W każdej kobiecie drzemie niemała siła, mogąca wzbudzić większy postach niż smoczy ogień czy ostra krawędź miecza. Co prawda w naszym świecie, w tym pędzącym przed siebie XXI wieku,  my - przedstawicielki płci pięknej, możemy co najwyżej zająć stanowisko szefowej stada nierozgarniętych osobników w krawatach, których jednym sposobem spędzania wolnego czasu jest żłopanie piwa przed telewizorem, przeklinając przy tym kobiety pod nosem. Jakie czasy, takie pole do popisu. Twoją bronią jest wypowiedzenie albo tandetny zszywacz. Czas jednak skończyć z dygresjami, bo jeżeli mowa o silnych, niezależnych kobietach, to pokłony składać należy pewnym damom, które królują aktualnie w najbardziej rozpoznawalnej i kochanej sadze. Zaraz, zaraz... nie chodzi mi o żadną z książeczek dodawanych do porannej gazety, która delikatnie rozprasowuje fałdki na naszym mózgu, ale o prawdziwe dzieło, które rozchodzi się równie dobrze jak przygody małego czarodzieja. Różnica jest jednak taka, że tego na pewno nie chcielibyście czytać dziecku do poduszki...
Pozwólmy jednak, by George R.R. Martin przez chwile mógł pławić się w morzu moich chwalebnych słów (jakby mu ich było mało...), bo niezaprzeczalnie w mojej biblioteczce zajmuje szlachetne miejsce (nie on, jego dorobek książkowy!) i co najważniejsze - do szeregu przystępują nowi rekruci, ale nikogo nie zamierzam stamtąd wyrzucać a tym bardziej degradować...




Nie nad jego wspaniałym piórem i sposobem bezczelnego usuwania bohaterów nie chcę jednak dzisiaj debatować - chociaż musicie sami przyznać, że facet robi to z totalną klasą a zarazem w najbardziej sadystyczny sposób a na domiar złego, to kobiety z Pieśni Lodu i Ognia bywają niejednokrotnie bardziej mężne i odważne niż rycerz w złotej zbroi. Ciężko się również nie zgodzić z faktem, że najprościej mówiąc, coraz to więcej facetów nie ma tam jaj  (przysłowiowo i dosłownie). Nasze damy charakteryzuje zatem siła, która czasami może budzić niemały postach...

Niebezpieczna kobieta to nie tylko taka, która potrafi nosić ciężki oręż niczym Brienne z Tarthu, chociaż na jej widok niejeden facet brał nogi za pas i uciekał hen na Północ. O wielkości siły nie świadczą również trzepoczące skrzydła smoków, cieplutka posada na tronie i obnoszenie się z tytułem królowej. Nawet wierne posłuszeństwo królowi, który okazuje się być zwyczajnym tyranem, może okazać się zbyt małym poświęceniem. W sadze, gdzie zdrada goni zdradę a bohaterowie giną szybciej,  niż dane jest nam ich pokochać szczerą miłością, uwadze nie może umknąć dominacja płci pięknej.



Gdyby zapytać mnie o najbardziej niebezpieczną kobietę, to zapewne w pierwszej chwili chciałabym pomyśleć - Joffrey. Czasami ciężko było mi odnaleźć w nim pierwiastek męskości a ciągłe ukrywanie się za suknią mamusi, ostentacyjne fochy i ciągłe niezadowolenie pozwalało sądzić, że potrzeba mu mężczyzny z silną ręką, nie jakiejś słodkiej do bólu księżniczki. Pozostańmy jednak w wierze, że Joffrey był tylko rozpieszczonym dzieciakiem, z którego wychowaniem nie poradziła sobie matka...


... ale to również jednej z matek przypadnie zasłużone podium i tytuł niebezpiecznej. Czasami bowiem to właśnie Ci, których o nic nie podejrzewamy, mogą wywołać istną burzę. Zawsze na uboczu, postępujący zgodnie ze swoimi przekonaniami. Bać się bowiem można najbardziej tego co dobre. W szczególności matczyna miłość może okazać się silnym orężem i bronią, która nie ma sobie równych...


I chociaż o Catelyn Stark mówić już możemy w czasie przeszłym, to właśnie ona była dla mnie kwintesencją kobiecej siły. Latami znosiła obecność bękarta, którego widok mógł wiązać się jedynie z ukłuciem w sercu i niezrozumiałą zapłatą za błędy męża. Miłością darzyła całą gromadkę dzieci, które później kolejno jej odbierano. Nic jednak nie mogło powstrzymać tej kobiety, by przestała walczyć o nie do ostatniego tchnienia, znosić rozstanie ze swym ukochanym i własną piersią, po kres swych dni chronić to, co kochała najbardziej. Chociaż wokół siebie miała tylu ludzi, którzy kochali ją i szanowali, ona wciąż wydawała się być samotną duszą, która otaczała opieką innych. 

Martin nie tylko w znakomity sposób potrafi uśmiercać swoich bohaterów, ale potrafi również tworzy i kreować wspaniałe osobowości, a także tchnąć w ich pierś więcej życia, niż go później odbiera.