmetyki Bez Tajemnic. Ta kobieta to dopiero potrafi pisać o kosmetykach! Mogę więc powiedzieć, że uczę się od najlepszych. Warto bowiem promować nasze polskie firmy, a Norel właśnie do takich należy. O swoim kosmetyku pisze w następujący sposób... ,,Żel przeznaczony jest do codziennej pielęgnacji delikatnej skóry powiek i okolic oczu. Polecany szczególnie dla cery wrażliwej, skłonnej do zaczerwienień, obrzęków i cieni pod oczami. Preparat dobrze nawilża skórę, łagodzi podrażnienia i likwiduje zastoje limfatyczne. Żel zapobiega powstawaniu zmarszczek oraz skutecznie opóźnia procesy starzenia skóry. Daje przyjemne uczucie chłodu, ukojenia i świeżości.''.
To jak wpływa na opóźnianie procesu starzenia będę pewnie mogła zweryfikować w przyszłości, jednak na chwilę obecną całkowicie wystarczają mi pozostałe korzyści, jakie wynikają ze stosowania produktu. Oczywiście sińce pod oczami i naczynka dalej są widoczne, ale jednak nie w takim stopniu, jak uprzednio. Najważniejsze jest jednak to, że skóra stała się mniej opuchnięta, bardziej sprężysta i dzięki temu ukrycie cieni pod oczami staje się znacznie prostsze. Korektor całkiem przyjemnie rozprowadza się na takiej wypoczętej skórze, a i utrzymuje w miejscu zdecydowanie  nad dłużej. W celu zweryfikowania, czy to na pewno zasługa tego produktu, po miesiącu stosowania zrobiłam miesięczna przerwę. O jakże bardzo brakowało mi tego żelu! Po tygodniu zauważyłam, że okolice oczu znów nie wyglądały tak ładnie, opuchlizna wróciła a ja bardzo chciałam znów sięgnąć po żel! Mam jednak pewność, że nie była to tylko zasługa nieco lepszego miesiąca, w którym miałam odrobinę więcej czasu na sen i lepiej się odżywiałam.


Stosowanie:

Żel stosowałam regularnie przez ponad miesiąc. Aplikacja jest niezwykle prosta. Po wieczornej kąpieli i dokładnym zmyciu całego makijażu, wyciskamy jedną pompkę żelu na opuszek palca i nakładamy na powiekę oraz okolice oczu. Najpierw delikatnie rozprowadzamy produkt a następnie jeszcze delikatniejszym ruchem wklepujemy. Żel nie wchłania się tak szybko, dlatego przez najbliższe dziesięć minut możemy wyglądać nieco komicznie - jak po wylaniu morzu wylanych łez. Działanie jest jednak natychmiastowe - odczuwamy ulgę i ukojenie, szczególnie wtedy, jeżeli mamy za sobą naprawdę ciężki dzień i wiele godzin spędzonych przed ekranem komputera.  


Wydajność żelu jest zaskakująca. Opakowanie zawiera tylko 30 ml płynu, natomiast ubytek po miesiącu stosowania był ledwie widoczny a zdecydowanie nie szczędziłam go w używaniu. Szklana buteleczka jest bardzo trwała, dlatego nie martwiłabym się o nią w podróży. Aplikator pozwala na higieniczne przechowywanie produktu. Malutki i poręczny kosmetyk do pielęgnacji, którego nie może zabraknąć w podróżnej kosmetyczce. 

Skład:

Kosmetyki Norel docenia się nie tylko za działanie, ale również skład, do którego powinna zajrzeć niejedna marka kosmetyczna, by następnie wstydzić się za to, co wpycha do swoich produktów. Żeby pomóc naszej skórze, czasami wystarczy zaczerpnąć z tego, co ma do zaoferowania sama natura. 


  • Ekstrakt z arniki górskiej, który ma za zdanie wzmacniać i uszczelniać naczynka krwionośne. Działa również przeciwzapalnie.
  • Pantenol i alantoinę, które działają przeciwzapalnie, łagodząco i kojąco
  • Dwie witaminy: E, C, chroniące skórę przed destrukcyjnym działaniem wolnych rodników i fotostarzeniem. 
  • Hydroksyprolinę, która nawilża, ujędrnia oraz stymuluje syntezę kolagenu. 
  • Oraz witaminę A, która ma za zadanie regenerować i przeciwdziałać starzeniu skóry


Jak żel trafił w moje ręce?

Miałam okazję wypróbować żel dzięki akcji, jaką prowadzi Norel na swoim fanpageu. Na czym  ona polega? Otóż jeżeli również prowadzisz swój blog, obserwuj bacznie profil a od czasu do czasu trafi się okazja, nu zgłosić się do zabawy, w której wybierane są trzy blogi, a ich właścicielki będą miały okazje przetestować kosmetyki, Ale jakie? Otóż specjalnie dobrane do Twojej skóry! W wiadomości do Norel opisałam z jakimi problemami skóry borykam się od dłuższego czasu i jakie produkty szczególnie mnie interesują. W niedługim czasie otrzymałam paczkę niespodziankę, w której znalazłam cztery produkty - w tym właśnie żel. Wspominałam już o tym w TYM WPISIE. Byłam bardzo zaskoczona, że tak perfekcyjnie wpasują się w moją codzienną pielęgnację. O trzech kolejnych produktach, z których następne dwa również trafiły do ulubieńców (bo o żelu mogę powiedzieć to samo), poczytacie już niebawem. W kolejce czeka już tonik z kwasem migdałowym... 
Dlatego nie krępujcie się i zaglądajcie na fanpage! Może to właśnie Ty będziesz również miała okazję zakochać się w tych kosmetykach...

Jeżeli znacie już kosmetyki Norel, podzielcie się swoją opinią! Chciałabym poznać jeszcze więcej produktów i wybrać, co wrzucę do koszyka!
A jak Wy dbacie o powieki i okolice oczu?