Walka z niedoskonałościami bywa szczególnie trudna. Nasza cera niekiedy jest bardziej kapryśna niż pogoda w kwietniu i zmienna jak cztery pory roku. Jak sobie z tym radzić? W takiej sytuacji najważniejsza jest pielęgnacja, a co za tym idzie - systematyczność i... dobór odpowiednich kosmetyków. Od jakiegoś czasu i u mnie zaszły w tej kwestii pewne zmiany - przyzwyczaiłam się do kilku rutynowych czynności, dzięki którym moja cera wygląda na zdrowszą a ja sama czuję się z tym znacznie lepiej! Dzisiaj mam dla Was kolejne dwa produkty, które zagościły na stałe w mojej codziennej pielęgnacji. Oto jak usiłuję walczyć z niedoskonałościami na mojej buźce... 


O marce Norel wspominałam już w trzech wpisach. Najpierw wyjaśniłam na czym polega cała ta akcja zmiany mojej codziennej pielęgnacji, później opisałam Wam ulubieńca, który idealnie sprawdza się na opuchnięte powieki i wrażliwe okolice oczu a całkiem niedawno omówiłam magiczne działanie żelu z kwasem migdałowym

O Norel każdy słyszał, ale nie każdy wiele wie

Co będę ukrywać, gdyby nie Kosmetyki Bez Tajemnic, też pewnie żyłabym w niewiedzy. Coś tam słyszałam, coś obiło się o uszy, ale dopiero jeden z wpisów Angel uświadomił mi, jak bardzo chcę poznać bliżej ich produkty. Laboratorium Kosmetyczne NOREL to firma z wieloletnią tradycją oraz doświadczeniem w dziedzinie profesjonalnej pielęgnacji twarzy i ciała. Na rynku są już od około pięćdziesięciu lat! Aktualnie firmą zarządza dr Krystyna Wilsz. Kosmetyki Norel znajdziemy w gabinetach kosmetycznych, centrach odnowy biologicznej czy SPA. Dlaczego więc nie mieć takiego luksusu w domu? Norel posiada ponad 30 linii zabiegowych. Do mojej cery najlepiej pasuje seria Acne, w której skład wchodzi pięć produktów. Miałam okazje przetestować dwa z nich. Wyjaśnijmy najpierw, dla kogo przeznaczona jest ta linia...

Preparaty wzbogacone są o wysoce skuteczny w walce z trądzi- kiem Acnecid® - sól kwasu azelainowego, który ogranicza rogowacenie ujść gruczołów łojowych, hamuje rozwój bakterii, likwiduje stany zapalne i wysusza wykwity trądzikowe. Dodatek wyciągu z korzenia astragallusa i lukrecji zapewnia działanie łagodzące, przeciwzapalne i rozjaśniające.

W mojej codziennej pielęgnacji zagościł punktowy żel antybakteryjny oraz antybakteryjna maska żelowa. Gdy moje  zapasy kosmetyczne nieco się skurczą, jestem chętna sięgnąć po antybakteryjny krem matujący, który jest przeznaczony do codziennej pielęgnacji skóry tłustej, ze zmianami trądzikowymi. Najlepszą bazą pod makijaż jest w końcu porządny krem, który ochroni naszą skórę i będzie zapewniał skórze znakomity wygląd przez cały dzień.


ACNE - ŻEK PUNKTOWY ANTYBAKTERYJNY

Żel ten przeznaczony jest (jak zresztą sama nazwa wskazuje) do stosowania punktowo w miejscach, w których widoczne są zmiany trądzikowe. Jego zadaniem jest hamowanie rozwoju bakterii, które są przyczyną wszelkiego rodzaju stanów zapalnych czy wykwitów ropnych. Jednocześnie ma pomagać w wysuszaniu wyprysków i niwelowaniu śladów, jakie zazwyczaj pozostawiają na naszej skórze. 

- wyciąg z kory wierzby - (źródło związków salicylowych), reguluje rogowacenie naskórka, odblokowuje zanieczyszczone „pory”, działa ściągająco, bakteriostatycznie i przeciwzapalnie;
- koloid srebra – normalizuje pracę gruczołów łojowych, hamuje rozwój baterii oraz łagodzi podrażnienia;
- ekstrakt z nagietka i korzenia lukrecji – działa przeciwzapalnie i łagodząco.
- kwas azelainowy - działa antybakteryjnie, przeciwzaskórnikowo, przeciwzapalnie i lekko wybielająco.

Malutka buteleczka, w której znajdziemy 12 ml płynu wystarcza na bardzo długi czas. Żel stosujemy punktowo, dlatego wystarczy kilka kropel (a czasami tylko dwie), by rozprowadzić go w miejscach szczególnie problematycznych. O moim trądziku wiem niewiele - jedna z wizyt u dermatologa skończyła się receptą na maść, która później wypaliła niektóre z wyprysków pozostawiając nieestetyczne blizny. Od tamtej pory cera stała się dla mnie źródłem kompleksów. O ile zawsze znajdą się jakieś delikatne krosteczki, które usilnie starają się uprzykrzyć życie, tak oto dzięki odpowiedniej pielęgnacji mogę zmniejszyć ich liczbę nawet o połowę. Na niektóre z nich zadziałał właśnie żel punktowy. Stosowałam go w okolicach policzków, na czubku brody i czole - tam pojawia się najwięcej zmian trądzikowych. Po trzech tygodniach stosowania, część stanów zapalnych po prostu zniknęła i rzadziej powracała. W momencie gdy czułam, że pod skórą powstaje nowy stan zapalny, żel punktowy sprawiał, że dużo szybciej pojawiała się mała krosteczka, którą mogłam następnie wysuszyć i pozbyć się jej raz na zawsze. W innym wypadku trwało to czasami 2-3 dni, zanim wreszcie mogłam przystąpić do procesu wysuszania. Żel bardzo łatwo rozprowadza się na skórze. Jest płynny, zbytnio się nie lepi (a przynajmniej nie tak, jak żel z kwasem migdałowym), szybko wchłania się w skórę i nie posiada jakiegoś szczególnego zapachu, który mógłby człowiekowi przeszkadzać. Najważniejsze jest jednak, by stosować go regularnie i nie poddawać się, jeżeli po pierwszym tygodniu nie zobaczymy poprawy. 

Stosowanie

Żel punktowy powinno się stosować przez minimum 3-4 tygodnie. Własnie wtedy też widziałam poprawę mojej cery, jeżeli chodzi o drobne wykwity. Jak go używać? Wystarczy wycisnąć kilka kropel na opuszek palca i wmasować w miejsce, w którym widzimy zmiany spowodowane wykwitem trądziku pospolitego. Zabieg ten powtarzałam codziennie, zawsze wieczorem po zmyciu makijażu i oczyszczeniu skóry. 



ACNE - MASKA ŻELOWA ANTYBAKTERYJNA

Czas na kolejny produkt, który na stałe zagościł w mojej pielęgnacji. Tym razem nie jest on przeznaczony do codziennego stosowania. Maska jest idealnym dopełnieniem żelu punktowego, ma bowiem również działanie antybakteryjne i polecana jest osobom z trądzikiem pospolitym. Można ją stosować przy leczeniu dermatologicznym dla podtrzymania jego efektów. Jej zadaniem jest łagodzenie stanów zapalnych czy przeciwdziałanie powstaniu zaskórników. Skład ma prawie identyczny, co wyżej wspomniany żel punktowy.

- wyciąg z kory wierzby - (źródło związków salicylowych), reguluje rogowacenie naskórka, odblokowuje zanieczyszczone „pory”, działa ściągająco, bakteriostatycznie i przeciwzapalnie;
- koloid srebra – normalizuje pracę gruczołów łojowych, hamuje rozwój baterii oraz łagodzi podrażnienia;
- ekstrakt z korzenia lukrecji – działa przeciwzapalnie i łagodząco. Redukuje zaczerwienienia i przebarwienia.
- kwas azelainowy - działa antybakteryjnie, przeciwzaskórnikowo, przeciwzapalnie i lekko wybielająco.

Tubka zawiera 200 ml produktu. Sama konsystencja maski jest niezwykle lepka, ciągnącą i może nawet odrobinę nieprzyjemna. Po nałożeniu na twarz odczuwałam uczucie ściągnięcia skóry, czego zresztą bardzo nie lubię. Czego jednak nie zrobi się dla zdrowo wyglądającej cery. Zapach jest ładny, zupełnie nie przeszkadza podczas dwudziestominutowego leniuchowania z produktem na buźce. Maskę stosowałam zazwyczaj raz w tygodniu, przy większej ilości stanów zapalnych dwa razy. To, co zauważyłam jako pierwsze, to działanie łagodzące. Maska jest dla mnie dopełnieniem żelu punktowego, który zresztą zdziałał najwięcej. Niektóre stany zapalne były nieco bolesne - skóra piekła, bolała. A maseczka zadziałała jak rumianek ma ból brzuszka - szybciutko i skutecznie.


Maski używamy raz lub dwa razy w tygodniu. Na oczyszczoną skórę twarzy nakładamy cienką warstwę maski i pozostawiamy na mniej więcej 20-30 minut. Później bez problemu zmywamy ją letnią wodą a następnie nakładamy krem nawilżający.

Skład: Aqua, Propylene Glycol,Glycyrrhiza Glabra Root Extract, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Ethylhexylglycerin, Hydroxyethylcellulose, Salicylic Acid, Colloidal Silver, DMDM Hydantoin, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone.

Jak produkty trafiły w moje ręce?

Miałam okazję wypróbować tonik dzięki akcji, jaką prowadzi Norel na swoim fanpageu. Na czym ona polega? Otóż jeżeli również prowadzisz swój blog, obserwuj bacznie profil a od czasu do czasu trafi się okazja, by zgłosić się do zabawy, w której wybierane są trzy blogi (albo i więcej!), a ich właścicielki będą miały okazje przetestować kosmetyki, Ale jakie? Otóż specjalnie dobrane do Twojej skóry! W wiadomości do Norel opisałam z jakimi problemami skóry borykam się od dłuższego czasu i jakie produkty szczególnie mnie interesują. W niedługim czasie otrzymałam paczkę niespodziankę, w której znalazłam cztery produkty - w tym właśnie żel. Byłam bardzo zaskoczona, że tak perfekcyjnie wpasują się w moją codzienną pielęgnację. Dlatego nie krępujcie się i zaglądajcie na fanpage! Może to właśnie Ty będziesz również miała okazję zakochać się w tych kosmetykach...

Po miesięcznej kuracji

Produkty stosowałam przez miesiąc, by następnie odstawić je na kolejne 30 dni. Aktualnie znów powróciłam do ich używania. Czemu? Kondycja mojej cery znacznie poprawiła się pod podczas okresu stosowania kosmetyków. Oczywiście dalej borykam się z różnymi problemami skórnymi, ale w porównaniu do tego, co było niewiele miesięcy temu mogę przyznać, że troszczę się o moją cerę. A raczej produkty Norel troszczą się o nią. Wreszcie nie musimy wybierać się na wizyty do gabinetów kosmetycznych, by zafundować sobie w domowym zaciszu odrobinę luksusu. Za 12 ml żelu zapłacimy 29 zł, jednak biorąc pod uwagę skuteczność i wydajność - są to naprawdę niewielkie pieniądze. W łatwy sposób możemy również wybrać produkt, który idealnie sprawdzi się w codziennej pielęgnacji - dzięki poszczególnym liniom możemy skomponować cały zestaw produktów przydatnych na co dzień. Kosmetyki są dostępne w internetowym sklepie (TUTAJ).

A jakich produktów Wy używacie w walce z niedoskonałościami? Czy znacie już produkty Norel?