Jeżeli jesteś kobietą, która każdego ranka boryka się z tym samym problemem- szafą pełną ubrań, uniemożliwiającą podjęcie szybkiej decyzji (takiej z cyklu Co na siebie włożyć?) - proszę o niezwłoczne opuszczenie tego wpisu. Po takim wstępie można się spodziewać, że nie będzie kolorowo... Gdzieżby tam! Wręcz przeciwnie! Dzisiaj czas na recenzję dwóch lakierów, których wybór nie był prosty, bo gdy mamy do wyboru 23 ekstrawaganckie kolory, to nagle świat wiruje przed oczami.

Wszystko to zasługa marki Astor, która tym razem skierowała swoje produkty do kobiet kochających życie i w pełni z niego korzystających. Nie uznają one słowa nuda czy lenistwo, a tym bardziej nie odkładają czegoś na później. Nie potrafią bowiem usiedzieć w miejscu dłużej niż przez minutę, a nowe lakiery Astor z serii Quick&Shine proszą jedynie o 45 sekund uwagi...


Nawet na zjedzenie czekolady potrzebuję nieco więcej czasu. Z drugiej strony - kiedyś mogłabym podjąć takie wyzwanie. Wcale nie byłoby ono łatwiejsze, niż wybranie dwóch lakierów spośród całej gamy kolorów liczącej sobie 23 odcienie, które zostały dodatkowo podzielone na 5 kategorii. Możemy więc wybierać spośród  lakierów z serii Close to Me (delikatne odcienie różu i bezu), Joy of Life (odcienie różu i pomarańczy), Confident (czerwienie i fiolety), Authenticity (ciepłe brązy) oraz Style (ekstrawaganckie i modne odcienie). W ramach akcji testowania, skusiłam się na dwa odcienie, które wydawały mi się najbardziej kuszące - Coffee Break z numerkiem 501, któremu bliżej do gorzkiej czekolady niż porannej kawy i 102 Bridal Bouquet, który kojarzy mi się z morelami. 



Gdy wybieram dany lakier, to oprócz pięknego koloru zwracam również uwagę na konsystencję. Nie przepadam za produktami, które kuszą wspaniałymi odcieniami, ale zaszczycą nasze pazurki wraz z czwartą nakładaną warstwą. W moich kosmetycznych zbiorach znajdą się może z dwie perełki, które olśniewają kolorem już przy pierwszej aplikacji. Standardem są jednak dwie warstwy i tak też jest w przypadku tych lakierów. Tym razem beżowy kolorek zaskoczył mnie nieco bardziej, bo już po pierwszym pociągnięciu pędzelka wyglądał całkiem przyzwoicie.


Największym atutem tych lakierów mają być ich właściwości szybkoschnące. Jak tym razem producent poradził sobie z obietnicą, która zapewne porwała niejedno kobiece serce? Jeszcze niedawno marka Rimmel proponowała suche pazurki w okrągłą minutę - i jak dla mnie dotrzymali słowa.  Czy Astor podjął wyzwanie i skrócił ten czas o całe 15 sekund?
Wyzwanie podjął i niewątpliwie zwyciężył w starciu z wieloma lakierami, jednak 45 sekund powinno pozostać jedynie czasem umownym. O ile pierwsza warstwa wysycha w niecałą minutę, to możemy mieć pewność, że z drugą będzie nieco trudniej. Lakier nie jest na tyle kryjący, by bez skrupułów poprzestać na pierwszej warstwie - można również zacząć od aplikacji większej ilości produktu, ale wtedy należy zapomnieć o szybkim wysychaniu. Oczywiście na pazurki trzeba uważać w ciągu najbliższych 15 minut, bo o ile sam lakier nie klei się i już nie brudzi, to niechcący możemy odcisnąć coś w jego strukturze. 


Z aplikacją lakierów bywa różnie, bo producenci szaleją w wymyślaniu i kreowaniu coraz to nowszych pędzelków, które mają za zadanie ułatwić nam malowanie. Jestem całkowitą przeciwniczką malutkich wersji, które sprawią więcej kłopotu, niż pożytku. Sama mam drobne dłonie a co za tym idzie - moje paznokcie również nie należą do najszerszych. Dodatkowo są tak delikatne, że nie często decyduje się na dłuższe, zaokrąglone końcówki. Tym razem pędzelek przypadł mi do gustu, chociaż pierwsza aplikacja nie była łatwa. Szeroki i nieco zaokrąglony kształt pomaga w szybkiej aplikacji - a śpieszyć się musimy, bo lakier zasycha całkiem szybko. 

A jak to jest z trwałością? Nie wiem od czego to zależne, ale przeciętny lakier nie wytrzymuje na moich paznokciach nawet dnia - już po dwóch godzinach mogę zauważyć starte końcówki. Używam bazy pod lakier oraz jako utrwalacz, dlatego trwałość powinna być dodatkowo przedłużona. W ostatnim czasie stan moich paznokci znacznie się pogorszył i przechodzą teraz niemałą kurację. Są jeszcze o tyle słabe, że zginają się przy lekkim nacisku. Gdyby nie to, lakier Astor wytrwałby zdecydowanie dłużej! Na tych łamliwych, dłuższych pazurkach po dwóch dniach powstały pęknięcia w miejscu, gdzie paznokieć jest najdelikatniejszy. Na krótkich pazurkach, które są już nieco wzmocnione, po czterech dniach nie było nawet śladów ścierania na końcówkach. Od nowego, czekoladowego ulubieńca, jeszcze lepiej poradził sobie Bridal Bouquet, który wydaje się być nienaruszalny.

O błysku nie musimy już tylko marzyć.
 Top coat nie jest nam potrzebny, by pazurki wyglądały elegancko i błyszcząco. Nowe motto Astor powinno brzmieć jak fragment piosenki Rihanny - Shine bright like a diamond.


Jako że zawsze znajdzie się powód do narzekania - jestem nieco zawiedziona designem buteleczek. Po takiej marce spodziewałam się nieco ładniejszego opakowania dla takich produktów, gdyż te buteleczki niedużo różnią się od tych z lakierów za 3 zł. Ale jak to mówią - liczy się wnętrze i z tym zgodzę się całkowicie.

Czy sięgnę po lakiery ponownie? Zapewne, ale znów stanę przed tym samym dylematem - który kolor wybrać. Dobra jakość za przystępna cenę i cała gama kuszących kolorów to coś, co kobiety kochają najbardziej. Tym razem mam ochotę na granat... 
Cena: 12zł / 8ml

Lakiery do testów udostępnił portal Ofeminin. Recenzje innych dziewczyn znajdziecie pod tym linkiem