Wszystko zaczyna się gdzieś w dzieciństwie - to najszczersza prawda. Gdy chłopcy lgną do wspinaczek po drzewie wróży się im świetlaną przyszłość kaskaderów czy miłośników wspinaczek. Gdy dziewczynki stroją się przed lustrem w kreacje mamy - na pewno w dorosłym życiu wypełnią po brzegi i swoją szafę. Kiedy jednak dziewczynka cichutko podkrada mamie kosmetyki z torebki i zamyka je w swoim różowym kuferku... - 'Proszę Państwa, rośnie nam kosmetoholiczka'.
Tak właśnie się zaczęło. Pamiętam różowy kuferek z drobną białą rączką, do którego upychałam ulubione przedmioty, a już wtedy było tego sporo. Piękna lalka, błyszczyk mamy, kolorowe lizaki, tusz mamy, modne jak na te czasy figurki z jajka niespodzianki i... kredka do oczu z kosmetyczki mamy?

Stąd też właśnie dokładnie wiem co mi się zamarzyło. Gdy na stronie Bodyland zobaczyłam kuferek wypełniony po brzegi różnościami mignęło mi przed oczami wspomnienie tego pamiętnego, różowego pojemniczka z dzieciństwa, który potrzaskał się przed laty na kawałeczki i którego nie dałam rady już odratować. Od tej pory poszukuję nie tylko nowości kosmetycznych, ale również pojemniczków do przechowywania moich kolorowych skarbów.  Jestem miłośniczką zarówno mazidełek do twarzy, ale również przeróżnych pudełek, pudełeczek, pojemniczków i wszystkiego, co ładnie wygląda i chowa moje skarby. Każda rzecz ma swoje miejsce na mojej białej półeczce z lusterkiem, ale kuferka wciąż było brak. . Jak na kobietę przystało - kocham błyskotki i wszystko to, co pozwala nacieszyć moje oczy. Gdy moje zainteresowanie kosmetykami, mazidłami i wszystkim tym, co potrzebne do makijażu przeobraziło się w istne szaleństwo - zaczęłam poważnie zastanawiać się gdzie to wszystko upchnąć?!


Toaletka zawsze wygląda jak spod ręki Perfekcyjnej Pani Domu, ale kosmetyków wciąż przybywa, a miejsca wręcz przeciwnie. Zdecydowanie pochwalę się, gdy mój kuferek zostanie wypełnione kosmetykami po same brzegi, tymczasem chciałam  przedstawić jego skład - otóż udało się, wygrałam taki cudowny niezbędnik i wiem, że będzie mi dobrze służył... 

Makeup Trading Schmink Set Transparent - przezroczysty kuferek, w którego skład wchodzi cały asortyment kosmetyków potrzebnych do codziennego makijażu.

Największą uwagę przyciągnęły lakiery - trzy szklane, drobne pojemniczki kryjące po 15 ml płynu w różnych odcieniach. Lakier złoty z błyszczącymi drobinkami, perłowy fiolet i klasyczny jasny beż. Im najbardziej nie mogłam się oprzeć, gdy zajrzałam do pudełeczka. Najbardziej przypadł mi do gustu złoty odcień, jednak to właśnie perłowy fiolet znalazł się jako pierwszy na pazurkach. Bez odpowiedniego podkładu oraz top coat'u dla utrwalenia przetrwał nawet dwa dni (z lekkim uszczerbkiem), ale zestawiając go z innymi moimi zdobyczami mogę stwierdzić, że prezentuje się całkiem przyzwoicie. Warto pochwalić też krycie, bo już jedna warstwa dała zadowalający efekt.




Cienie niestety nie zaskoczyły pozytywnie - mają bardzo słabą pigmentację. Jest to o tyle przykre, że mają łącznie mamy 16 cieni o wspaniałych kolorach, które niestety nie wyglądają już tak idealnie na powiekach. Mam jednak nadzieję, że gdy zostaną użyte 'na mokro', będą prezentować się nieco lepiej. Śliczne fiolety, zielone odcienie, brązy i róże - kolory, który lubię szczególnie, mam więc nadzieję, że uda mi się wykorzystać je tak, że zachwycą niejedną osobę. 
Cienie mają przezroczyste wieczka, więc nie jest problemem  chwycić za odpowiednie pudełeczko (bo mamy ich aż cztery). Wszystkie cztery kolory pasują do siebie i mogą być użyte w jednym, ciekawym makijażu. Coś czuję, że na pierwszy ogień pójdą fiolety... 











O ile słaba pigmentacji cieni może stać się udręką, tak kolejne trzy produkty mogę z czystym sercem pochwalić. Bronzer, róż i rozświetlacz - te produkciki nie wyrządzą nam krzywdy, bo możemy stopniowo dokładać kolor i samemu zdecydować, jak intensywny ma być nasz makijaż. Najbardziej przypadł mi do gustu rozświetlacz, który powinien pełnić funkcję pudru, ale posiada w sobie tak śliczne drobinki rozświetlające, że znacznie lepiej sprawdzi się nad kośćmi policzkowymi niż na całej twarzy. Mały, poręczny i nieco intrygujący.
Róż ma całkiem neutralny kolor, dlatego może sprawdzić dla posiadaczek różnego typu karnacji. Delikatny i bardzo naturalny - czego więcej wymagać? 
Bronzer natomiast jest przyzwoity, ale wątpię, by podbił moje serce po tym, jak po raz pierwszy poznałam magię i skosztowałam czym jest Bahama Mama. Nic nie jest jednak przesądzone... 






Błyszczyki, szmineczki i wszystko to, co nadaje się by ożywić nieco nasze słodkie usta - tego również nie mogło zabraknąć w kuferku. Zawsze murem stawałam po stronie szminek, bo to one przysparzały najmniej kłopotu. Błyszczyki nosiłam okazyjnie, bo nigdy ich pigmentacja nie była dla mnie wystarczająca, no i to nieprzyjemne, lepkie uczucie. W zestawie znajdziemy trzy szminki, dwa błyszczyki i dwa produkty, które bardziej przypominają cienie w kremie niż produkty do ust. W tej rywalizacji wygrały jednak dwa błyszczyki - soczysty róż i intrygujący fiolet. Nadają wspaniały kolor i smakują znacznie lepiej niż pomadki (wciąż walczę z moim nienaturalnym odruchem zjadania wszystkiego, co nałożę na usta. Prawdopodobnie jest to spowodowane używaniem oleju koksowego jako balsamu). Szmineczki niestety nie zachwycają intensywnym kolorem i mają okropny smak











Na zakończenie zmaluję słówko o kredkach! Znajdziemy je aż dwie - czarną, klasyczną i przydatną do makijażu oka, oraz różową do ust. Jestem zwolenniczka kredek miękkich, dlatego do tych podchodzę z dozą rezerwy. Postaram się jednak znaleźć dla nich zastosowanie...


Skoro skarby kuferka są już znane i opisane, czas na ogólne ich podsumowanie. Jak zawsze są dwie strony medalu i oprócz pochwał należą się również słowa krytyki. Kosmetykom mogę zarzucić jedną, szczególną wadę - wykonanie. Gdyby były mniej 'plastikowe' i przypominające nabytki z chińskiego marketu, to zdecydowanie mogłyby przyciągać spojrzenie. Obchodzę się jednak z nimi bardzo delikatnie w nadziei, że nazbyt ich nie uszkodzę. Pozytywnym zaskoczeniem są błyszczyki , lakiery i rozświetlacz - myślę, że znajdą swoje szczególne miejsce na mojej toaletce. Każdy kosmetyk jest odpowiednio oznaczony - znajduje się na nim niemiecka nazwa, dlatego też szybko rozszyfrowałam, że cień w kremie to w rzeczywistości błyszczyk. O ile zawartością pojemniczka są kosmetyki nie najwyższych lotów, to wszystko przestaje być ważne gdy...

Mamy do użytku tak wspaniały kuferek. Plastikowe, przezroczyste ścianki sprawiają, że jest niesamowicie lekki i nie mamy obaw, że spadnie i roztrzaska się na drobne, niebezpieczne kawałeczki. Metalowe wstawi usztywniają ścianki i chronią przed uszczerbkami w najbardziej narażonych na zadrapania miejscach. Wygląda elegancko, kusząco i niesamowicie niepowtarzalnie. Szykuję dla niego odpowiednie miejsce na toaletce pośród organizerów z IKEI i Biedronki. Moje poszukiwania opłaciły się. Do tej pory oferowano mi tylko podobne kuferki, ale w znacznie mniejszych rozmiarach, wyższych cenach lub o wadze zbyt dużej, gdyż wykonanie ograniczało się tylko do metalowych elementów. 

Prezentacja kuferka za mną, dlatego gdy tylko studia pozowlą mi na chwilę relaksu i ukojenia przy toaletce, to pozwolę sobie stworzyć makijaż wykonany z pomocą magicznego kuferka. Zaglądajcie i czekajcie cierpliwie!


Kobieta szczęśliwa, to kobieta spełniona. Trzymając ten kuferek po raz pierwszy w rączkach, mimochodem na moje twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Warto było o niego zawalczyć! 

cienie do powiek - 4 sztuki po 9,6 g
puder (rozświetlacz)- 3,2 g
błyszczyk do ust  - 2 sztuki - 4 g
róż do policzków i bronzer  - 6,4 g
błyszczyk do ust w tubce - 2 sztuki - 16 ml
lakier do paznokci - 3 sztuki -15 ml
konturówka do ust - 0,8 g
szminka - 3 sztuki - 9 g
kredka do oczu - 0,8 g

Ja już mam swój ulubiony organizer... a Wy?